niedziela, 25 października 2015

Zdrowe bananowe ciasteczka owsiane z rodzynkami i masłem orzechowym :)

Wcale nie uważam że zdrowo się odżywiając należy rezygnować ze słodkiego smaku.. wystarczy pogłówkować i znaleźć zdrowsze zamienniki.. nie jest powiedziane że najlepsze ciastka potrzebują mąki pszennej czy kilograma margaryny :) Nawet w sklepie widząc na opakowaniu zdrowe ciasteczka owsiane nie dajmy się nabrać.. biała mąka, utwardzony tłuszcz i syrop glukozowo- fruktozowy.. niezłe trio.. nie ma co.. Zrobienie tych łakoci zajęło mi dosłownie pięć minut plus czas pieczenia.. czyli wcale nie tak dużo jakby mogło się wydawać. Możecie do nich wrzucić co wam się tylko podoba.. zamiast rodzynek dodać żurawinę, pokusić się o dodatkową dawkę zdrowia w postaci nasion słonecznika czy orzechów włoskich.. lubicie czekoladę? Posiekajcie dobrą gorzką i dodajcie do masy.. gwarantuje że się nie zawiedziecie :)


BANANOWE CIASTECZKA OWSIANE Z RODZYNKAMI I MASŁEM ORZECHOWYM
Składniki:

  • 150 g płatków owsianych
  • 2-3 łyżki wiórek kokosowych
  • 2 banany rozgniecione widelcem (im bardziej dojrzałe tym ciastka będą słodsze)
  • 2 jajka
  • spora garść rodzynek
  • esencja waniliowa
  • opcjonalnie coś do dosłodzenia ja użyłam erytrytol 
  • spora ( wręcz ogromna) łycha masła orzechowego najlepiej crunchy jeśli nie macie może być jakiekolwiek
  • opcjonalnie dodatki żurawina, dynia, słonecznik, gorzka czekolada, dowolne orzechy
Wykonanie:
Banana rozgnieść widelcem na papkę. Następnie wymieszać w większej misce pozostałe składniki aż się dobrze połączą. Zostawić masę na około 10 min aż lekko zgęstnieję dzięki czemu lepiej nam będzie formować ciasteczka. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 200 st. Następnie za pomocą łyżki wykładamy trochę masy i nadajemy kształt jaki chcemy :) Pieczemy około 15 min może nawet dłużej wszystko zależy od posiadanego piekarnika :) ciasteczka powinny się ładnie zezłocić na wierzchu :) na pewno będziecie wiedzieć kiedy są gotowe. Ja pod koniec pieczenia zdjęłam je z blachy i ułożyłam na kratce na kilka minutek :)
Potem jeśli potraficie się oprzeć ich zapachowi zostawiamy do ostygnięcia choć muszę się przyznać że ja nie wytrzymałam :)







SMACZNEGO!!

sobota, 24 października 2015

Chlebek pełen zdrowia :) duet owsa z ziarnami :)

Po Internecie krąży masa przepisów na "life - changing bread".. zabierałam się za ten chlebek dobre dwa lata.. serio.. chyba odkąd zaczęłam się zdrowo odżywiać miałam na niego ochotę ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie :) zazwyczaj chodziło o ilość tłuszczów jaką on dostarcza.. i nie docierało do mnie że są to te zdrowe.. teraz kiedy w głowie przejaśniało i poukładałam sobie co nie co w końcu się za niego wzięłam :) Chlebek zmieniający życie zdecydowanie zasługuje na oklaski.. definitywnie.. bez dwóch zdań.. i chociaż potrzeba do niego dużo składników napewno zrobię go jeszcze nie raz.. I Wam również polecam :)


Składniki:
  • 300 g płatków owsianych
  • 90-100 g zmielonego na świeżo siemienia lnianego
  • 80 g ziaren słonecznika
  • 120 g pestek dyni
  • 3 łyżki nasion chia
  • 4 łyżki babki płesznik (jeśli nie posiadacie spokojnie możecie dodać więcej nasion chia lub siemienia lnianego)
  • garść posiekanych drobno migdałów lub więcej
  • 2-3 łyżki oleju kokosowego
  • 600-650 ml wody
  • łyżeczka soli
  • łyżka miodu lub syropu z agawy
Wykonanie:
Wszystkie suche składniki mieszamy w dużej misce i dodajemy resztę płynnych. Dobrze mieszamy i odstawiamy na 2 godziny może dłużej. Następnie wykładamy masę do keksówki wyłożonej papierem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. Pieczemy 20 min i następnie delikatnie wyjmujemy z formy i pieczemy bez przez kolejne 40 min. Studzimy na kratce i kroimy już całkowicie wystudzony :) Nieśmiało muszę przyznać że smakuje idealnie z masłem i dżemem truskawkowym. Nie mogłam się oprzeć i od razu jedną wszamałam na miejscu :)










SMACZNEGO!!!

sobota, 17 października 2015

Pierwsze próbne świąteczne wypiekanie czyli owsiane pierniczki :)

Wiem wiem..powiecie.. oszalała czy co? A może ona ma jakiś inny kalendarz?
Tak więc rozwieje wasze wątpliwości.. jestem zdrowa na umyśle i mam taki sam kalendarz jak wy.. jest u mnie 17 października :) Myślę że słuchanie RMF Święta tak na mnie wpłynęło.. ale także zakupione niedawno norweskie ciasteczka pepperkaker :) stwierdziłam a co mi tam.. mam dziś więcej czasu, spróbuje czy coś z tego wyjdzie i w razie czego do Świąt będę mieć jeszcze kupę czasu aby coś ulepszyć..
W ten sposób powstały pierwsze w tym roku pierniczki głównie z płatków owsianych z małym dodatkiem mąki kukurydzianej i domową przyprawą korzenną :) Lekko chrupiące i miękkie zarazem :)
Powiem Wam że dziś poczułam w mojej kuchni atmosferę grudniową.. ten zapach.. mmm.. uwielbiam :) Jeśli macie ochotę spróbować czegoś innego i macie troszkę więcej cierpliwości potrzebnej do wałkowania ciasta to polecam :)


OWSIANE PIERNICZKI 
Składniki:

  • 200 g płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 30 g mąki kukurydzianej
  • 2-3 łyżeczki z lekką górką przyprawy korzennej
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 30 g erytrytolu 
  • 30 cukru kokosowego
  • 3 łyżki miodu lub syropu z agawy
  • 1 jajko
  • 30-40 g roztopionego oleju kokosowego
  • lekko podgrzane mleko około 3-4 łyżek ( dodajemy na końcu dla odpowiedniej konsystencji - nie za dużo!)
  • opcjonalnie esencja waniliowa i 1 łyżka kakao ( w razie dodania kakao może być potrzebna dodatkowa łyżka mleka)
Jeśli chodzi o dodatek substancji słodzącej możecie dowolnie zmieniać ilość i rodzaj cukru wedle upodobań ale według mnie miód i cukier kokosowy dodaje im fajny aromat :)

Wykonanie:
Suche składniki połączyć w misce. W drugiej jajko, miód/ syrop i olej. Dodajemy mokre składniki do suchych i za pomocą dłoni ugniatamy w misce ciasto. I w razie potrzeby dodajemy lekko ciepłe mleko.. ja dodawałam stopniowo.. zagniatamy aż utworzy nam się kula i najlepiej schłodzić przez 15 min w lodówce. W między czasie nagrzewamy piekarnik do 180 st. i na blachy wykładamy papier do pieczenia. Wyciągamy ciasto i podsypujemy stolnicę dowolną mąką ja miałam żytnią razową więc użyłam takiej. Rozwałkowujemy dosyć cienko i wycinamy dowolne kształty.. u mnie dosyć ubogo bo nie przygotowałam sobie żadnych foremek.. ale na następny raz postaram się bardziej :) wykładamy na blachę i pieczemy na oko.. 5-7 min może ciut dłużej aż się lekko zrumienią. Studzimy na kratce :)
Możemy udekorować np. roztopioną gorzką czekoladą lub zjeść takie czyste do niedzielnej kawki :)









SMACZNEGO!!!

