wtorek, 16 sierpnia 2016

Zmiany,zmiany, zmiany i gdzie byłam jak mnie nie było?

Wracam.
Jestem i żyje.
Czuje jakby od ostatniego posta minęły lata. Przez ten czas można powiedzieć że moje życie wywróciło się do góry nogami. W tej chwili myślę że na dobre ale czas pokaże czy w ostatnich miesiącach podjęłam słuszne decyzje.
Do rzeczy.. dlaczego znikłam? Gdzie byłam i co robiłam? Czy nadal jestem FIT?
Obecnie jestem w Polsce. I tak już na razie zostanie. Razem z mężem wróciliśmy do kraju. Od ponad dwóch miesięcy przyzwyczajamy się do życia tutaj. Wiele osób nie dowierza.. zadaje pytania : "ale jak to? oszaleliście?".. hmm.. wydaje mi się że stan naszego umysłu nie zmienił się.. po prostu czasami różne sytuacje w życiu wymuszają na nas różnego rodzaju decyzje i tyle.. życie za granicą to nie jest taka sielanka jak każdy myśli.. oczywiście są wyjątki.. ale jak ja to mówię nie każdy nadaje się do życia na obczyźnie i tyle.. koniec kropka.. Czy żałuje powrotu? Są chwilę zwątpienia oczywiście.. czasami nachodzą mnie pytania w głowie czy napewno dobrze zrobiliśmy? Czy damy radę? Ale za chwilę uświadamiam sobie że teraz jestem z rodziną, w swoim kraju a ilość pieniędzy niekoniecznie jest wyznacznikiem szczęścia.. Niektórzy żartują że przypomną mi o tym za rok.. ale ja aż tak daleko w przyszłość nie wybiegam.. a nawet gdy przyjdzie dzień w którym okaże się że jednak nie jest tak jak sobie założyliśmy, poniosę konsekwencje swoich czynów i wypije piwo którego sobie naważyłam. Ludzie nas straszą, zniechęcają i mam wrażenie że robią wszystko abyśmy zaczęli żałować powrotu ale ja już od jakiegoś czasu nie patrzę na to co inni mówią, co powiedzą albo co wypada.. niestety Polacy mają taką dziwną mentalność która pewnie się nie zmieni..
Na początku czerwca ponownie odwiedziliśmy z mężem Zakopane ale tym razem w towarzystwie moich rodziców. Czas spędzony tam zrekompensował mi stres związany z przeprowadzką.. i taki reset był mi potrzebny jak nigdy. Serio aż sama jestem zdziwiona że nie nabawiłam się żadnego siwego włosa w okresie gdy opuszczaliśmy kraj fiordów. Czy poczułam smutek wyjeżdżając? Ciężko to tak ująć w paru zdaniach i opisać wam jak się czułam.. napewno będę tęsknić za krajobrazem i za powietrzem, będzie mi też pewnie brakować niektórych zwyczajów tam panujących ale tego chciałam.. chcieliśmy wrócić, spróbować zobaczyć jak będzie.. zawsze jak już będzie bardzo źle można spróbować gdzie indziej.. na razie jednak jesteśmy tutaj i życie się toczy swoim rytmem.. co ma być to będzie "Que sera sera" i coś w tym jest..
Na dzień dzisiejszy jednak jest fajnie. Naprawdę. Nasza rodzinka powiększyła się o jednego nowego członka. Ci z Was którzy obserwują mnie na Instagramie wiedzą że mam na myśli kotka a nie dzidziusia :) Leo to rosnący w tempie odrzutowca maine coon który skradł nasze serca od razu jak zobaczyliśmy go po urodzeniu. Niezły z niego rozrabiaka.
Czy jestem nadal FIT? Według wytycznych z Internetu to pewnie nie :) Ba napewno nie.. od ostatniego posta jaki tu powstał miałam kilka epizodów.. raz ćwiczyłam, raz nie, raz jadłam super zdrowo a raz super niezdrowo.. wpadał ryż z kurczakiem i wpadała pizza.. wpadały omlety ( od których nawiasem mówiąc miałam już odruch wymiotny) i wpadały lody.. moje żywienie ostatnio było burzliwe.. czy czegoś żałuję? Czy żałuję nie zrobionego treningu, zjedzonego ciasta, kolejnej kiełbaski z grilla?? Nie. Ani trochę. Życie jest za krótkie aby zastanawiać się nad każdym kęsem.. jedzenie powinno być przyjemnością podobnie jak aktywność fizyczna.. od kilku miesięcy rzadziej bywałam na Instagramie, zresztą porobiłam tam gruntowne porządki.. i wiecie co? W głowie się samo poukładało.. i napewno nie wrócę do etapów gdy oglądając zdjęcia dziewczyn na necie żałowałam że tak nie wyglądam, że jak mogę się tak obżerać śmieciowym jedzeniem a inni czysta micha.. co mnie obchodzą inni.. słucham siebie i tyle... może i nie wyglądam teraz tak jak w chwili gdy odliczałam każdy kęs i trening był dla mnie najważniejszy.. ale czuje się lepiej.. i każdemu polecam taką przerwę.. przestańcie patrzeć na innych.. bo ktoś ćwiczy to ja też muszę.. a co jeśli ktoś rzuciłby się w ogień? Jeśli lubicie ćwiczyć - ćwiczcie.. sport w nadmiarze to zdrowie i fajny antydepresant.. a jeśli macie ochotę na coś co według innych jest niezdrowe to wierzcie mi raz na jakiś czas wam nie zaszkodzi :)
Dużo się ostatnio wydarzyło i nie wiem co mogłabym jeszcze napisać.. nawet nie wiem czy ktoś to przeczyta.. nie wiem też czy wracać do regularnego pisania.. zobaczymy czas pokaże.. QUE SERA SERA :)
Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)


Ostatni raz na lotnisku w Norwegii.





















Własnoręcznie robione pazurki :)


Pierwszy dzień w nowej pracy:)



Wierny towarzysz :)


Nowa siłownia :)



Ja też chce plissss :)



Z serii zdrowych słodyczy :)



Fajna i smaczna alternatywa posiłku :)


Nie będę pił z miski.. co to to nie :)



Poczytamy razem?




Z serii.. mam ochotę na pizze i zjem ile dam radę wcisnąć :)


Jestem Twoim kwiatuszkiem :)


Kibicujemy naszym :)


Day no make up :)


Tam gdzie najciaśniej najlepiej :)


Kosmiczne piwo :)


Próbowałyście?



Wiejski rosołek u prababci :)



Nie ma szans że napiszesz dziś tego posta :)



Pyszna grecka chałwa dorwana w Biedrze.



Spotkanie po wielu latach ze wspaniałą osobą :)



Masz zły dzień? Zjedz czekoladę.. zawsze pomaga :)





Aktywnie rowerowo :)




Grażyna zamknij właz - lecę w kosmos :)



O taka forma na lato a co :)



Zabawy we wzorki :)


Pierwszy spacerek Leo :)






Warte grzechu oj warte :)












Zabierzcie mnie od niej :)



Kącik pazurkowania :)










Kocia logika - uwielbiam :)


Pozdrawiam Was gorąco :)