poniedziałek, 24 sierpnia 2015

W końcu mam to za sobą..


Cały ten fit wir wciągnął mnie.. na początku wszystko było dobrze.. z czasem coraz bardziej opadałam na dno.. wciągało mnie to coraz bardziej i bardziej aż utonęłam.. utonęłam w morzu co rusz to innych nowinek i informacji co należy robić i jeść aby dobrze wyglądać.. pochłaniały mnie coraz bardziej i bardziej negatywne emocje. Zaczynałam się dusić.. męczyły mnie fotki na Insta super umięśnionych brzuchów, super zdrowych owsianek, kolorowych sałatek.. wszystko mnie drażniło.. przychodziłam padnięta z pracy, włączałam komputer i widząc to wszystko myślałam.. " kurde mam dość".. " nie mam siły".. "jestem za słaba i za leniwa".. jak te wszystkie dziewczyny mają siłę i ochotę na codzienne treningi? Dlaczego one wyglądają tak super i na ich brzuchach ani śladu zbędnego tłuszczyku, a u mnie jest jak jest? Tak zazdrościłam.. przyznaję.. zazdrościłam im tego wszystkiego i podziwiałam.. robiłam wszystko aby dorównać kroku wszystkim Fit Girl.. no bo jak to? Skoro nazwa mojego bloga ma w nazwie fit no to muszę się postarać.. muszę dać radę.. i tak zaczęłam treningi.. częste i wyczerpujące, byłam na ciągłej redukcji, zapomniałam jak smakują banany i orzechy.. bo absolutnie nie powinno się ich nadużywać.. pracowałam z ciężarami bo ponoć dają najlepsze efekty plus próbowałam biegać bo też jest modne i powinno się łączyć trening siłowy z elementami kardio.. zgodzę się waga leciała i upragnione mięśnie na moim brzuchu zaczynały robić się coraz bardziej widoczne.. jednak nie można mieć wszystkiego.. coś zyskałam ale i coś straciłam.. pożegnałam się z dobrym humorem, zdrowymi włosami, promienną cerą, chęcią do życia, zaczęłam stawać się odludkiem, obecność osób innych niż ja działała mi na nerwy.. można powiedzieć że byłam FIT ale wyobrażałam to sobie całkiem inaczej.. chciałam być jak te dziewczyny z Instagrama które budzą się co rano i idą biegać z uśmiechem na ustach.. robiłam wszystko jak być powinno a jednak nawet w małym stopniu nie czułam się tak jak one.. wręcz przeciwnie.. nie byłam szczęśliwa, zapomniałam o tym że jedzenie może być przyjemne.. zaczęłam źle sypiać i chorować.. stawałam się wrakiem samej siebie sprzed okresu fit mani.. przyszedł dzień że postanowiłam to zmienić, i to nie raz.. próbowałam.. z różnymi skutkami.. raz było lepiej raz gorzej.. raz pomagało mi to na długi okres czasu a czasami na tydzień.. i w końcu po wielu miesiącach walk przyszedł ten dzień gdy powiedziałam DOŚĆ.. jakoś tak dziwnie się w życiu zdarza że te na ogół błahe sytuacje mogą mieć ogromną siłę i powodować w nas wielkie zmiany.. ta też i było w moim przypadku..
Dotarło do mnie (po raz setny chyba) że coraz częściej mówię " matko ostatni raz jadłam to wieki temu".. " już zapomniałam jak to smakuje".. wiem powiecie niby nic.. jednak dla mnie był to ogromny impuls do tego aby zastanowić się nad obecnym trybem życia.. czy aby na pewno do końca jest on zdrowy? Dlaczego nie czerpie przyjemności z jedzenia? Z ćwiczeń? Nie potrafiłam odpowiedzieć na wiele pytań.. teraz już znalazłam odpowiedzi.. robiłam to wszystko, a czasami wręcz zmuszałam się do pewnych rzeczy bo tak należało.. bo tak wypada.. skoro miałam nadwagę wypadało coś ze sobą zrobić.. potem gdy już się udało i schudłam ładnych parę kilo wypadało to utrzymać.. bo co inni powiedzą.. potem przyszedł czas na liczenie makro i trening siłowy.. i również w tym wypadku wypadało dopasować się do innych bo wszędzie o tym piszą.. cały czas chciałam dopasować się do społeczności w której na dzień dzisiejszy wiem że nie pasuje.. powiecie że jestem za słaba psychicznie i leniwa.. być może tak jest czasami.. nie jestem stworzona do prowadzenia iście sportowego trybu życia.. ale zdrowego owszem..