Na norweskim stole :)

Kolejny wpis którym chciałabym Wam przybliżyć troszkę norweskiej codzienności w której żyje. Dzisiaj postawiłam na temat spożywczy.. myślę że rozłożę go na kilka odrębnych postów w którym pokaże Wam co można znaleźć na półkach sklepowych w kraju Wikingów :) Dodatkowo wspomnę co nieco o tym co myślę o ich sposobie odżywiania.. myślę że niektórzy z Was mogą wyciągnąć niekiedy podobne wnioski jak ja.. Czy dieta Skandynawów jest faktycznie tak super mega zdrowa? O tym będziecie mogli się już wkrótce przekonać :)

Może zacznę od tego co jest powszechnie znane.. a mianowicie.. Norwedzy jedzą dużo ryb.. owszem to jest fakt.. wszystko za sprawą dużej dostępności i przeogromnego wyboru.. dorsze, łososie, makrele, śledzie (gotowe w słoikach dostaniemy tylko słodkie - niestety) a także owoce morza jak krewetki, małże czy kraby.. naprawdę jest w czym wybierać.. Następnie mięso.. drób i indyk nie są im obce ale sięgają bardzo często po wołowinę i baraninę rzadziej po wieprzowinę.. Poza tym także w większych sklepach dostaniemy mięso z renifera czy łosia.. którego osobiście jeszcze nie jadłam i jakoś nie spieszę się aby to uczynić..


Z warzywami jest u nich różnie.. wszystko zależy od pory roku.. i np. teraz na jesień bardzo znanym daniem które podaje się na wielu norweskich stołach jest tzw. får-i-kål czyli coś w rodzaju długo gotowanego gulaszu z tą różnicą że zazwyczaj z użyciem mięsa baraniego z dodatkiem kapusty.. jeśli chodzi o dodatki do mięs i ryb to wygrywają ziemniaki które podawane są pod każdą z możliwych postaci i grzyby.. Ciekawym dodatkiem jest też surkål czyli coś jak nasza kapusta kiszona z tym że bardziej słodka. Swoją drogą wszelkiego rodzaju przetwory jak np. ogórki czy buraczki są mocno dosładzane.


Kuchnia norweska jest bardzo prosta.. z tego co zauważyłam podstawowe przyprawy w norweskiej kuchni to sól i pieprz.. wracając do ryb.. z dorsza powstaje wiele gotowych wyrobów jak fiskeboller czyli klopsiki rybne (nie jadłam), fiskepudding (na sam wygląd nie jadłam) i fiskekaker (też nie jadłam) czyli smażone kotlety rybne.. z tego co słyszałam wśród Polaków mają swoich zwolenników.. ja jednak jakoś do tej pory nie mogę się do nich przekonać..



Parówki tak jak i na całym świecie są również dostępne w Norwegii.. myślę nawet że powinny znaleźć się na samym początku tego wpisu ponieważ zaraz po gotowej pizzy Grandiosa która jest narodowym daniem Norwegii są uwielbiane przez tutejszych ludzi.. gotowane, pieczone, smażone, grube, cienkie, krótkie, długie, z kurczaka, z indyka, wieprzowe.. na grilla w lecie, na święta Bożego Narodzenia.. zawsze jest odpowiednia pora na to by się o nie pokusić.. o dziwo parówki te mają naprawdę znośny skład.. nie to co niektóre w Polsce :/




