środa, 26 sierpnia 2015

Norweska emigracja czyli o tym jak wylądowałam w kraju fiordów :)


Dzisiejszym wpisem chciałabym zacząć coś na kształt serii wpisów o moim życiu w Norwegii. O tym co mi się podoba a co działa na nerwy, o plusach i minusach emigracji, o różnicach życia w Skandynawii i w Polsce.. Seria jakże nie fit ale chciałabym podzielić się z wami kawałkiem mojej codzienności, wskazówkami, ciekawostkami..  a może ktoś chciałby przyjechać do Norwegii ale ma obawy, nie wie co i jak.. dlatego seria ta będzie wszystkim po trochu :)
Zacznę może od tego jak to się stało że jestem tu gdzie jestem :) od razu wspomnę że post ten jest bardzo szczery i długo zastanawiałam się nad jego stworzeniem.. Jednak po namyślę stwierdzam że wybory jakich dokonałam około 8 lat temu były najlepszymi jakie mogłam dokonać i jeśli mogłabym cofnąć czas zrobiłabym dokładnie to samo.. Przez ostanie lata nauczyłam się czym tak naprawdę jest życie.. nie jest ono usłane różami.. chociaż kolce się zdarzają.. ktoś po przeczytaniu może stwierdzić że zrobiłam błąd.. lecz ja uważam inaczej.. nauczyłam się mocniej stąpać po ziemi to jest pewne..

Każdy wie jak to wygląda.. liceum - matura - studia - wymarzona praca za idealną kasę?
W moim przypadku droga ta ukształtowała się troszkę inaczej.. zdecydowanie krócej.. liceum - wielka miłość - Norwegia - praca (nie wymarzona) lecz za dobre pieniądze.
Ale po kolei.. Mając 18 lat szykujemy się do matury i studniówki.. ogółem nasze życie kręci się koło edukacji bo to ona potem ma wpłynąć na całe nasze życie.. Ja zaczynając 18 miałam podobny plan z tym że patrzyłam na to wszystko średnio optymistycznie.. nie byłam zbyt szczęśliwa.. nie miałam żadnego planu.. Pracowałam dorywczo w restauracji bo wiadomo trochę grosza by się przydało i tak poznałam mojego obecnego męża :) Motyle w brzuchu, grom z jasnego nieba i tak dalej i tak dalej.. kto choć raz się zakochał wie o co chodzi.. Dla obiektu moich westchnień również nie byłam obojętna.. coś nas do siebie przyciągało.. Zaczęliśmy się spotykać.. było lato .. okazało się że wraz z rodziną już od dłuższego czasu mieszka w Norwegii i przyjechał tylko na wakacje.. jednak wtedy nie myślałam o tym co będzie jak przyjdzie dzień jego wyjazdu.. do momentu aż ta chwila nadeszła.. zżyliśmy się ze sobą tak bardzo jak tylko można było przez ten krótki okres czasu.. dla nas obojga było to ciężkie rozstanie ale obiecaliśmy sobie że będziemy w codziennym kontakcie.. i tak też się stało.. nie polecam rozmów i sms-ów do Norwegii.. liczcie się z ogromnymi kwotami.. ja się o tym przekonałam na własnej skórze przez okres 6 miesięcy..
Przez pół roku nasz związek trwał w najlepsze tyle że na odległość.. ja tu on tam.. zaczęła się szkoła, a z nią jeszcze większa niechęć do edukacji.. nie mogłam się na niczym skupić, chodziłam przygnębiona a myślami byłam przy kolejnej rozmowie telefonicznej z ukochanym.. wiem jak to zabrzmi.. głupia siksa uczyć się jej po prostu nie chciało.. wcześniej nie miałam problemów z nauką ale wtedy wszystko się zmieniło..
Po wielu tygodniach wrócił.. byłam prze szczęśliwa.. a odległość która nas dzieliła jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyła.. nie wiem jak to wytłumaczyć słowami ale wiedziałam że to ten jedyny..
I tak jakoś stało się że 5 stycznia byłam w drodze do Norwegii. Pierwszy raz jechałam tak daleko za granicę.. nie wiedziałam co mnie czeka.. owszem miałam obawy ale moim oparciem był on i to dzięki niemu początki na obcej ziemi były zdecydowanie łatwiejsze..
Ale pomyślicie hola hola a co się stało ze szkołą w takim razie? A no nic.. zrezygnowałam z tego.. tyle mogę napisać.. teraz z biegiem lat naprawdę mogę powiedzieć że nie żałuję tej decyzji ponieważ jestem szczęśliwa i widzę też co dzieje się w Polsce.. Fakt początki był trudne.. wszyscy mówili że źle robię, że będę żałować, że wrócę z podkulonym ogonem tak szybko jak wyjechałam.. Ci wszyscy którzy wtedy widzieli to wszystko w tak ciemnych barwach dziś zmienili zdanie :)


Do Norwegii pierwszy raz przyjechałam w zimie czyli wtedy kiedy jest tam najładniej ( oczywiście poza latem). Zimno, ciemno i pięknie tak opisałam na dzień dobry ten kraj. Ach i te widoki.. zapierające dech w piersiach..
Prawdą jest że miałam jechać na miesiąc może dwa.. ale już po pierwszym dniu gdy przekroczyłam granicę wiedziałam że zostanę tutaj na dłużej.. i tak mijał rok za rokiem.. coraz bardziej poznawałam kraj który wybrałam na swoją emigrację.. są plusy ale i minusy.. dla mnie w porównaniu do osób które przyjeżdżają tutaj same ogromnym pocieszeniem jest fakt że nie jestem sama.. mam przy sobie bliską osobę.. wiadomo tęsknie za rodziną.. nie ma dnia gdy o nich nie myślę.. ale na dzień dzisiejszy tak musi być i tyle..
Ci z Was którzy myślą że osoby które wyjeżdżają za granicę i mieszkają tam, wygrały bilet na loterii, nie do końca mają rację.. może i po części tak jest.. ale nie zawsze bywa kolorowo.. trzeba umieć nauczyć się żyć w całkiem innym społeczeństwie które ma swoje często odmienne zdanie w wielu znaczących kwestiach.. bariera językowa i kulturowa to tylko niektóre z nich.. Mogę zdecydowanie powiedzieć że my Polacy bardzo ale to bardzo różnimy się od norweskich wikingów :) Ale o tym może w kolejnym poście :)



Tak jak zaznaczyłam już na wstępie chciałabym kontynuować tą serię... i poruszać różne ciekawe kwestie związane z życiem w Norwegii.. Może chcielibyście poczytać o czymś konkretnym? Dawajcie znać w komentarzach.. :)
Pozdrawiam serdecznie :)

17 komentarzy:

  1. Super, ale sie ucieszyłam, gdy zobaczyłam nagłówek do wpisu :) moze na początku cos o języku? Jak sie go nauczyłaś ? Twoje sposoby. Ja już od dłuższego czasu chciałam napisać post, o tym jak nauczyłam sie niemieckiego,,ale zawsze jakoś zapomnę, albo mi sie nie chce :) od nas z kiel regularnie jeżdżą promy do Oslo - color line, mamy w planach kiedyś wybrać sie na weekend . Moze cos o cenach?

    OdpowiedzUsuń
  2. ja jestem fanką Skandynawii, czytałam z wypiekami i czytać będę :) odważna jesteś :) choć może to nie odwaga, to miłość ...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uważam, że taka seria to świetny pomysł! Chciałabym poczytać o Twoich początkach w Norwegii :) Jak uczyłaś się języka, jak szukałaś pracy, czy ludzie byli mili i pomocni czy raczej traktowali Cię jako "pasożyta", który przyjechał wyzyskiwać ich kraj... Mogłabyś też powiedzieć czy uważasz, że teraz jest trudniej/łatwiej jeśli chodzi o emigrację do Skandynawii (mam na myśli znalezienie pracy itd.). No i oczywiście czekam na post o tym co Ci się tam bardzo podoba, a co nie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. troche dziwne pytanie, dlaczego ktos kto wyjezdza do innego kraju ma byc pasozytem, albo wyzyskiwac inny kraj? Praca jest wszedzie, trzeba znac tylko jezyk lub miec kwalifikacje. Zazwyczaj ktores z kryterium brakuje i albo umiemy dobrze jezyk, ale nie mamy danego wyksztalcenia, lub mamy polskie wyksztalcenie bez znajomosci jezyka.Te bajki, ze wszedzie za granica ludzie dostaja socjala, jest mocno przesadzona. Nie pracujesz, wiec nic nie masz :)

      Usuń
    2. Bo często rodowici mieszkańcy danego kraju mają takie zdanie o emigrantach :) I nie mówię tu o pobieraniu jakichkolwiek socjali, ale o normalnej pracy... Często traktują emigrantów gorzej, z uprzedzeniem, wolą zatrudnić rodaka niż Polaka ;) Nie mówię, że tak jest wszędzie, dlatego pytam, bo chciałabym wiedzieć czy w krajach Skandynawskich też tak jest... Wiem, że np. w Wielkiej Brytanii panuje przeświadczenie, że emigranici odbierają pracę brytyjczkom, co jest oczywiście nieprawdą, bo bardzo często emigranci zajmują stanowiska, na których oni najzwyczajniej nigdy by nie pracowali...

      Usuń
  4. Aż mi łezki stanęły w oczach po przeczytaniu tego posta.. Sama żyję w związku na odległość już 3 lata i zazdroszczę, że Twoja rozłąka trwała tak krótko.. Mi zostało jeszcze pół roku, z jednej strony jestem przeszczęśliwa, że w końcu będziemy normalnie ze sobą życ, a z drugiej mam nasrane w gaciach przed wyjazdem.. Nigdy nie byłam w Skandynawii, ale mam nadzieję, że kiedyś w końcu uda mi się odwiedzić tamte tereny. Czekam na kolejne posty, szczególnie jeżeli masz jakieś rady jak sobie z tym wszystkim poradzić psychicznie to będę bardzo wdzięczna ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, bardzo sie cieszę, ze będzie więcej takich wpisów! Gratuluję Ci kochana przede wszystkim odwagi !