Na dzień dzisiejszy wiem już w którym kierunku będzie to wszystko zmierzało.. nadal zamierzam dbać o siebie.. ale całkowicie wyrzucam z głowy cyferki i wyrzuty sumienia.. mam gdzieś jeśli przed treningiem zjem łososia.. pfff.. może to i przeczy wszystkiemu o czym piszą w Internecie ale jeśli mnie czytacie to wiecie że najważniejsze to słuchać tego co podpowiadam nam własny rozum.. i jeśli mam ochotę wyjść na kawę z siostrą.. a do tego wpadnie jakieś ciacho.. co z tego.. chcę celebrować ten moment i chcę się cieszyć chwilą bo kto wie ile nam jeszcze ich zostało.. wyrzucam ze swojego słownika słowo cheat meal, makro, redukcja.. nie usprawiedliwiam pizzy czy kebabów.. jem je i przyznaję się do tego bez bicia.. ale co z tego.. nie robię tego co dzień.. dbam o siebie, ruszam się.. i to mi wystarczy.. jestem tylko człowiekiem i jak każdy miewam gorsze i lepsze dni.. czasami ulegnę jakiemuś smakołykowi, są dni że nie mam siły ani ochoty na treningi.. i wiecie co? Wcale nie sprawia to że czuje się gorsza od innych dziewczyn które robią to częściej ode mnie..
Po wakacjach przejaśniało mi w głowie.. jem zdrowo ale inaczej niż dotychczas, mniej rygorystycznie.. ćwiczę gdy tylko mam siłę, ochotę i czas.. dokładnie w tej kolejności.. raz jest to Ewka i jej słynne turbo spalanie a raz lubię załadować sztangę na plecy i robić przysiady.. nie działam już wedle ściśle określonego planu..
W końcu mam to za sobą.. cały ten FIT kult już mnie nie dotyczy.. nie chce mieć z nim nic wspólnego... i zrobię wszystko aby ten stan utrzymać bo nie chcę ponownie stoczyć się by znów resztkami sił próbować się podnieść.. szkoda czasu na te ciągłe wzloty i upadki.. życie jest jedno i jest ono zbyt krótkie abym ciągle na pierwszym miejscu stawiała sport i jedzenie.. co to to nie..
Znalazłam swój złoty środek i jest mi tam dobrze :)

15 komentarzy:

  1. Ja myślę tak samo :) dlatego mimo, że udaje mi się ćwiczyć regularnie i naprawdę to polubiłam i wakacje były ''rowerowe'' to nie mogłam się przemóc, żeby wyliczać jedzenie co do grama ... stwierdziłam, że wtedy żadnej przyjemności mieć nie będę. A słodycze staram się jeść tylko w weekendy, staram się, ale różnie bywa ;)
    Lubię tu zaglądać
    Pozdrawiam ;)
    Monika

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie! cały czas kibicuję Cię w tym, abyś odnalazła swój balans ;) Twoje doświadczenia wiele mi dały do myslenia i przestałam "maniaczyć", jesli chodzi o fit manię. Bardzo ważny jest dla mnie czas spędzony z bliskimi w miłej atmosferze, a nie w nerwowości, z zakazem wyjścia na pizzę bo fałdy urosną. Doszłam co wniosku, że w każdej dziedzinie zycia ''co za dużo - to nie zdrowo'',. nie tylko jeśli chodzi o używki i fast foody, ale i o przesadnie zdrowy tryb życia. Znikąd nie wzięły się takie zaburzenia jak ortoreksja. Bardzo ważnym tematem na który zwróciłaś uwagę jest fakt, że przez takie ''zdrowe'' podejscie niektórzy potracili przyjaciół, znajomych, czuli ze nikt ich nie rozumie i nie chce wspierać. Jak widać tak łatwo jest się zatracić.. Trzymam kciuki dalej za Ciebie, jestem duchem z Tobą - dalej będę śledziła bloga, bo mądrze i szczerze piszesz. Buziaki
    A w weekend planujemy wyjść z narzeczonym na pizzę z okazji drugiej rocznicy ;) Myślę, że będzie bardzo miło.