Przechodząc od zdrowych ryb, owoców i warzyw zatrzymajmy się przy gotowych produktach. Jest ich naprawdę bardzoooo dużo.. w sklepach możemy dostać gotowe całe dania z ziemniakami i warzywami włącznie.. wystarczy podgrzać i gotowe.. jak wyżej wspominałam o pizzy nie żartowałam stwierdzając że Grandiosa to potrawa narodowa.. z różnymi dodatkami, na bardzo specyficznym cieście które nie każdemu przypadnie do gustu.. gdy Norweg zaprasza Cię na obiad bardzo często możesz liczyć właśnie na ten krążek.. Jedzą bardzo dużo gotowej pizzy, gotowych dań, fast foodów.. myślę że jest to też spowodowane tym że na przełomie lat pojawiło się tutaj bardzo dużo nowych miejsc prowadzonych przez obcokrajowców którzy serwują tego typu jedzenie..

Poza pizzą bardzo często na norweskich stołach pojawia się taco.. zazwyczaj w piątek który nazywany jest tutaj tacodagen (dzień taco). Meksykańska kuchnia tak przypasowała Norwegom że na sklepowych półkach dostaniemy wszystko co potrzebne do jego skomponowania.


Z nabiału warto wspomnieć o serze typowo norweskim brunost czyli w wolnym tłumaczeniu brązowy ser. Ma słodki, karmelowy smak. Geitost to 100 % kozi ser brązowy wytwarzany z serwatki z dodatkiem mleka i/lub śmietany. Można go dostać w formie kostki lub smarowidła (Prim). Najpopularniejszy brunost to jednak Gudbrandsdalost do którego używa się serwatki i mleka krowiego plus mleko kozie.



Jeśli chodzi o pieczywo uwielbiają każdy rodzaj chrupkiego pieczywa typu WASA. Knekkebrød bo tak się tutaj nazywa jest bardzo popularny i jedzony w ogromnych ilościach. A co najfajniejsze jest bardzo prosty do zrobienia w domu i napewno w końcu wypróbuje ten przepis.
Bardzo ciekawy może Wam się również wydać polarbrød czyli chleb polarny który bardzo przypadł mi do gustu. Jest to chlebek mrożony tuz po wypieczeniu i rozmrażany zaraz przed wyłożeniem na sklepowe półki co ma nam zagwarantować że produkt jest świeży i bez konserwantów. Metoda pochodzi ze Szwecji i zawędrowała również do Norwegii. Można dostać krążki z różnego rodzaju mąk.. od pszennej przez orkiszową na żytniej kończąc.





Myślę że warto wspomnieć również o jednym z alkoholi a mianowicie Aquavit który jest narodowym napojem wyskokowym Norwegii.. Bardzo specyficzny smak.. i dosyć wysoko procentowy.. powyżej 40 %.. Jego nazwa wywodzi się od łacińskiego "aqua vitae" co znaczy woda życia..Produkowany jest z ziemniaków z dodatkiem przypraw takich jak cynamon, koper włoski, anyż, kminek, kolendra oraz skórki owoców cytrusowych.. Piłam raz i z tego co pamiętam :) bardzo mi smakowało :) W Norwegii Aquavit powinien być pity z należytym szacunkiem, odpowiednio mocno schłodzony w kieliszkach .. i z odpowiednim toastem Skål !!!

Ze słodkości natomiast warto wspomnieć o riskrem czyli mieszance ryżu i śmietanki obowiązkowo polanym ciemnym sosem owocowym np. jagodowym.
Risgrøt  to coś bardzo podobnego z tą różnicą że jest to pudding ryżowy na mleku podawany z cynamonem. Z tych dwóch zdecydowanie wolę ten drugi :) napewno jest mniej kaloryczny :)
Specyficzną odmianą owsianki jest rømmegrøt. Przyrządzona z kwaśnej śmietany, podawana z masłem, cukrem i cynamonem.
Norwedzy lubią także gofry (vafler). W sklepach dostaniemy gotowe mieszanki. Najczęściej podawane są z dżemem, śmietaną i brązowym serem.



Popularne są także lefse czyli tradycyjne norweskie naleśniki robione na bazie gotowanych ziemniaków. Najczęściej w sklepach można dostać gotowe podawane z masłem, cukrem i cynamonem. W ogóle zauważyłam że Norwedzy uwielbiają tą przyprawę.. dodają ją wszędzie gdzie się tylko da.. Niektórzy porównują lefse do pieczywa lub placków. Jadłam je i powiem Wam że jak dla mnie bez rewelacji ale wszystko zależy od preferencji smakowych.



Natomiast ze słodkości bardzo przypasowały mi ich boller czyli drożdżowe bułeczki. Lekko słodkie z dodatkiem kardamonu. Najczęściej dostępne w 3 wariantach.. z rodzynkami, z czekoladą lub zwykłe bez niczego.. Powiem Wam że niby zwykła bułeczka ale ostatnio gdy moja siostra odwiedzała mnie w wakacje nie mogła się im oprzeć i wzięła ze sobą zapas do Polski :)


Kolejnym fenomenem wśród norweskich słodyczy jest wafelek Kvikk Lunsj. Wyglądem przypomina troszkę naszego Kit Kata.. Oblany czekoladą z nadzieniem kakaowym jest łatwy do łamania na mniejsze kawałki :) Według Norwegów idealna na piesze wycieczki do lasu :) Ponoć rocznie Norwegowie zjadają ich 50 milionów.. Najbardziej popoularny jest w okresie świąt Wielkanocnych.


I na koniec dosyć specyficzny wyrób który napewno definitywnie więcej nie zagości w moim koszyku zakupowym.. kupiłam raz, spróbowałam i było to o jeden raz za dużo.. mowa o lukrecji.. o czarnych słodyczach.. smak ciężki do opisania.. blehhh.. Dodatkowo lukrecjowe cukierki możemy podzielić na takie które już w ogóle według mnie nie powinny być sprzedawane.. Salmiakki to tzw. słona lukrecja z dodatkiem chlorku amonu który powoduje że po włożeniu takiego cuksa do buzi czujemy nieprzyjemne jak dla mnie pieczenie.. słony i cierpki smak razem powoduje że dziwię się tutejszym ludziom którzy bez żadnego skrzywienia się nimi delektują..


O tradycyjnych potrawach norweskich wspomnę jeszcze przy okazji Świąt Bożego Narodzenia żeby po prostu nie przedłużać tego wpisu :)

A czy wy mieliście kiedyś okazje spróbować jakiegoś smakołyku ze Skandynawii? A może również tam mieszkacie i coś byście tutaj dodali?

POZDRAWIAM :)

piątek, 16 października 2015

Moja obecna aktywność fizyczna i zasady żywieniowe jakimi się kieruje :)

Dostaje wiele pytań odnośnie tego jak teraz wyglądają moje treningi, co jem, ile, kiedy.. wszystko za sprawą tego że postanowiłam się opamiętać i zmienić co nieco.. a nawet i więcej.. część z Was która mnie obserwuje wie jak to wyglądało dawniej.. dla tych co nie wiedzą w ogromnym skrócie powiem że wpadłam w sidła bycia FIT, zapomniałam po drodze o co w tym wszystkim chodzi, stawiałam wygląd ponad zdrowie.. z tego co widzę dużo osób niestety powiela mój przykład.. ale nie o tym chciałabym dzisiaj pisać.. Chciałabym się z Wami podzielić tym jak to teraz wygląda.. na wstępie od razu powiem że żałuje że tak późno postanowiłam coś zmienić... Czuje się o wiele lepiej.. nie tylko fizycznie.. przede wszystkim psychicznie.. co w moim przypadku było najważniejsze.. "naprawa głowy" :) i choć do six paka na brzucholu mi daleko to dawno nie czułam się tak dobrze w swoim ciele jak obecnie :)


Było ciężko fakt.. nie będę zaprzeczać.. miałam z milion chwil zwątpienia.. nie mogłam na siebie patrzeć i od nowa chciałam wracać do tego co na samym początku wydawało mi się dobre.. sytuacji nie pomagało codzienne zaglądanie na Facebooka czy Instagrama gdzie wszyscy wrzucali zdjęcia przed lub po treningu.. albo jeszcze lepiej na siłowni.. obserwując niektóre osoby miałam czasami wrażenie że mieszkają na siłowni i nie pracują.. o razu w mojej głowie pojawiało się pytanie : "Dlaczego ja nie daje rady?" Odpowiedź zaskakująco prosta.. ponieważ jestem inna.. koniec kropka :)
Dzięki ogromnemu samozaparciu (tak myślę) i wsparciu mojego męża dla którego moja waga nie ma znaczenia udało mi się dojść do pewnego rodzaju równowagi..

Ile ćwiczę?
Z 4 czy 5 treningów tygodniowo czasami ponad swoje siły przerzuciłam się na 1, 2 a czasami 3.. nie trzymam się żadnego planu treningowego.. jest tydzień że ćwiczę raz ale w ogóle nie łamię się z tego powodu.. nie leżę wtedy na kanapie.. jestem bardzo aktywna w ciągu dnia.. potrafię zrobić od 10-15 km dziennie tylko chodząc.. Nie planuje co będę ćwiczyć.. i dzięki takiemu systemowi nie czuję się do niczego przymuszona.. wszyscy wiemy że zdarzają się różne sytuacje w życiu.. czasami coś wypadnie, rozchorujemy się.. a z góry założony plan bierze w łeb i mamy tylko wyrzuty sumienia że zawaliłyśmy.. brak planu - brak wyrzutów sumienia.. zdaję sobie sprawę że dla niektórych taki plan jest koniecznością bo tylko w ten sposób potrafią się zmotywować jednak na mnie to działa bardziej negatywnie..
Przede wszystkim robiąc trening robię go bo chcę nie dlatego że muszę.. gdy czuje że rozpiera mnie energia, wykorzystuje ją.. gdy energii brak daje sobie czas na relaks.. nic prostszego.. wierzcie mi.. takie podejście sprawuje się u mnie idealnie.. moje ciało daje mi wyraźne sygnały czego mu trzeba..

Co w takim razie ćwiczę?
Niektórzy z Was wiedzą że wcześniej byłam ogromną fanką treningu siłowego. Czy coś się zmieniło? Troszkę.. Nadal lubię ćwiczyć z obciążeniem bo widzę jak to wpływa na moją sylwetkę.. Ale... kiedyś to był tylko trening siłowy.. nienawidziłam treningów typowo aerobowych.. Aż tu nagle coś się zmieniło.. zaczęłam dostrzegać poza sztangą inne ciekawe i przyjemne formy aktywności.. Bywa że nie robię treningu siłowego tydzień czy dwa.. ale w tym czasie nie próżnuje..
Ostatnio na nowo pokochałam treningi Ewki Chodakowskiej czy Fitness Blender.. Moim ulubionym tej pierwszej jest TURBO WYZWANIE I TURBO SPALANIE.. Naprawdę polecam wypróbować.. bardzo przyjemne lecz angażujące całe ciało ćwiczenia :) Staram się mieszać.. urozmaicać.. i nie przywiązywać się do sztywno utartego schematu ćwiczeń.. bo wiadomo że nasze ciało lubi nowe bodźce.. Czasami zdarzy się że pójdę pobiegać.. jednak na razie robię to dosyć rzadko.. nic na siłę.. głównie zdaję się na tę formę aktywności w chwilach dużego poziomu energii połączonego z silnym zdenerwowaniem :) po skończeniu i wyciszeniu wszystkie złe myśli odchodzą w siną dal :)


Nie ważę się W OGÓLE!! Zero, null.. nie stałam na wadzę od dobrych paru miesięcy.. myślę że nawet od roku.. lustro jest moją miarą.. choć i tutaj bez przesadyzmu.. nie gonie do lusterka po każdym zjedzonym posiłku.. w nosie mam czy na wieczór mój brzuch jest bardziej wzdęty.. jest to jest.. normalne.. gdzieś to wszystko z całego dnia musi się podziać nie paruje z naszego organizmu..
Zdarza się że posługuję się metrówką i zmierzę obwody ale to również zdarza się dosyć rzadko..

Jak wygląda mój obecny sposób żywienia?

Nie wmuszam w siebie wody litrami.. piję wtedy kiedy chce mi się pić.. wiem.. powinno się odpowiednio nawadniać.. ale robię tak jak chcę i wydaje mi się że nieźle na tym wychodzę :)
Nie unikam kawy.. powiedziałabym nawet że ubóstwiam.. na jej temat tez krąży wiele nieraz sprzecznych informacji.. jednak ja obserwuje swoje ciało i widzę kiedy kawa mi zaczyna szkodzić.. wtedy stopuje.. Jem chleb.. nie pszenny fakt ale każdy inny zdrowszy zamiennik owszem.. do diety włączyłam również ziemniaki których zdecydowanie wcześniej unikałam.. i gotowaną marchewkę.. tak tak gotowaną..
Jeśli natomiast chodzi o nabiał.. nie unikam.. uwielbiam serki wiejskie czy twaróg.. dobrze się po nich czuje więc nie widzę powodu dla którego miałabym z nich rezygnować.. nabiał zatrzymuje wodę w organizmie.. ale jak wyżej mam to w nosie i ze smakiem zajadam się zdrowym sernikiem :)
Przestałam marnować żółtka jaj.. więcej zaczęłam jeść więcej zdrowych tłuszczów w tym olej kokosowy na co dzień, awokado czy łosoś.. a orzechy jak wiecie uwielbiam więc w tym temacie niewiele się zmieniło..


Mięso.. w moim przypadku znacznie ograniczyłam spożycie drobiu.. od razu zaznaczam nie przechodzę na jakąś dietę która nakazuje kategorycznie nie spożywania produktów odzwierzęcych.. najzwyczajniej w świecie mięso przestało mi smakować.. i czasami wręcz odrzuca mnie od niego.. myślę że duża zasługę tutaj mogę przypisać temu że kiedyś drób był podstawą mojego jakże monotonnego żywienia :) Zapytacie w takim razie jak u mnie ze spożyciem białka.. tak jak kiedyś białko u mnie znacznie przekraczało normy tak teraz jest go dużo dużo mniej.. Skoro już jestem przy tym to napiszę że NIE LICZĘ MAKRO ANI KALORII.. nie ograniczam żadnego z makroskładników.. przestałam czytać co wolno a co nie bo można było od tego oszaleć.. informacji co niemiara a problem z wychwyceniem poprawnych tylko jeszcze bardziej mącił mi w głowie.. jem tak aby czuć się dobrze i napewno nie będę jeść bo gdzieś tak ktoś napisał.. pamiętajcie każdy z nas jest inny :)
Wafle ryżowe, mąka kukurydziana, banany, daktyle, rodzynki są mi już nie straszne..
CHEAT MEAL? Dla mnie już nie istnieje to słowo.. jeśli jem pizzę czy kebaba to robię to bo mam po prostu taką ochotę.. nie mam ochoty - nie jem.. Nie odmawiam sobie już pysznego obiadu kiedy idę w gości.. jeśli jakiś produkt nie ma idealnego składu ale ja mimo to chciałabym go spróbować - robię to :) taki mój system.. kiedyś miałam problem z tym że po zjedzeniu takiego innego posiłku dręczył mnie wyrzuty sumienia i za wszelką cenę chciałam się "ukarać" (tak dobrze widzicie) treningiem.. te czasy już dawno minęły..
Jeśli chodzi o biały cukier.. to można powiedzieć że wyeliminowałam go całkowicie ze swojego menu poza wyjątkami kiedy mam ochotę na coś "innego".. jednak na ogół to "inne" jest słone..
Nie oznacza to jednak że zrezygnowałam ze smaku słodkiego.. po prostu znalazłam zdrowsze zamienniki jak ksylitol czy Erytrytol.. stewia mi nie podchodzi smakiem więc porzuciłam ją na rzecz cukru kokosowego.. moje nowe odkrycie i strzał w dziesiątkę :)

Jak widzicie można żyć zdrowo i nie wymaga to wielu wyrzeczeń.. wystarczy dokonywać zdrowych wyborów.. ot cała sztuka.. racjonalne podejście do tematu również ma znaczenie.. wymagaj od siebie tyle aby nadać  czuć się szczęśliwym.. Nie rozkładaj jedzenia na czynniki.. to nie matematyka.. jedzenie to nasze paliwo i jedna z wielu przyjemności w życiu :) tak przynajmniej powinno być :)nie zadręczaj się bo zjadłaś ciastko.. świat się nie skończy.. jeśli ciężko Ci zrezygnować z kupnych słodyczy spróbuj małymi kroczkami wprowadzać takie własnoręcznie upieczone.. i o niebo zdrowsze.. może akurat tak ci posmakują że zapomnisz o tych ze sklepu.. Ale też nie wpadaj w paranoje i jak mama upiecze pyszną szarlotkę w niedziele a ty będziesz mieć na nią ochotę.. zjedz i tyle.. zdrowie psychiczne również jest ważne :)
Mam nadzieję że dzięki dzisiejszemu wpisowi niektóre z Was zrozumieją co jest najważniejsze.. zdrowie i samopoczucie.. nie ciągłe katowanie się i rozmyślanie o tym co się zjadło i o której godzinie :) BALANS BALNAS I JESZCZE RAZ BALANS :)

czwartek, 8 października 2015

Owsiane naleśniki :)

W końcu udało mi się dopracować przepis na owsiane naleśniki które w 100 % mi odpowiadają :) I wcale nie jest powiedziane że zdrowo się odżywiając nie można ich jeść.. wręcz przeciwnie zajadam się nimi ostatnio namiętnie codziennie :) Bez zbędnego owijania w bawełnę chciałabym podzielić się nimi z Wami może ktoś się skusi i przepadnie tak jak ja :) Przepis jest na jedną porcję z której wychodzi 3 dosyć duże placki.. jeśli by użyć mniejszej patelni wyjdzie więcej :) 


OWSIANE NALEŚNIKI
Składniki na jedną porcje (3-4 naleśniki)
  • 40-45 g płatków owsianych zmielonych na mąkę ( lub gotowa mąka owsiana, chociaż uważam że nie ma co przepłacać)
  • łyżka mąki kukurydzianej (płaska około 10 g)
  • jajko
  • pół szklanki wody lub dowolnego mleka
Wykonanie:
Wszystkie składniki połączyć w misce i co bardzo ważne.. włożyć na co najmniej 20- 30 min do lodówki.. może być nawet dłużej.. istotne jednak jest nie pomijanie tego kroku.. Po tym czasie masa w lodówce zgęstnieje co pozwoli nam dodać jeszcze odrobinę płynu dla odpowiedniej konsystencji. Rozgrzewamy patelnie i za pomocą pędzelka przed pierwszym naleśnikiem smarujemy dosłownie delikatnie olejem kokosowym ( lub innym jakiego używacie). Chwilkę z jednej, chwilkę z drugiej strony i mamy gotowe naleśniki które możemy podać z czym tylko dusza zapragnie :)








SMACZNEGO!!