czwartek, 26 listopada 2015

Świąteczny TAG bo uwielbiam Święta :)

Możecie mówić co chcecie ale jestem świątecznym zapaleńcem :)
Za kilka dni mamy już grudzień.. miesiąc ten kojarzy mi się wyłącznie ze Świętami i od paru lat także z powrotami do domu.. Postanowiłam że już dziś podzielę się z Wami małą częścią tego jak wygląda u mnie ten czas. Ktoś może powiedzieć że trochę za wcześnie ale już dziś wiem że potem najzwyczajniej w świecie doba stanie się dla mnie za krótka lub będę wolała spędzić czas w inny sposób.. zresztą jak lecę do Polski czy to święta czy nie spędzam zdecydowanie mniej czasu w cyberprzestrzeni :) Do urlopu już coraz mniej dni.. można zacząć odliczanie.. rozmyślam już o tym co w tym roku dobrego upiekę, jak zapakuję prezenty i jak będzie wyglądać moje drzewko świąteczne.. a w planie mam ubrać ich aż dwa :)
Wszystkich tych którzy mają ochotę zapraszam do odpowiedzi na pytania w komentarzach :)



Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?

Jeśli chodzi o przygotowania jedzenia, potraw to tutaj nie potrzebuję tak dużo czasu ponieważ jest nas w domu wystarczająca liczba osób i robota idzie jak szalona.. jeśli natomiast mowa o prezentach to w tym roku zaczęłam już w listopadzie planować co, komu i jak.. ale zakupy jako takie poczynię pewnie tuż prze wyjazdem czyli jakoś w połowie grudnia.. pomysły już są konkretne rzeczy umyślane.. nic tylko kupować :)


Ulubiony świąteczny film.

Od lat niezastąpiony, niezmienny Kevin Sam w domu lub w Nowym Jorku.. i choć znamy go już na pamięć to nadal nas śmieszy a mnie wprawia w iście świąteczny nastrój.. sprawia że czuje się w pewien sposób bezpieczna i spokojna jakkolwiek dziwnie to brzmi.. myślę że bierze się to z powielanego przez lata przez moją rodzinkę rytuału oglądania tego rodzinnego filmu kiedy siadaliśmy po wigilijnej uczcie na kanapach z pysznymi ciastami mamy i wspólnie zaśmiewaliśmy się z przygód małego rozrabiaki :)

Ulubiony świąteczny kolor.

Czerwony, zielony i biały

Ulubiona świąteczna potrawa?

Barszcz czerwony z uszkami :) Uwielbiam i już mi ślinka leci na samą myśl.. zaraz po barszczu czekam na pysznego karpia który tylko ten jeden raz w roku smakuje tak dobrze :)

Jaki zapach kojarzy Ci się ze Świętami Bożego Narodzenia?

Zapach mandarynek, cynamonu, pierników i żywej choinki :)

Czy posiadasz jakiś świąteczny zwyczaj/tradycje?

Zawsze gdy kleimy pierogi mama wkłada do jednego z nich grosza na szczęście :) A poza tym standardowo jedno miejsce przy stole dla obcego i sianko pod obrusem :)

Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?

Co roku podobnie.. dużo dobrego jedzenia, nic nie robienie, spędzanie czasu z rodziną :) błogi spokój :) W dzień Wigilii przygotowywanie ostatnich dań, pakowanie ostatnich prezentów.. niby nic szczególnego a jednak są to najlepsze dni według mnie w roku :)

Czy lubisz Święta Bożego Narodzenia? Jeśli tak za co najbardziej?

Uwielbiam :) Za co.. za to coś czego nie umiem opisać słowami.. za tą atmosferę która dla każdego jest indywidualna.. nawet za tą bieganinę, sprzątnie i zmęczenie związane z przygotowaniami :)

Wybierasz sztuczne czy prawdziwe drzewko bożonarodzeniowe? Kiedy je ubierasz?

Prawdziwe.. bardzo różnie.. nie mam jednego dnia.. raz to jest na początku grudnia a raz kilka dni przed Wigilią.. wszystko zależy od czasu i od tego kiedy dorwę to jedyne drzewko :)

Bez czego nie wyobrażasz sobie świątecznego wystroju domu?

Napewno lampki świąteczne ale nie kolorowe bardziej stawiam na zwykłe jasne lub jednokolorowe.. uwielbiam jak powoli migają.. poza tym kwiaty bożonarodzeniowe i świeczki a także pomarańcze nadziane goździkami :)


Jestem bardzo ciekawa waszych odpowiedzi :) Może ktoś z Was ma podobnie jak ja?
Pozdrawiam Was serdecznie :)

sobota, 21 listopada 2015

Ciągła chęć posiadania..+ weekendowe rozmyślania..

Co za dużo to niezdrowo.. chyba każdy choć raz w życiu słyszał to powiedzenie.. i przyznaje jest w tym ziarno prawdy.. na każdej płaszczyźnie naszego życia..
Ostatnio bardzo modny stał się minimalizm.. prostota.. brak nadmiernego konsumpcjonizmu.. nie neguje takiego stylu życia ale też sama nie jestem minimalistką.. w dzisiejszym wpisie chciałabym poruszyć kwestie czegoś wręcz przeciwnego..


Ciągła, wręcz obsesyjna nieraz chęć posiadania dóbr materialnych nie jest niczym dobrym.. Skąd u mnie te rozkminy? Ostatnio na blogu pisałam o tymże wracam do kraju.. powodów jest wiele.. od bardziej oczywistych jak choćby tęsknota za krajem i rodziną po bardziej psychologiczne.. Bardziej niż kiedykolwiek w swoim krótkim życiu widzę jak życie za granicą w celach zarobkowych zmienia ludzi.. im więcej mamy, tym więcej wydajemy.. a im więcej wydajemy tym  chcemy jeszcze więcej i tym o to sposobem koło się zamyka.. a my? My robimy wszystko aby nie wypaść z obiegu. aby ciągle mieć i mieć coraz więcej.. Od razu zaznaczę że nie jestem przeciwnikiem pieniędzy i zdaję sobie sprawę jak wygląda życie gdy ich nie ma.. pieniądze szczęścia nie dają to jest niezaprzeczalny według mnie fakt i zdania tutaj nie zmienię.. ale pieniądzę są potrzebne do życia.. to chyba oczywiste.. Czasami zastanawiam się skąd się bierze ta ciągła chęć posiadania? I czy nie jest tak że czasami to zwykła zazdrość? Bo sąsiad ma lepszy telewizor? Bo koleżanka z pracy przyszła z markową torebką Michaela Korsa? Bo kolega zakupił ostatnio najnowszy model smartfona?
Ja tutaj przed Wami przyznaję się że nieraz zazdrościłam komuś czegoś i potem za wszelką cenę starałam się nabyć podobną rzecz choć z kasą było krucho.. czy więc nie jestem dobrym przykładem na potwierdzenie tej tezy.. myślę że takich ludzi znalazło by się więcej..
Niejedna z nas kobiet wie jak to jest jak wybieramy się do sklepu.. i choć nasze szafy nieraz pękają w szwach decydujemy się na zakup kolejnej pary butów czy sukienki.. a bo to okazja.. a bo dobra metka.. a bo się przyda na kiedyś.. po jakimś czasie jednak stwierdzamy że dana rzecz albo nam już do niczego nie pasuje lub po prostu wyszła z mody.. i w ten sposób nasze pieniądze idą w błoto.. ludzie nieraz kupują choć wcale tego nie potrzebują.. ale cóż na tym polega konsumpcjonizm, takie mamy czasy..
Zazdrość napędza chęć posiadania.. ale czasami jest to też chęć dowartościowania się lub zaimponowania przed innymi.. zaharowujemy się.. bierzemy godziny w pracy nieraz ponad swoje siły tylko po to by nabyć kolejną, nową, markową rzecz.. u mnie myślenie powoli zaczęło się zmieniać.. myślę że duży wpływ na to miało podjęcie decyzji o powrocie do kraju.. zbieranie pieniędzy zepchnęło nieraz na drugi plan dużo ważniejsze wartości.. naprawdę nieraz jedynym tematem wśród Polaków zagranicą jest to ile zarabia.. przykre ale prawdziwe..
Kiedyś uwielbiałam chodzić po sklepach.. kupowałam masę ubrań których potem albo w ogóle nie nosiłam albo założyłam maksymalnie raz.. więc czemu je kupowałam? Bo okazja.. bo ktoś ze znajomych ma i mało mnie obchodziło że mi dana rzecz mogła po prostu nie pasować.. w końcu nie mogę być do tyłu.. miałam też obsesje wymieniania co rusz telefonu.. jestem wielką fanką Samsunga i gdy tylko wychodził nowy model odkładałam kasę żeby móc za wszelką cenę go zdobyć.. i po co ? Sama do tej pory nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.. ale skończyłam z tym.. do sklepu jadę wtedy kiedy czegoś potrzebuje..
Coraz więcej ostatnio osób od stóp do głów ubranych jest w markowe ciuchy.. bo moda.. a co jeśli ja ubieram się w sieciówce? Czy to oznacza że jestem gorszym człowiekiem? Biedakiem? A może po prostu pojęłam w końcu że mania posiadania, zbierania nie jest dla mnie i są ważniejsze rzeczy w życiu..
Jeszcze jedna kwestia.. planujemy kupno domu czy samochodu.. bo załóżmy że to ma nas uszczęśliwić.. w końcu się udaje.. mamy dom.. nieważne że po drodze zdążyliśmy się zadłużyć lub poczuć ogromną frustrację.. czy jesteśmy szczęśliwi? Czy na tym nasza pogoń za posiadaniem się kończy? Nie.. my nadal chcemy coraz więcej.. i koło znów zostaje zamknięte a my w nim uwięzieni..

