sobota, 17 października 2015

Na norweskim stole :)

Kolejny wpis którym chciałabym Wam przybliżyć troszkę norweskiej codzienności w której żyje. Dzisiaj postawiłam na temat spożywczy.. myślę że rozłożę go na kilka odrębnych postów w którym pokaże Wam co można znaleźć na półkach sklepowych w kraju Wikingów :) Dodatkowo wspomnę co nieco o tym co myślę o ich sposobie odżywiania.. myślę że niektórzy z Was mogą wyciągnąć niekiedy podobne wnioski jak ja.. Czy dieta Skandynawów jest faktycznie tak super mega zdrowa? O tym będziecie mogli się już wkrótce przekonać :)

Może zacznę od tego co jest powszechnie znane.. a mianowicie.. Norwedzy jedzą dużo ryb.. owszem to jest fakt.. wszystko za sprawą dużej dostępności i przeogromnego wyboru.. dorsze, łososie, makrele, śledzie (gotowe w słoikach dostaniemy tylko słodkie - niestety) a także owoce morza jak krewetki, małże czy kraby.. naprawdę jest w czym wybierać.. Następnie mięso.. drób i indyk nie są im obce ale sięgają bardzo często po wołowinę i baraninę rzadziej po wieprzowinę.. Poza tym także w większych sklepach dostaniemy mięso z renifera czy łosia.. którego osobiście jeszcze nie jadłam i jakoś nie spieszę się aby to uczynić..


Z warzywami jest u nich różnie.. wszystko zależy od pory roku.. i np. teraz na jesień bardzo znanym daniem które podaje się na wielu norweskich stołach jest tzw. får-i-kål czyli coś w rodzaju długo gotowanego gulaszu z tą różnicą że zazwyczaj z użyciem mięsa baraniego z dodatkiem kapusty.. jeśli chodzi o dodatki do mięs i ryb to wygrywają ziemniaki które podawane są pod każdą z możliwych postaci i grzyby.. Ciekawym dodatkiem jest też surkål czyli coś jak nasza kapusta kiszona z tym że bardziej słodka. Swoją drogą wszelkiego rodzaju przetwory jak np. ogórki czy buraczki są mocno dosładzane.


Kuchnia norweska jest bardzo prosta.. z tego co zauważyłam podstawowe przyprawy w norweskiej kuchni to sól i pieprz.. wracając do ryb.. z dorsza powstaje wiele gotowych wyrobów jak fiskeboller czyli klopsiki rybne (nie jadłam), fiskepudding (na sam wygląd nie jadłam) i fiskekaker (też nie jadłam) czyli smażone kotlety rybne.. z tego co słyszałam wśród Polaków mają swoich zwolenników.. ja jednak jakoś do tej pory nie mogę się do nich przekonać..



Parówki tak jak i na całym świecie są również dostępne w Norwegii.. myślę nawet że powinny znaleźć się na samym początku tego wpisu ponieważ zaraz po gotowej pizzy Grandiosa która jest narodowym daniem Norwegii są uwielbiane przez tutejszych ludzi.. gotowane, pieczone, smażone, grube, cienkie, krótkie, długie, z kurczaka, z indyka, wieprzowe.. na grilla w lecie, na święta Bożego Narodzenia.. zawsze jest odpowiednia pora na to by się o nie pokusić.. o dziwo parówki te mają naprawdę znośny skład.. nie to co niektóre w Polsce :/




Przechodząc od zdrowych ryb, owoców i warzyw zatrzymajmy się przy gotowych produktach. Jest ich naprawdę bardzoooo dużo.. w sklepach możemy dostać gotowe całe dania z ziemniakami i warzywami włącznie.. wystarczy podgrzać i gotowe.. jak wyżej wspominałam o pizzy nie żartowałam stwierdzając że Grandiosa to potrawa narodowa.. z różnymi dodatkami, na bardzo specyficznym cieście które nie każdemu przypadnie do gustu.. gdy Norweg zaprasza Cię na obiad bardzo często możesz liczyć właśnie na ten krążek.. Jedzą bardzo dużo gotowej pizzy, gotowych dań, fast foodów.. myślę że jest to też spowodowane tym że na przełomie lat pojawiło się tutaj bardzo dużo nowych miejsc prowadzonych przez obcokrajowców którzy serwują tego typu jedzenie..

Poza pizzą bardzo często na norweskich stołach pojawia się taco.. zazwyczaj w piątek który nazywany jest tutaj tacodagen (dzień taco). Meksykańska kuchnia tak przypasowała Norwegom że na sklepowych półkach dostaniemy wszystko co potrzebne do jego skomponowania.


Z nabiału warto wspomnieć o serze typowo norweskim brunost czyli w wolnym tłumaczeniu brązowy ser. Ma słodki, karmelowy smak. Geitost to 100 % kozi ser brązowy wytwarzany z serwatki z dodatkiem mleka i/lub śmietany. Można go dostać w formie kostki lub smarowidła (Prim). Najpopularniejszy brunost to jednak Gudbrandsdalost do którego używa się serwatki i mleka krowiego plus mleko kozie.



Jeśli chodzi o pieczywo uwielbiają każdy rodzaj chrupkiego pieczywa typu WASA. Knekkebrød bo tak się tutaj nazywa jest bardzo popularny i jedzony w ogromnych ilościach. A co najfajniejsze jest bardzo prosty do zrobienia w domu i napewno w końcu wypróbuje ten przepis.
Bardzo ciekawy może Wam się również wydać polarbrød czyli chleb polarny który bardzo przypadł mi do gustu. Jest to chlebek mrożony tuz po wypieczeniu i rozmrażany zaraz przed wyłożeniem na sklepowe półki co ma nam zagwarantować że produkt jest świeży i bez konserwantów. Metoda pochodzi ze Szwecji i zawędrowała również do Norwegii. Można dostać krążki z różnego rodzaju mąk.. od pszennej przez orkiszową na żytniej kończąc.





Myślę że warto wspomnieć również o jednym z alkoholi a mianowicie Aquavit który jest narodowym napojem wyskokowym Norwegii.. Bardzo specyficzny smak.. i dosyć wysoko procentowy.. powyżej 40 %.. Jego nazwa wywodzi się od łacińskiego "aqua vitae" co znaczy woda życia..Produkowany jest z ziemniaków z dodatkiem przypraw takich jak cynamon, koper włoski, anyż, kminek, kolendra oraz skórki owoców cytrusowych.. Piłam raz i z tego co pamiętam :) bardzo mi smakowało :) W Norwegii Aquavit powinien być pity z należytym szacunkiem, odpowiednio mocno schłodzony w kieliszkach .. i z odpowiednim toastem Skål !!!

Ze słodkości natomiast warto wspomnieć o riskrem czyli mieszance ryżu i śmietanki obowiązkowo polanym ciemnym sosem owocowym np. jagodowym.
Risgrøt  to coś bardzo podobnego z tą różnicą że jest to pudding ryżowy na mleku podawany z cynamonem. Z tych dwóch zdecydowanie wolę ten drugi :) napewno jest mniej kaloryczny :)
Specyficzną odmianą owsianki jest rømmegrøt. Przyrządzona z kwaśnej śmietany, podawana z masłem, cukrem i cynamonem.
Norwedzy lubią także gofry (vafler). W sklepach dostaniemy gotowe mieszanki. Najczęściej podawane są z dżemem, śmietaną i brązowym serem.



Popularne są także lefse czyli tradycyjne norweskie naleśniki robione na bazie gotowanych ziemniaków. Najczęściej w sklepach można dostać gotowe podawane z masłem, cukrem i cynamonem. W ogóle zauważyłam że Norwedzy uwielbiają tą przyprawę.. dodają ją wszędzie gdzie się tylko da.. Niektórzy porównują lefse do pieczywa lub placków. Jadłam je i powiem Wam że jak dla mnie bez rewelacji ale wszystko zależy od preferencji smakowych.



Natomiast ze słodkości bardzo przypasowały mi ich boller czyli drożdżowe bułeczki. Lekko słodkie z dodatkiem kardamonu. Najczęściej dostępne w 3 wariantach.. z rodzynkami, z czekoladą lub zwykłe bez niczego.. Powiem Wam że niby zwykła bułeczka ale ostatnio gdy moja siostra odwiedzała mnie w wakacje nie mogła się im oprzeć i wzięła ze sobą zapas do Polski :)


Kolejnym fenomenem wśród norweskich słodyczy jest wafelek Kvikk Lunsj. Wyglądem przypomina troszkę naszego Kit Kata.. Oblany czekoladą z nadzieniem kakaowym jest łatwy do łamania na mniejsze kawałki :) Według Norwegów idealna na piesze wycieczki do lasu :) Ponoć rocznie Norwegowie zjadają ich 50 milionów.. Najbardziej popoularny jest w okresie świąt Wielkanocnych.


I na koniec dosyć specyficzny wyrób który napewno definitywnie więcej nie zagości w moim koszyku zakupowym.. kupiłam raz, spróbowałam i było to o jeden raz za dużo.. mowa o lukrecji.. o czarnych słodyczach.. smak ciężki do opisania.. blehhh.. Dodatkowo lukrecjowe cukierki możemy podzielić na takie które już w ogóle według mnie nie powinny być sprzedawane.. Salmiakki to tzw. słona lukrecja z dodatkiem chlorku amonu który powoduje że po włożeniu takiego cuksa do buzi czujemy nieprzyjemne jak dla mnie pieczenie.. słony i cierpki smak razem powoduje że dziwię się tutejszym ludziom którzy bez żadnego skrzywienia się nimi delektują..


O tradycyjnych potrawach norweskich wspomnę jeszcze przy okazji Świąt Bożego Narodzenia żeby po prostu nie przedłużać tego wpisu :)

A czy wy mieliście kiedyś okazje spróbować jakiegoś smakołyku ze Skandynawii? A może również tam mieszkacie i coś byście tutaj dodali?

POZDRAWIAM :)

5 komentarzy:

  1. Niestety nie miałam możliwości ani okazji spróbowania produktów ze Skandynawii.

    OdpowiedzUsuń
  2. får-i-kål zrobiłam rok temu ...pierwszy i zapewne ostatni raz bo nie przepadam za jagnięciną a do tego wyszło bardzo tłuste- pewna Norweżka poleciła mi abym następnym razem obgotowała mięso i wylała pierwszą najtłustszą wodę- ale ja i tak się nie skuszę:)
    surkal- nieeee, też nie przypadło mi do gustu- taka słodka kiszona kapusta- dla mnie kapusta ma być kwaśna a nie słodka:)
    poza tym świetny post, ujęłaś chyba wszystko! Wszytkiego fiske...podobnego czyli bollery kakery itp też nigdy nie próbowałam- jakoś wolę normalnego fileta bez udziwnień
    za to tą lukrecję ze zdjęcia jadłam i bardzo mi smakowała (to ta słodka?) ale słona faktycznie, wyplułam i odruch wymiotny miałam....za to kvikka chętnie widziałabym w Polsce- jest meeega. tylko ja rozumiem, że Norwedzy wszystko reklamują naturą- ale czekolada na wycieczki jako NAJLEPSZA przekąska- no mnie to nie zachęca- to brzmi conajmniej jakby kvikk był zdrowy a nie jest:)
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega ciekawe produkty, a u nas mały wybór...

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze? To mięso z renifera lub lososia byłaby pierwszą rzeczą-zaraz po pizzy, którą bym zjadła ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Też nie cierpię lukrecji! W sumie sporo rzeczy przypomina mi dietę Irlandczyków- dużo ryb, owoców morza, baranina i wołowina, a mało wieprzowiny. W Irlandii także kochają ziemniory, ale szczególnie pod postacią specyficznych frytek. No i wszystko, dosłownie wszystko da się kupić gotowe do odgrzania w mikrofali, czasami zastanawiam się czy oni tam w ogóle gotują! Zainteresowałaś mnie tymi ich słodkościami, jak będę w Norwegii to na pewno spróbuję czegoś z tej Twojej listy ;)

    OdpowiedzUsuń