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny post! Mam takie same przemyślenia. Ostatnio strasznie się wciągnęłam w ten cały fit świat i z jednej strony dobrze, bo zaczęłam sama gotować, odkryłam mnóstwo super przepisów i zaczęłam poznawać nowe aktywności. Ale widzę też, że jednak za bardzo chcę być idealna, za bardzo chciałabym się tego wszystkiego trzymać. Jednak najgorsze jest to, że zaczęłam liczyć kalorie i niestety ale nie wpływa to na mnie najlepiej. Muszę się ogarnąć, muszę wrócić do mojego dawnego podejścia odnośnie jedzenia, bo czuję, że jak tak dalej pójdzie to będę tylko nieszczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Udostępnilam na fb w pewnej grupie, moze komuś otworzy oczy ,,ze to obsesja, a nie pasja. Cieszę sie tylko , ze nigdy sie tak w to środowisko fit nie wciągnęłam. Świadome wybory w jedzeniu, czy rozsądna aktywność fizyczna nie musza z nas czynić maniaka, ale chwalenie sie potem na podłodze i 10 krotne wrzucanie posiłków na tablice jest totalnie żałosne. Ja chętnie poczytałbym u ciebie o Norwegii :) moze złożysz drugiego bloga lifstyle lub cos w tym stylu. Fajnie piszesz, a temat fit- jest już tak przemielony...Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No i wyrzucili mnie z grupy :) chyba sie popłacze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudne wnioski! Najważniejsze, to nie dać się zwariować i pochłonąć przez chęć bycia jak inne, piękniejsze dziewczyny. W końcu to i tak wszystko przeminie. A jeśli radość ma nam zabierać to, że jesteśmy ciągle ograniczone, to nie ma to sensu. Dbać o siebie - owszem, ale nie katować!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana powodzenia:), najważniejsze, że poukładałaś sobie wszystko w głowie o swojemu. Nie trenujesz przecież do zawodów kulturystycznych!:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post! Podzielam twoje podejście, a miałam dokładnie tak samo! Też byłam w całym 'fit świecie', ale na dobrą sprawę, nie daje to szczęścia. Ważne by słuchać siebie, dostarczać sobie to czego nasz organizm potrzebuje nawet jeśli jest to coś, co do 'fitów' się nie zalicza. Żyjemy tylko raz i nie powinniśmy popadać w skrajności, katować się po to, żeby wyglądać doskonale i pochwalić się kratką na brzuchu na Insta z hasztagiem #fit, a w istocie nie będąc szczęśliwym. Grunt to znaleźć złoty środek, być sobą, być szczęśliwym. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przepraszam że to powiem, ale wieje nudą... Kolejny post z serii byłam fit ale sie tym zmęczyłam. Chcesz być fit to bądź, nie chcesz to daj sobie spokój. Mam wrażenie że nie masz innego pomysłu na notki wiec kolejny raz piszesz o tym samym. A szkoda! Uwielbiałam Twoje posty kulinarne i wcale nie musiały to być fit przepisy. Miałaś ciekawe pomysły na to co ze sobą połączyć, co podać inaczej. Naprawdę świetnie Ci to wychodziło. Pisz więcej o codzienności, pasji, swoim życiu w Norwegii, ale daj sobie już spokój z tą psychologią. Kilka postów już powstało na ten temat i chyba wystarczy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Szczerze? Nigdy nie przejmowałam się tym: o mój boże na śniadanie musi być owsianka, koniecznie z owocami goji, mlekiem kokosowym i chia, a tu klops, nigdy nie jadłam owsianki, łosoś to śmierć, ile tam rtęcie.. Wszytko jest dla ludzi, ale i z umiarem :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Najważniejsze, że znalazłaś ten swój dobry kierunek :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja też kiedyś się katowałam dietą i co ? Schudłam 5kg przytyłam 8kg. I po co komu dieta?!Od kiedy słucham swojego organizmu,jem zdrowo i ćwiczę w miarę regularnie jestem szczęśliwsza,pewniejsza siebie i widzę lepsze efekty. Dobrze,że to w końcu zrozumiałaś mam nadzieję,że będziesz się teraz cieszyć życiem tak jak przed okresem w którym byłaś "wrakiem" pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Najważniejsze to pozostać sobą i nie popadać w skrajność! POWODZENIA :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Myślę, że życie fit ma jeden główny cel - czuć się dobrze w swoim ciele. Ty osiągnęłaś to bez dwóch zdań, wyglądasz cudownie, czego chcieć więcej? :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze napisane 😏 Schudłam 20 kg i do niedawna obawiałam się każdego"innego jedzenia". Owszem miałam cheaty,ale pozostawiały one u mnie wyrzuty sumienia.(przez jakieś 1,5 roku) aż do tych wakacji. Spędzałam 3 tyg nad morzem i postanowiłam że całkowicie wrzucę na luz z jedzeniem. Nadal jadłam zdrowo,ale jadłam również to na co miałam w danej chwili ochotę. Lody,gofry,pizze,chipsy. Potrzebowałam tego 😏 Uświadomiło mi to że moja waga i sylwetka nie zmieni sie od kilku "nie zdrowych" posiłków,a da mi naprawdę dużo radości :).
    Jeśli w pon zjem ciacho a w środę koleżanka zaprosi mnie na kawę z ciastkiem to zamierzam iść i zjeść ciastko,mimo iż miałam już w tym tyg cheat 😏
    Także teraz nie zamierzam odmawiać sobie przyjemności,oczywiście w rozsądnych ilościach :D a aktywność fizyczną kocham więc z niej na pewno nie zrezygnuję ❤
    Twój post również bardzo pomógł mi w zmianie myślenia. Dał mi wsparcie,uświadomił mi,że podejmuję dobrą decyzję 😏

    OdpowiedzUsuń