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniała seria! Czekam na kolejne posty! :) Mnie z jednej strony marzy się wyjazd za granicę, a z drugiej - nie chciałabym być tak daleko od bliskich, ale niestety trzeba wybrać :) Na razie chcę skończyć studia w Polsce, a co później to się zobaczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. A gdzie obecnie pracujesz? I porozumiewasz się po angielsku, czy po norwesku?

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie poznam dalsze szczegóły. Podziwiam Twoją odwagę, w wieku 18 lat jechać do Norwegii! No, ale mam koleżankę, która podróżuje po świecie i jej rada brzmiała: "Polecam Odwagę!". Warto ryzykować

    OdpowiedzUsuń
  9. Zazdroszczę, Norwegia musi być cudna. Po samych zdjęciach widzę, że tak jest. Chętnie pojechałabym tam na wakacje. Ja jestem ciekawa co z nauką i językiem, uczyłaś się norweskiego, a szkoda? Kontynuowałaś tam naukę?

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne widoki i naprawdę podziwiam za podjętą decyzję.
    Do odważnych świat należy i jak widać było warto ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam ;) wchdoze od czasu do czasu na Twojego bloga bo lubie obserwowac Twoje Fitpoczynania i ogolnie uwielbiam Twoje zdjecia!! Ten wpis zachęcil mnie do napisania komentarza... podobnie jak Ty poznałam faceta swoich marzen, problem taki ze jest Niemcem... jego rodzice coprawda są polakami no ale.. korzenie niemieckie i też w DE zyją juz 30 lat.. nie powiem jest ciezko, chodz na prawde czesto sie widzimy, sama skonczylam studia licencjackie, ale zupelnie nie pracuje w zawodzie, moje kochanie teraz ma problemy ze szkola takze tez nie wiem jak to bedzie i też nie wiem czy decydowac sie na emigracje.. chcialam Ci powiedziec ze bardzo sie ciesze ze poszlas za głosem serduszka, ze serce i jednak to uczucie do niego wygralo, i przewazylo i wkoncu wyjechalas naprzeciw wszystkim i dajesz rade ogarniac wszystko :) Ja sama mam jeszcze duze wahania.. łatwo nie jest ale meczyc sie tak bez niego to jak bez ręki.. pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ada, dzięki za Twój poprzedni post! Uświadomiłaś mi coś popadłam w nałóg bycia " fit" moje życie ciągle kręci się tylko i wyłącznie wokoło ćwiczeń fit jedzenia ( odmawiania sobie wszystkiego słodyczy ( w zasadzie ich nie lubie, ale kocham sernik i lody)! Moje życie to zegar na który ciągle spoglądam i jadam o stałych porach... otworzyłaś mi oczy na to jak się zagubiłam! W byciu FIT ciągle ćwiczę skutkiem tego straciłam miesiączkę spowodowaną zbyt niskim stopniem masy ciała ( głupota totalna). Teraz juz to wiem sport ma cieszyć! nie mam zamiaru z niego rezygnować, ale nie mogę dać się podporządkować temu całemu byciu fit! Bo ucierpi moje małżeństwo i psychika! Ciągle dręcza mnie wyrzuty sumienia jeżeli zjem coś niedozwolonego! Dziś mam ochotę na pizze i ją zjem! Dodam ku przestrodze może ktoś ma podoby problem nie odmawiajcie sobie niczego jedzcie, ale w normalnych ilościach bo później bedziecie napadać na zakazane żarcie bo zakazany owoc smakuje najlepiej ja już zoobserowałam u siebie takie napady! Nie jestem głodna, a napycham sie bo sobie folguje za wysiłek, a to nie o to chodzi! Dziękuje za ten poprzedni post! Pozdrawiam, Patrycja

    OdpowiedzUsuń
  13. Żyłam na odległość z moim Narzeczonym rok. Co prawda była to odległość mniejsza niż Twoja, bo studiowałam w innym mieście, ale tęskniłam niesamowicie. Fajnie, że poruszyłaś taki temat, że opisałaś jak to emigracja wyglądała u Ciebie. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Możesz napisać post jak wygląda Twój obecny dzienny jadłospis? Co jadasz ogólnie i jakie przekąski lub czym sobie dogadzasz tzn Twoje grzeszki? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Kolejny dowód na to, że seducha się nie oszuka i trzeba iść za jego głosem!:) Moi rodzice mieszkają A granica (Niemcy) i tez chcą żebyśmy z narzeczonym przyjechali, ale mnie jakoś tam nie ciągnie...;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń