piątek, 16 października 2015

Moja obecna aktywność fizyczna i zasady żywieniowe jakimi się kieruje :)

Dostaje wiele pytań odnośnie tego jak teraz wyglądają moje treningi, co jem, ile, kiedy.. wszystko za sprawą tego że postanowiłam się opamiętać i zmienić co nieco.. a nawet i więcej.. część z Was która mnie obserwuje wie jak to wyglądało dawniej.. dla tych co nie wiedzą w ogromnym skrócie powiem że wpadłam w sidła bycia FIT, zapomniałam po drodze o co w tym wszystkim chodzi, stawiałam wygląd ponad zdrowie.. z tego co widzę dużo osób niestety powiela mój przykład.. ale nie o tym chciałabym dzisiaj pisać.. Chciałabym się z Wami podzielić tym jak to teraz wygląda.. na wstępie od razu powiem że żałuje że tak późno postanowiłam coś zmienić... Czuje się o wiele lepiej.. nie tylko fizycznie.. przede wszystkim psychicznie.. co w moim przypadku było najważniejsze.. "naprawa głowy" :) i choć do six paka na brzucholu mi daleko to dawno nie czułam się tak dobrze w swoim ciele jak obecnie :)


Było ciężko fakt.. nie będę zaprzeczać.. miałam z milion chwil zwątpienia.. nie mogłam na siebie patrzeć i od nowa chciałam wracać do tego co na samym początku wydawało mi się dobre.. sytuacji nie pomagało codzienne zaglądanie na Facebooka czy Instagrama gdzie wszyscy wrzucali zdjęcia przed lub po treningu.. albo jeszcze lepiej na siłowni.. obserwując niektóre osoby miałam czasami wrażenie że mieszkają na siłowni i nie pracują.. o razu w mojej głowie pojawiało się pytanie : "Dlaczego ja nie daje rady?" Odpowiedź zaskakująco prosta.. ponieważ jestem inna.. koniec kropka :)
Dzięki ogromnemu samozaparciu (tak myślę) i wsparciu mojego męża dla którego moja waga nie ma znaczenia udało mi się dojść do pewnego rodzaju równowagi..

Ile ćwiczę?
Z 4 czy 5 treningów tygodniowo czasami ponad swoje siły przerzuciłam się na 1, 2 a czasami 3.. nie trzymam się żadnego planu treningowego.. jest tydzień że ćwiczę raz ale w ogóle nie łamię się z tego powodu.. nie leżę wtedy na kanapie.. jestem bardzo aktywna w ciągu dnia.. potrafię zrobić od 10-15 km dziennie tylko chodząc.. Nie planuje co będę ćwiczyć.. i dzięki takiemu systemowi nie czuję się do niczego przymuszona.. wszyscy wiemy że zdarzają się różne sytuacje w życiu.. czasami coś wypadnie, rozchorujemy się.. a z góry założony plan bierze w łeb i mamy tylko wyrzuty sumienia że zawaliłyśmy.. brak planu - brak wyrzutów sumienia.. zdaję sobie sprawę że dla niektórych taki plan jest koniecznością bo tylko w ten sposób potrafią się zmotywować jednak na mnie to działa bardziej negatywnie..
Przede wszystkim robiąc trening robię go bo chcę nie dlatego że muszę.. gdy czuje że rozpiera mnie energia, wykorzystuje ją.. gdy energii brak daje sobie czas na relaks.. nic prostszego.. wierzcie mi.. takie podejście sprawuje się u mnie idealnie.. moje ciało daje mi wyraźne sygnały czego mu trzeba..

Co w takim razie ćwiczę?
Niektórzy z Was wiedzą że wcześniej byłam ogromną fanką treningu siłowego. Czy coś się zmieniło? Troszkę.. Nadal lubię ćwiczyć z obciążeniem bo widzę jak to wpływa na moją sylwetkę.. Ale... kiedyś to był tylko trening siłowy.. nienawidziłam treningów typowo aerobowych.. Aż tu nagle coś się zmieniło.. zaczęłam dostrzegać poza sztangą inne ciekawe i przyjemne formy aktywności.. Bywa że nie robię treningu siłowego tydzień czy dwa.. ale w tym czasie nie próżnuje..
Ostatnio na nowo pokochałam treningi Ewki Chodakowskiej czy Fitness Blender.. Moim ulubionym tej pierwszej jest TURBO WYZWANIE I TURBO SPALANIE.. Naprawdę polecam wypróbować.. bardzo przyjemne lecz angażujące całe ciało ćwiczenia :) Staram się mieszać.. urozmaicać.. i nie przywiązywać się do sztywno utartego schematu ćwiczeń.. bo wiadomo że nasze ciało lubi nowe bodźce.. Czasami zdarzy się że pójdę pobiegać.. jednak na razie robię to dosyć rzadko.. nic na siłę.. głównie zdaję się na tę formę aktywności w chwilach dużego poziomu energii połączonego z silnym zdenerwowaniem :) po skończeniu i wyciszeniu wszystkie złe myśli odchodzą w siną dal :)


Nie ważę się W OGÓLE!! Zero, null.. nie stałam na wadzę od dobrych paru miesięcy.. myślę że nawet od roku.. lustro jest moją miarą.. choć i tutaj bez przesadyzmu.. nie gonie do lusterka po każdym zjedzonym posiłku.. w nosie mam czy na wieczór mój brzuch jest bardziej wzdęty.. jest to jest.. normalne.. gdzieś to wszystko z całego dnia musi się podziać nie paruje z naszego organizmu..
Zdarza się że posługuję się metrówką i zmierzę obwody ale to również zdarza się dosyć rzadko..

Jak wygląda mój obecny sposób żywienia?

Nie wmuszam w siebie wody litrami.. piję wtedy kiedy chce mi się pić.. wiem.. powinno się odpowiednio nawadniać.. ale robię tak jak chcę i wydaje mi się że nieźle na tym wychodzę :)
Nie unikam kawy.. powiedziałabym nawet że ubóstwiam.. na jej temat tez krąży wiele nieraz sprzecznych informacji.. jednak ja obserwuje swoje ciało i widzę kiedy kawa mi zaczyna szkodzić.. wtedy stopuje.. Jem chleb.. nie pszenny fakt ale każdy inny zdrowszy zamiennik owszem.. do diety włączyłam również ziemniaki których zdecydowanie wcześniej unikałam.. i gotowaną marchewkę.. tak tak gotowaną..
Jeśli natomiast chodzi o nabiał.. nie unikam.. uwielbiam serki wiejskie czy twaróg.. dobrze się po nich czuje więc nie widzę powodu dla którego miałabym z nich rezygnować.. nabiał zatrzymuje wodę w organizmie.. ale jak wyżej mam to w nosie i ze smakiem zajadam się zdrowym sernikiem :)
Przestałam marnować żółtka jaj.. więcej zaczęłam jeść więcej zdrowych tłuszczów w tym olej kokosowy na co dzień, awokado czy łosoś.. a orzechy jak wiecie uwielbiam więc w tym temacie niewiele się zmieniło..


Mięso.. w moim przypadku znacznie ograniczyłam spożycie drobiu.. od razu zaznaczam nie przechodzę na jakąś dietę która nakazuje kategorycznie nie spożywania produktów odzwierzęcych.. najzwyczajniej w świecie mięso przestało mi smakować.. i czasami wręcz odrzuca mnie od niego.. myślę że duża zasługę tutaj mogę przypisać temu że kiedyś drób był podstawą mojego jakże monotonnego żywienia :) Zapytacie w takim razie jak u mnie ze spożyciem białka.. tak jak kiedyś białko u mnie znacznie przekraczało normy tak teraz jest go dużo dużo mniej.. Skoro już jestem przy tym to napiszę że NIE LICZĘ MAKRO ANI KALORII.. nie ograniczam żadnego z makroskładników.. przestałam czytać co wolno a co nie bo można było od tego oszaleć.. informacji co niemiara a problem z wychwyceniem poprawnych tylko jeszcze bardziej mącił mi w głowie.. jem tak aby czuć się dobrze i napewno nie będę jeść bo gdzieś tak ktoś napisał.. pamiętajcie każdy z nas jest inny :)
Wafle ryżowe, mąka kukurydziana, banany, daktyle, rodzynki są mi już nie straszne..
CHEAT MEAL? Dla mnie już nie istnieje to słowo.. jeśli jem pizzę czy kebaba to robię to bo mam po prostu taką ochotę.. nie mam ochoty - nie jem.. Nie odmawiam sobie już pysznego obiadu kiedy idę w gości.. jeśli jakiś produkt nie ma idealnego składu ale ja mimo to chciałabym go spróbować - robię to :) taki mój system.. kiedyś miałam problem z tym że po zjedzeniu takiego innego posiłku dręczył mnie wyrzuty sumienia i za wszelką cenę chciałam się "ukarać" (tak dobrze widzicie) treningiem.. te czasy już dawno minęły..
Jeśli chodzi o biały cukier.. to można powiedzieć że wyeliminowałam go całkowicie ze swojego menu poza wyjątkami kiedy mam ochotę na coś "innego".. jednak na ogół to "inne" jest słone..
Nie oznacza to jednak że zrezygnowałam ze smaku słodkiego.. po prostu znalazłam zdrowsze zamienniki jak ksylitol czy Erytrytol.. stewia mi nie podchodzi smakiem więc porzuciłam ją na rzecz cukru kokosowego.. moje nowe odkrycie i strzał w dziesiątkę :)

Jak widzicie można żyć zdrowo i nie wymaga to wielu wyrzeczeń.. wystarczy dokonywać zdrowych wyborów.. ot cała sztuka.. racjonalne podejście do tematu również ma znaczenie.. wymagaj od siebie tyle aby nadać  czuć się szczęśliwym.. Nie rozkładaj jedzenia na czynniki.. to nie matematyka.. jedzenie to nasze paliwo i jedna z wielu przyjemności w życiu :) tak przynajmniej powinno być :)nie zadręczaj się bo zjadłaś ciastko.. świat się nie skończy.. jeśli ciężko Ci zrezygnować z kupnych słodyczy spróbuj małymi kroczkami wprowadzać takie własnoręcznie upieczone.. i o niebo zdrowsze.. może akurat tak ci posmakują że zapomnisz o tych ze sklepu.. Ale też nie wpadaj w paranoje i jak mama upiecze pyszną szarlotkę w niedziele a ty będziesz mieć na nią ochotę.. zjedz i tyle.. zdrowie psychiczne również jest ważne :)
Mam nadzieję że dzięki dzisiejszemu wpisowi niektóre z Was zrozumieją co jest najważniejsze.. zdrowie i samopoczucie.. nie ciągłe katowanie się i rozmyślanie o tym co się zjadło i o której godzinie :) BALANS BALNAS I JESZCZE RAZ BALANS :)

7 komentarzy:

  1. Cieszę się, że nie wpadłam na Twojego bloga w czasach kiedy potrafiłaś karać się za np pizzę...ale wiem jak to działa, nakręcamy się nakręcamy, wpadamy w sidła liczenia kalorii, czytania etykiet...zanim się nie obejrzysz a ograniczasz się tak że 24h na dobę myślisz o jedzeniu i ćwiczeniach...ja teraz marudzę, że nie potrafię się zmobilizować do treningów, że zdarzają mi się napady obżarstwa i przytyłam-jak na mnie dosyć znacznie...ale z dwojga złego wolę taki stan wyrzuty sumienia po zjedzeniu 2 cukierków..
    Można być fit i nie świrować bo życie nie składa się tylko z dbana o zdrowie, trzeba znaleźć też miejsce na przyjemności
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację i lubię czytać Twoje wpisy:) W końcu lepiej robić coś na całe życie niż na chwilę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja lubie aerobic, rzadko chodzę na siłownie, podnoszenie ciężarów to nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja od ponad 6 miesiecy nie jem cukru, nie tylko tego bialego ale I zamiennikow. Ograniczylam moja aktywnosc fizyczna I z 4-5 tygodniowo chodze 2 razy w tygodniu na joge bo to sprawia mi przyjemnosc. Ciagle niestety nie moge sie pozbyc nawyku wazenia :( mieszkam w anglii I musze powiedziec ze przez lata nie moglam sobie poradzic z wzdeciami I ogolnie problemami trawiennymi. Chodzilam po lekarzach zarowno w UK jak I w Polsce, robilam gastroskopie, badania krwi I testy alergiczne. I nic. W koncu postanowilam zaczac odzywiac sie tak jak odzywialam sie przez 25 lat mojego zycia, chleb, ser, wedlina, ziemniaki, kanapki...... Jedyna zmiana to odstawienie cukru. Czuje sie super! Zero wzdec, gazow, problemow trawiennych.
    Widze ze myslisz bardzo podobnie :) ciesze sie ze obsesja na

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj Ada, Ada, jak dobrze, że jesteś!! Wpadłam na Twojego bloga w sierpniu ubiegłego roku. Jechałam na wczasy w góry i szukałam przepisu na bułkę z mikrofali. Byłam tak bardzo zeschizowana na punkcie bycia fit, że nawet nie wyobrażałam sobie, żeby w podróż brać kanapki ze zwykłego razowego chleba!!! Ale na wakacjach bylam ze znajomymi, codziennie chodziłam po ok 15-20 km i pozwalałam sobie na drobne słodkości. Po powrocie do domu nie potrafiłam zabić w sobie ciągłego łaknienia na słodkie. I tak od września do świat zachowywałam się jak zwierze wypuszczone z klatki. Byłam rok fit, bez słodyczy, wyrzucałam żółtka do kosza, bo kaloryczne, tylko woda, warzywa, chude mieso, na pewno wiesz o czym piszę. Prytyłam oczywiście. Dzis jest mnie 6 kg więcej. Od nowego roku walcze od nowa, ale już nie jak dzikus. Jem jak człowiek, nie chodzę z wagą i kalkulatorem, ćwiczę 4 x w tyg i ciesze się życiem! Miałam wcześniej przepiękne ciało, ale ciągle było mi mało! Wchodzilam na instagrama i widziałam, że wszyscy już po treningu i po super fit śniadaniu a ja ciągle doszukiwałam się w sobie mankamentów. Nie wspomnę o tym, ze moje zycie rodzinne i towarzyskie nie istniało, wszystkie grille imprezy mnie ominęły. Super jest mieć ładne ciało ale na pewno nie za taką cenę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak dokładnie wiem o czym mówisz.. i gdzie tu zdrowie i rozsądek.. można mieć cele i dążyć do czegoś ale nie kosztem wszystkiego.. Trzymam kciuki i również pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    2. Oj tak dokładnie wiem o czym mówisz.. i gdzie tu zdrowie i rozsądek.. można mieć cele i dążyć do czegoś ale nie kosztem wszystkiego.. Trzymam kciuki i również pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń