sobota, 1 sierpnia 2015

Powrót z wakacyjnej laby :) masaaaaaaaa zdjęć i przemyśleń :)

I'm back :) nie było mnie chyba z milion lat :) ale już powoli wracam do codzienności i regularniejszego blogowania bo strasznie się opuściłam przez ten czas aż wstyd ale postanowiłam sobie że w te wakacje odpocznę może nie tyle od Internetu ale od tego całego światka sportowo-żywieniowego, FIT spraw i tak dalej i tak dalej.. wiecie na pewno o co mi chodzi :) Czy się udało? Myślę że tak.. na początku przyznam szczerze bez bicia ciężko było mi się wyluzować.. miałam lekkie objawy paniki zajadając się pysznym plackiem z tłustym sosem lub mega chrupiącym i słodkim gofrem z owocami.. moje myśli.. matko pasowałoby zrobić trening.. z  pomocą jednak poza zdrowym rozsądkiem którego nie zapomniałam spakować ze sobą do mojego wakacyjnego bagażu przyszedł mi mój ukochany mąż który jak nikt inny potrafi mnie skutecznie sprowadzić na ziemię.. i to dzięki niemu w dużej mierze spędziłam te wakacje tak a nie inaczej :) Czyli jak? Najzwyczajniej na świecie.. bez liczenia makro które nawiasem mówiąc staje się znów coraz bardziej modne, bez spiny, bez totalnie ani jednego treningu prze ponad 3 tygodnie.. moja psychika odpoczęła jak nigdy..
Byliśmy razem z mężem w tym roku w Zakopanem i moim rodzinnym mieście Mielcu :) poza owsiankowymi śniadaniami, serkami wiejskimi, łososiami i pełnoziarnistym chlebem pozwalałam sobie na dużo więcej.. no bo co to byłby za wyjazd w góry bez spróbowania oscypka? :) Przez ostanie 3 tygodnie w końcu znalazłam ten balans o którym tak często wspominam na łamach mojego bloga.. wszystko było tak idealnie wyważone.. czułam spokój i odprężenie.. z dnia na dzień coraz mniej przejmowałam się tym co zjadłam i tym że opuściłam trening.. Czy moja sylwetka na tym bardzo ucierpiała? Szczerze? Nic a nic.. a ponadto.. znikło towarzyszące mi często powracające uczucie rozdrażnienia i frustracji.. Kurcze te wakacje naprawdę poukładały mi w głowie.. wydaje mi się że to jest też kwestia tego jakimi ludźmi się otaczasz.. na co dzień zaglądam na Instagrama a tam pełno umięśnionych lasek które co chwila świecą brzuchem.. i odmeldowują po każdym wykonanym treningu.. po co to robią? Sama nie wiem.. też tak robiłam i na co liczyłam.. ciężko mi powiedzieć ale pewnie w dużej mierze chodziło o oklaski i pochwały.. Skończyłam z tym.. wiecie dlaczego? Bo zrozumiałam że robię to dla siebie a nie dla innych.. zawsze zajdzie się ktoś kto powie że mam zły brzuch, wystające boczki, 2 lub 5 kg za dużo, za małe cycki, za duże cycki, płaskodupie lub wręcz przeciwnie że jestem za bardzo umięśniona jak na kobietę.. ale hola hola co mu do tego? Czy to jego tyłek i jego cycki? Skoro mi odpowiada jak wyglądam, jeśli czuje się dobrze w swoim ciele, jestem zdrowa, dbam o siebie dlaczego mam robić coś bo ktoś mi tak powiedział? Po co ten cały wyścig? Okey zdaje sobie sprawę że dużo schudłam i łatwo mi teraz mówić, ale wierzcie mi przeszłam od załamania przez obsesje aż do tego miejsca w którym jestem teraz i powiem to raz jeszcze jakkolwiek płytko to zabrzmi : RÓBCIE TO DLA SIEBIE! Nie dla zdjęcia na Insta albo po to aby udowodnić  że jest się lepszym od kogoś innego.. to wszystko zabrnęło za daleko.. rywalizacja sportowa, pogoń za doskonałą/ idealną sylwetką jest w obecnych czasach całkiem inna niż kiedyś..
Gdy pobyłam z rodziną, odcięłam się od świata FIT na ta 3 tygodnie zrozumiałam w końcu co jest ważne i ważniejsze.. najważniejsza jest rodzina a nie to czy zjadłam na śniadanie pszenną bułkę.. Można dbać o siebie, nawet należy żeby być jak najdłużej zdrowym i móc się cieszyć tym co przynosi życie.. przechodzenie z obsesji w obsesje marnuje nasz cenny czas który moglibyśmy poświęcić na co innego.. kult idealnej sylwetki to moda która pewnie kiedyś z czasem osłabnie i co wtedy.. niektórzy przez makro i redukcje potracili przyjaciół i zapomnieli że można żyć zdrowo dobrze się bawiąc.. że można wyjść ze znajomymi bez rozkładania posiłku na czynniki pierwsze.. BALANS, BALANS I JESZCZE RAZ BALANS.. słowo przewodnie mojego bloga :) chyba powinnam zmienić nazwę na balans.pl hehehe :)
A tak na poważnie cieszcie się tym co robicie, dbajcie o siebie i bliskich, kochacie sport to świetnie ale nie popadajcie w depresje jeśli nie zmieścicie się w makro :) wagi w kąt!!  zdrowe odżywianie, ruch, rodzina to jest ważne nie krata, makro i obwód bicka.. bo nawet jeśli to sprawia wam przyjemność nie zapominajcie o rzeczach najważniejszych :)


Moja głowa się przewietrzyła, odpoczęłam i z nowymi siłami będę robić to co robiłam do tej pory :) rodzina, zdrowie, sport.. w tej kolejności :) nie porzucam aktywności bo jest ona dla mnie ważna, zdrowe odżywianie również przynosi same korzyści ale już się nie spinam i Wam polecam to samo a tymczasem zapraszam Was na foto przegląd  ostatnich trzech tygodni :) Ostrzegam bardzo dużo zdjęć wręcz kataklizm :D


Widok z pokoju na nasze piękne góry :) dla wszystkich zainteresowanych miejsce w którym mieszkaliśmy to Dom Gościnny Gubałówka :) po prostu rewelacja i już po pierwszym razie wiem że to będzie miejsce do którego będę wracać :)


Po długiej podróży drink się należy a co :)





Taka sytuacja :) widok z łózka bezcenny :) specjalnie o 4 rano wstawałam dla tej ciszy i widoku lekko zamglonych szczytów :)



Własnoręcznie złowiona rybka smakuje najlepiej :) pstrąg w migdałach i miodzie muszę spróbować zrobić w domu :)






Kasprowy Wierch jak zwykle nas nie zawiódł :) widoki rewelacja :)


Śniadania dopiero 0 8:30 a ja taki głodomór że jakoś musiałam sobie radzić :)


Kawka z rana w ulubionej kawiarni Samanta :) Polecam :)





Zauważyliście że zdjęcia z Morskiego Oka zawsze wychodzą :)?



Pyszne, świeże pieczywko do tego jajecznica od naszej babci z pensjonatu:)


Kawka na Wielkiej Krokwi :)


Regionalne i najlepsze piwo w Zakopanem :) a zaznaczę że smakoszem piwa nie jestem :)


Najlepsze placki po zbójnicku jakie jadłam w najlepszej knajpie w Zakopanem polecam Pstrąg Górski przy Krupówkach :)






Nasza jak dotąd największa wyprawa do Doliny Pięciu Stawów :) było ciężko ale warto :) widoki bezcenne i na zawsze wryły się w moją pamieć :) szkoda tylko że zdjęcia nie oddają rzeczywistości :)


I znów Samanta tym  razem mrożona :)


I znów Pstrąg Górski z pierwszą dziczyzną w życiu :) jeleń wjechał na talerz :) 


Zaznaczę że w wyżej wspomnianej restauracji są tak duże porcje że ciężko je pochłonąć :)



A takie misie wygrał dla mnie mój kochany małżonek :)


Best gofer ever :) długo wyczekiwany i chyba zbyt długo :)


Codziennie zjadaliśmy się takimi dobrociami :)


Gubałówka z Juhasem i Baśką :)


Witaminki, witaminki dla chłopczyka i dziewczynki :)


Pierwsze pierogi z truskawkami od lat :) możecie sobie to tylko wyobrazić :)





Góry piękne nawet podczas burzy :)





No i mam przechlapane :)


Ale nie dam się :)



Z moim Janosikiem :)


Papapa Zakopane jeszcze tu wrócę :)


Moje nowe odkrycie w PL wafle gryczane :) najlepsze :) jadłam jeszcze orkiszowe i owsiane :)



Ktoś tu m konkurenta :)


Jagody, jogurt grecki i ksylitol czego chcieć więcej :)


Siostra o mnie dba :)




No to lecimy zwiedzać Oslo z siostrą :)










Kolejna sesja z wielce utalentowaną Pauliną :)


Owsiankowo z sister :)


Ale i pizzowo :)


Widzicie ośmiornice? 


Wypad do Friday's na pyszne jedzonko :)


Jedyne zdjęcie brzucha zaraz po powrocie :) bez napiny i bez filtra :)



Najlepsza zapiekanka ever :) mamy gościnkę :)





Rejsujemy :)


Do łózka a co :) mamy wakacje :)











Wypad nad morze i zabawy w fotografa :)









Dać dzieciom maski :)


Ale mnie wydłużyło :)


A co my tu mamy? :)




Bez komentarza :) opanowała nas mania robienia sweet foci w odbiciach :) ehhh z wiekiem im starsze tym... hm.. bardziej szalone? :D




Mój największy skarb który zawsze wie co powiedzieć abym oprzytomniała :) Dziękuję :)


I dziękuje Wam za to że zaglądacie, komentujecie i jesteście :) obiecuje poprawę w blogowaniu i w najbliższym czasie powinno pojawić się kilka postów :)

9 komentarzy:

  1. Dobrze, że wróciłaś do nas i, że zmieniłaś podejście :) wyglądasz dalej świetnie, u mnie byłaby zmiana po 3 tyg takiego luzu :D cała masa pięknych zdjęć, zazdroszczę tak długich wakacji <3

    OdpowiedzUsuń
  2. cudownie<3 widac ze sie swietnie bawilas :) kurcze nie bylam w Zakopanem nigdy, nie liczac tego jak bylam bobasem :) i jakos nigdy sie nie sklada... widoki przepiekne <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajnie sie oglada Twoje zdjecia :) Az mi sie zachcialo do Zakopanego... <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajne zdjęcia :). Dużo zwiedziłaś :). O dolinie pięciu stawów sama marzę, może kiedyś się uda!

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne fotografie, rozmarzyłam się :) Masz świetne podejście, szczerze mówiąc ten wpis podniósł mnie na duchu i zmotywował. Ostatnio sama planuję trochę odpocząć psychicznie, jak mówisz - najważniejsza jest równowaga i zdrowie, rodzina, wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcia fantastyczne, a te widoki. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny wpis. Przyznam szczerze, że dał mi dużo do myślenia. Zdałam sobie sprawę, że faktycznie zamiast korzystać i cieszyć się życiem można łatwo popaść w obsesje. Chyba też przyda mi się trochę odpoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mniam. Zjadłabym tę pizzę i wypiłaym martini :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też niedawno byliśmy w Zakopanem i pierwszy raz w Dolinie Pięciu Stawów :)

    OdpowiedzUsuń