Dla mnie pieniądz był jeszcze jakiś czas temu ważny.. był wyznacznikiem tego kim jestem.. teraz się to zmieniło.. i pieniądze naprawdę nie są najważniejsze.. kiedy to zauważyłam? paradoksalnie wtedy kiedy miałam coraz więcej.. im zarabiałam więcej tym odczuwałam większą nijakość.. kupno nowych rzeczy powodowało chwilową nieraz godzinną euforię i na tym się kończyło.. więc po co to wszystko..
Kupowanie nie jest złe.. jest potrzebne.. ale wszystko trzeba robić z głową.. i po to aby czuć się w życiu spełnionym.. i wiem że dzięki pieniądzom nie chodzę głodna, mam dach nad głową i mam co ubrać.. lubię także oglądać modowe i kosmetyczne blogi, czytać o nowinkach technologicznych, oglądać ładne ( markowe też) zdjęcia produktów.. ale to nie oznacza że muszę od razu to wszystko mieć.. i to jest właśnie ta różnica.. i nie mówię że nigdy nie kupię sobie już czegoś markowego.. ale wiem że nigdy nie zrobię tego ponad wszystko.. np. gdy nie będę mieć wystarczających środków..

Moje myślenie ostatnio uległo ogromnej zmianie.. już nie dobra materialne są najważniejsze.. plany na przyszłość również wyglądają inaczej.. życie za granicą nie jest dla każdego.. teraz to wiem.. i nie wstydzę się tego że nie dałam rady.. trzeba mieć naprawdę twardą dupę żeby znieść niektóre trudy emigracji.. więc najwidoczniej mój tyłek nie jest odpowiednio twardy.. pewnie za mało przysiadów.. :) Wrócę do kraju choć wielu ludzi to odradza.. ale co ma być to będzie.. nie można z góry zakładać że będzie źle, nie można od razu doszukiwać się wszędzie negatywów bo wtedy napewno znajdziemy ich całą masę.. a jeśli chcemy coś zrobić a nie spróbujemy tylko dlatego bo ktoś nam to odradził będziemy potem całe życie pluć sobie w brodę.. na tym polega życie.. na próbowaniu, podejmowaniu decyzji, ponoszeniu porażek i wyciąganiu z nich wniosków na przyszłość.. odnoszeniu sukcesów i nie popadaniu ze skrajności w skrajność..


W mojej głowie są plany.. ale żadne długoterminowe w stylu za 4 lata kupię dom choć nie mam na niego kasy i będę wieść życie usłane różami.. nie.. nie.. nic z tych rzeczy.. chce wrócić do Polski, spróbować tam żyć, założyć rodzinę a jeśli przy okazji uda się spełnić jakieś skryte marzenie tym lepiej dla mnie :)

sobota, 7 listopada 2015

Ekspresowy chlebek orkiszowy z ziarnami :)

Niestety mieszkając w Norwegii moje szanse na zakup dobrego chleba są bardzo małe.. zazwyczaj pierwszym składnikiem jest mąka pszenna a dalej ciągnie się cała masa przeróżnych i według mnie zbędnych składników..
Zazwyczaj będą w Polsce staram się w miarę możliwości bagażowych przewieźć parę bochenków mojego ukochanego na zakwasie.. ale wiadomo na długo mi on nie starcza.. bo jestem chlebożercą i uwielbiam kanapki i nawet zdrowe odżywianie nie wyklucza ich z mojego menu..
Próbowałam przygód z domowym zakwasem ale nie bardzo chciał on ze mną współpracować.. może to te wieczne norweskie przeciągi mu nie sprzyjały sama nie wiem.. w każdym bądź razie próbowałam kilka razy.. wyszło jak wyszło.. może kiedyś jeszcze spróbuje..
Tymczasem pozostało mi pieczenie na drożdżach.. które jest znacznie łatwiejsze i szybsze..
Tym razem postawiłam na mąkę orkiszową pełnoziarnistą.. do tego po garści ulubionych ziaren.. i pyszny, pachnący bochenek już czeka na to żeby go zjeść.. Spokojnie mogłabym ten chleb nazwać 5 minutowym ponieważ jego przygotowanie jest ekspresowe.. pomijam oczywiście czas który potrzebuje na wyrośniecie :) Mąka, drożdże i woda.. nic więcej nie potrzeba aby móc cieszyć się zdrowymi kanapeczkami :)


ORKISZOWY CHLEB Z ZIARNAMI NA DROŻDŻACH (EKSPRESOWY)
Składniki:
  • 500 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 50 siemienia lnianego
  • 50 g słonecznika
  • 10 g suszonych drożdży
  • łyżeczka soli
  • łyżka lub dwie miodu/syropu z agawy
  • 500 ml ciepłej wody
  • opcjonalnie 50 g sezamu/dyni lub innych ulubionych ziaren
Wykonanie:
Wszystkie suche składniki połączyć w misce i dodać na końcu wodę i miód. Wymieszać. Przykryć talerzykiem i odstawić na jakieś 45 min do wyrośnięcia. Moje podwoiło objętość. Przełożyć do formy wyłożonej papierem (delikatnie) i pozostawić na kolejnych kilka minut aby doszło do siebie w formie. W miedzy czasie rozgrzać piekarnik do około 200 st. Piec około 40-60 min. Każdy piekarnik jest inny. Pod koniec pieczenia można wyjąć z formy i podpiec jeszcze chwilę aby skórka była bardziej chrupiąca. Gotowy chleb popukany od spodu wydaje głuchy dźwięk. Studzić na kratce.






SMACZNEGO!!

niedziela, 1 listopada 2015

Rozterki emigrantki.. plany na przyszłość?


Jestem emigrantką.. opuściłam nasz piękny kraj.. z jakiego powodu? Z początku za miłością czego absolutnie nie żałuje.. mam wspaniałego i kochającego męża.. nie skłamię jeśli napiszę że z czasem coraz bardziej trzymały mnie tu również pieniądze.. nie oszukujmy się.. każdy wie jak jest w PL.. że ciężko o pracę.. o dobrze płatną pracę.. Pieniądze w Norwegii są dobre.. bardzo dobre.. I co? Kiedyś myślałam że skoro mam miłość i pieniądze to już nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.. Jednak już od jakiegoś czasu mam pewne wątpliwości.. mieszkam tutaj.. ale czuje się Polką.. i jest ciężko nawet mając u boku ukochaną osobę.. tęsknie.. tęsknie bardzo.. za krajem w którym nie ma cudów ale co jak co jest to moje miejsce na ziemi.. miejsce w którym przyszłam na świat i w którym kształtował się w pewnym sensie mój charakter i to jaką osobą teraz jestem.. tęsknie za rodziną.. bardzo.. i jakkolwiek to teraz zabrzmi.. dopiero gdy wyjechałam, jestem na swoim doceniłam wszystko to co kiedyś dla mnie robili rodzice a co w przeszłości nieraz działało mi na nerwy.. Tęsknie za rodzeństwem, za kontaktami z dalszą rodziną.. w ogóle za kontaktami z ludźmi.. z Polakami.. mieszkam tutaj ale nie zawieram żadnych znajomości bo na emigracji jest to cholernie ciężkie.. taka prawda.. wiadomo nie jest to reguła.. wielu ludziom się udaje zawrzeć tu przyjaźnie jednak w moim przypadku jakoś to nie wychodzi.. kto wie może wina stoi po mojej stronie.. nie przeczę.. jednak Norwedzy dla mnie są ludźmi których nie da się lubić, z którymi nie da się porozmawiać na fajny temat.. nie zmienia to jednak faktu że są ludźmi którzy akceptują inność.. W Norwegii nie ma znaczenia kolor skóry, wygląd czy to ile się zarabia.. a jednak.. nie czuję się tu jak "u siebie"..
Ktoś powie że powinnam dziękować losowi za to że miałam okazję wyjechać, wyrwać się i zarobić trochę kasy.. okey dziękuję ale wydaje mi się że wszystko się kiedyś kończy.. albo ludzie z wiekiem zaczynają inaczej myśleć.. nie chcę całe życie gonić za kasą.. zbierać, odkładać.. nie chcę aby pieniądze były wyznacznikiem tego jaka jestem.. nie chcę aby przesłoniły wszystko inne.. bo co z tego że całe życie będę odkładać ale tak naprawdę nie będę żyć w pełni.. nie spróbuje tego czy tamtego bo pieniądze przydadzą się na co innego, bo pasuje oszczędzić.. za granicą jest ogromny pęd za pieniądzem.. chcemy coraz więcej i więcej.. aż wstyd się przyznać.. kiedyś wystarczało mi dużo mniej a teraz.. no cóż.. bez komentarza.. dla kogoś może to zabrzmieć infantylnie.. takie trochę życie bez planu, z dnia na dzień.. otóż to nie jest tak że nie planuje.. bo planuje wiele.. i wiem że pieniądze są potrzebne do życia.. hello.. nie oszukujmy się.. głupia nie jestem.. tylko chyba we wszystkim są jakieś granice..
Czy boje się powrotu do kraju? Tak. I nie wstydzę się tego.. boje się że nie będę umiała "zejść na ziemię".. że nie będę umiała dostosować się z powrotem do warunków jakie panują w Polsce.. do zarobków.. Kolejną kwestią może być opinia innych.. wytykanie palcami.. i szeptanie za plecami.. "patrz tej się nie udało i wróciła".. ludzie nie myślą o tym że życie za granicą to nie tylko sielanka.. nie dość że ciężka praca to dodatkowo tęsknota za czymś co zostawiło się w kraju..
Kiedy jadę do Polski czy to na wakacje czy Święta już tydzień przed nie mogę się tak bardzo doczekać że nawet nie muszę spać :) nie wiem czy znacie to uczucie w żołądku.. coś jak zdenerwowanie ale takie przyjemne.. lot samolotem ciągnie mi się tak niemiłosiernie.. nudzę się w samolocie bo już tak bardzo chciałabym stanąć na lotnisku w Krakowie gdzie będzie na mnie czekać moja rodzinka.. Najbliższy wyjazd już 15 grudnia.. nie mogę się doczekać już odliczam dni.. tym bardziej że kocham Boże Narodzenie..
Jak widzę swoją przyszłość?
Jakieś plany w głowie są.. chciałabym spróbować czegoś innego.. rozpocząć nowy etap w swoim życiu.. chciałabym założyć własną działalność.. ale boję się.. boję się porażki.. jednak moja mama wczoraj powiedziała że kto nie ryzykuje ten nie ma.. i ma rację.. czasami decyzje których najbardziej się boimy przynoszą najlepsze korzyści.. poza tym co gdybym nie spróbowała? Myślę że całe życie plułabym sobie potem w brodę..
Wrócę do kraju.. spróbuje.. zobaczymy czy się uda czy nie.. za rok może dwa max ostatecznie opuszczę Skandynawię i nauczę się od nowa życia w Polsce.. na swoim.. z rodziną w komplecie i mam nadzieję że wróci wtedy Ada która w wieku 18 lat opuszczała Polskę.. Ada dla której nie były najważniejsze tylko dobra materialne..