poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Polak Polakowi wilkiem i o tym czego nie lubię w Norwegii..

Wielu z nas emigrantów ( i nie mówię tu wyłącznie o kraju fiordów) czuje że nie jest u siebie.. To jest mocno odczuwalne.. ja tak czuje.. wiem że nie jestem u siebie, nie należę do ich społeczeństwa ale jestem tutaj, mieszkam i pracuje bo jest to o wiele prostsze niż w Polsce gdzie wielu ludzi wykonując swoją pracę jest traktowanych jak zwykli robole.. przykre ale prawdziwe.. tutaj zawód sprzątaczki nie jest żadną ujmą dla osoby ją wykonującej a jak jest w Polsce już się kilka razy nasłuchałam..


Najgorsze jednak dla mnie jest to w jaki sposób my Polacy odnosimy się do siebie na obcym terytorium.. wydawać by się mogło że powinniśmy się trzymać razem bo w grupie siła, powinniśmy sobie pomagać, wspierać się, utrzymywać normalne stosunki jednak rzeczywistość czasami przeraża.. Spotkałam się już tyle razy z naprawdę przykrymi zachowaniami ze strony moich rodaków że po prostu po czasie uodporniłam się na ich chamstwo, skłonności do wykorzystania czy zemszczenia się.. Nie mogę pojąć dlaczego nie moglibyśmy trzymać się razem.. Nie mówię oczywiście że wszyscy tacy są.. zdarzają się wyjątki owszem.. może po prostu ja miałam takiego pecha że przyciągałam samych patologicznych osobników.. na dzień dzisiejszy mam spokój bo po prostu nie nawiązuje żadnych znajomości tutaj, nie chcę znów żałować i obwiniać się że może to jednak była moja wina.. na pewno czasami byłam zbyt łatwowierna.. Ludzi tego typu prze te 8 lat mojego pobytu tutaj nauczyłam się wyczuwać na odległość.. Czy żałuję że nie mam tutaj żadnych koleżanek i znajomych? Owszem byłoby przyjemniej gdybym mogła wyjść na kawę i ploty do kawiarni.. ale skoro się nie da. trudno.. może mój pech do ludzi tutaj w końcu się skończy i będzie lepiej.. kto wie.. :)


Przechodząc do drugiej części wpisu chciałabym poruszyć kolejny temat.. tym razem minusy życia w Norwegii.. może minusy tutaj to zbyt mocne słowo.. chodzi mi bardziej o te aspekty życia które mogą denerwować, być przykre lub do których po prostu ciężko się przyzwyczaić..

TRUDNOŚĆ W NAWIĄZYWANIU KONTAKTÓW
Norwedzy to samotnicy.. nie potrafią zbytnio okazywać uczuć, ciężko się z nimi rozmawia po części też z tego powodu że nie mają nic ciekawego do powiedzenia.. tak wiem w poprzednim poście pisałam że są otwarci i mili.. i właśnie to jest paradoks którego do końca nie mogę zrozumieć.. skoro są przyjaźni dlaczego tak ciężko nawiązują znajomości? Może przez to że są zbyt dumni? Może brakuje im dystansu .. ciężko powiedzieć jednak prawdą jest że nie masz szans na nawiązanie wielkiej przyjaźni z Norwegiem..

WYSOKIE CENY
O tak.. wysokie zarobki + wysoki poziom życia więc czemu się dziwić.. to że jest drogo to niezaprzeczalny fakt.. moim zdaniem jest z roku na rok coraz drożej.. Ciuchy, jedzenie, wyjścia na miasto, sprzęty elektroniczne, alkohol, mieszkania, czynsz.. wszystko.. ostatnio zapomniałam w plusach dodać że w Norwegii nie płaci się za wodę.. to czemu kurcze w sklepach jest ona po takiej a nie innej cenie (około 10 zł za butelkę 1,5 l). Z drugiej jednak strony woda z kranu nadaje się do picia więc ten punkt daje się jakoś nagiąć :) jednak wszystkie inne produkty i usługi.. no cóż.. wynajem mieszkania to jakieś od 4 do 7 tysięcy ZŁOTYCH! Ale nie zapominajmy ile w Norwegii się zarabia.. myślę że koszty związane z życiem tutaj to temat na oddzielny post.. Co wy na to?

PROBLEM Z ALKOHOLEM I NARKOTYKAMI
I kolejny paradoks.. skoro ceny są jakie są dlaczego w Norwegii jest taki problem z alkoholem? Dodatkowo w Norwegii jest częściowa prohibicja alkohol można kupić tylko w określonych godzinach, w sobotę krócej a w niedzielę w ogóle.. Jest to problem o którym się nie mówi i który nie jest tak widoczny jak u nas w Polsce.. tak naprawdę daleko im do tego co spotyka się w naszym kraju.. jednak Norwedzy mimo wszystko piją na potęgę.. I niestety nie tylko piją.. narkomania jest tutaj na ogromną skalę.. w centrum Oslo narkomani są bardzo widoczni a według mnie policja nie do końca daję sobie z nimi radę.. kilkakrotnie już zdarzyło mi się znaleźć na ulicy zużyte strzykawki.. coś strasznego.. jednak narkomanom się tutaj pomaga.. są punkty w których mogą na przykład zaopatrzyć się w czyste igły i strzykawki lub sprzedawać na ulicy magazyny..

BRAK WIELU PRODUKTÓW
Kto z Was mieszka w Norwegii na pewno wie o co mi chodzi.. brakuje mi wielu polskich produktów które w innych krajach Europy można dostać.. najbardziej tęsknie za twarogiem.. nie ma szans aby go tutaj kupić.. wielu Polaków tęskni za polskimi wyrobami mięsnymi.. dlatego wcale nie dziwi mnie widok rodaków przepakowujących torby na lotnisku aby zmieścić jak najwięcej polskiej swojskiej :) jest ogromna różnica w polskich a norweskich produktach.. chleb, musztarda, mleko, śledzie, makrela wędzona czy płyny do płukania tkanin to tylko kilka produktów które akurat przyszły mi na myśl.. jest również bardzo mały wybór w sklepach.. nie to co na polskich półkach sklepowych aż uginających się pod ich ciężarem.. zawsze jak jadę do Polski korzystam jak tylko mogę z tego co najlepsze i przywożę ze sobą nie mały zapas tego czego najbardziej mi brak :) czasami wracam obładowana jak Rumun :)

KLIMAT NIE DLA KAŻDEGO
Norwegia jest piękna owszem ale nie dla każdego.. dla niektórych klimat ten może być zbyt surowy lub wręcz wpływać niekorzystnie na zdrowie.. często pada i jest zimno.. o ile w lecie jest cały czas jasno o tyle w zimie gdy jest non stop ciemno łatwo wpaść w depresje czy nabawić się problemów ze wzrokiem.. tak tak wielu ludzi którzy posiedzieli tu jakiś czas zaczęło nosić okulary.. Piękne górki i wzniesienia mogą być utrapieniem dla każdego.. wierzcie mi.. ja bardzo dużo chodzę ponieważ prawa jazdy nie posiadam i nawiasem mówiąc nie zamierzam ponieważ koszty utrzymania samochodu są naprawdę wysokie.. i po całym dniu takiego chodzenia wierzcie lub nie ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest pójście na spacer by podziwiać te majestatyczne krajobrazy.. jest to klimat zdecydowanie męczący.. i nie dla każdego..

I tak z jednej strony Norwegia to kraj który da się kochać a z drugiej nienawidzić.. to chyba zależy od nas samych, naszego postrzegania wielu spraw.. Ja sama raczej żyję na uboczu.. są rzeczy które chętnie widziałabym w naszym kraju a są takie które sprawiają że moje ciśnienie niebezpiecznie szybko rośnie.. Marzeniem moim było by gdybym mogła zamieszkać w kraju który łączyłby w sobie wszystkie najlepsze cechy i zwyczaje Polski i Norwegii :)
No cóż.. pomarzyć zawsze można a tymczasem jest jak jest i trzeba się z tym zmierzyć :)


niedziela, 30 sierpnia 2015

Pierwsze urodziny bloga :) + KONKURS!!!!

Nigdy nie pomyślałabym że będę kiedykolwiek pisać w sieci.. a jednak.. mało tego nie spodziewałam się że ktoś będzie chciał do mnie zaglądać i czytać moje wywody niekiedy przydługie :) Ale udało się i dzisiaj mój blog obchodzi swoje PIERWSZE URODZINY..dopiero zaczynam raczkować w blogosferze ale mam nadzieję że z roku na rok będzie tylko lepiej.. że mój blog ewoluuje jeszcze bardziej.. i że nadal będziecie chcieli mnie odwiedzać..
Zawsze marzyłam o tym aby napisać książkę.. lubiłam pisać.. przedmioty humanistyczne były mi o wiele bliższe niż nauki ścisłe.. Bodźcem do założenia tej strony była moja przygoda ze sportem dzięki której udało mi się stracić wagę.. ale to dzięki blogowi zyskałam dużo więcej.. pewność siebie i otwartość.. rozwijam w sobie pasję do gotowania.. pokochałam fotografię.. Po drodze jak wiecie zatraciłam się kilka razy w byciu FIT ale dzięki blogowi i szczerym słowom pisanym do was, waszym komentarzom, prywatnym wiadomościom ze słowami pełnymi otuchy zawsze wychodziłam na prostą i w końcu osiągnęłam tak często przeze mnie wspominany balans i równowagę :)
To wy moi czytelnicy tworzycie także tą stronę i dlatego przygotowałam dla Was konkurs w którym można zgarnąć całkiem niezłą nagrodę :) Ale o tym zaraz najpierw jak przystało na blogerkę przedstawię Wam troszkę cyferek :)


Najczęściej czytanym postem był ten z moim przykładowym jadłospisem :) i innymi zdrowymi przepisami co motywuje mnie jeszcze bardziej i na pewno postaram się wrzucać dalej pomysły na ciekawe i pyszne dania :)

Udało mi się nawiązać współpracę z kilkoma ciekawymi firmami jak np. ZmianyZmiany, Primavika czy My Protein ale także stronami internetowymi i osobami :)

Z racji że są to urodziny chciałabym sobie czegoś życzyć :) więcej postów to przede wszystkim i regularność w ich publikowaniu :) bo z tym w ostatnim roku różnie bywało :) chciałabym poruszać nie tylko tematy związane ze sportem i zdrowym trybem życia.. ostatnio zaczęłam pisać o życiu w Norwegii i mam nadzieję że takie wpisy przypadły Wam do gustu :) Fajnie gdyby udało mi się powrócić do mixów zdjęciowych które ostatnio zdecydowanie zaniedbałam..

Przez ostatni rok różnie bywało.. kilka razy myślałam o zawieszeniu bloga bo wydawało mi się że takich osób jak ja jest tysiące.. każdy chce się podzielić w naszych czasach czymś w sieci.. bałam się że nie dam rady się wybić w tłumie setek innych blogów ale dzięki Wam wiem że jest tam ktoś po drugiej stronie kogo interesuje to co piszę dlatego z tego powodu mam dla Was KONKURS!!!!!!!!!!!!!!!... Gorąco zachęcam do wzięcia w nim udziału ponieważ nagroda jest kusząca. Konkurs jest prostu ale będzie trzeba wykazać się odrobiną wyobraźni.. każdy może go zinterpretować na własny sposób :)


ZASADY KONKURSU:

  • Za pomocą zdjęcia pokaż czym dla ciebie jest równowaga w życiu? Jak ona się objawia u Ciebie? Pod zdjęciem możesz zamieścić krótki opis.
  • Konkurs rozpoczyna się od 30 sierpnia od godziny 12:00 i potrwa do 1 października. 
  • Zdjęcia można wysyłać na adres e-mail addusia89@interia.eu lub jeśli wolicie możecie oznaczyć mnie na Instagramie #fitnessadakonkurs
  • Do wygrania jest paczka ze zdrową żywnością skomponowana całkowicie przeze mnie, z wybranymi przeze mnie produktami ( łączny koszt produktów to 100 zł) 
Jeszcze raz gorąco zachęcam Was do wzięcia udziału i po stokroć dziękuję Wam za pierwsze urodziny.. za wszystkie komentarze, wiadomości i słowa wsparcia :) Ogromne buziaki dla Was :)

sobota, 29 sierpnia 2015

Kokosowe mini szarlotki z soczewicy :)

Tak tak moi drodzy.. no bo skoro fasola się sprawdza to dlaczego soczewica miała by nie dać rady.. powiem Wam że zdała ten test wyśmienicie a jabłkowo-cynamonowe muffinki są po prostu pyszne :) no i oczywiście zdrowe.. jakżeby inaczej.. Do wypieku użyłam czerwonej soczewicy która jest nieziemsko szybka i łatwa w obróbce.. nie potrzebuje namaczania i gotuje się błyskawicznie :) a to wielki plus.. już jakiś czas temu chodziła za mną szarlotką.. no i się w końcu doczekałam :)
Soczewica nie jest w ogóle wyczuwalna w smaku i powiem Wam że przypadła mi do gustu.. z racji że mam spory jej zapas może coś jeszcze z nią poeksperymentuje w kuchni :) A tymczasem zapraszam po przepis :)


KOKOSOWO-JABŁKOWE BABECZKI Z SOCZEWICY
Składniki:
  • 220 g ugotowanej soczewicy
  • 30 g mąki kokosowej
  • 3 jajka
  • 20 g rozpuszczonego oleju kokosowego
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • cynamon
  • 2 lub 3 małe jabłka
  • rodzynki
  • 3 do 5 łyżek słodzidła ja użyłam erytrytolu ale można użyć miodu/ksylitolu
  • opcjonalnie gorzka czekolada do posypania po wierzchu
  • 2-3 łyżki wody lub dowolnego mleka
Wykonanie:
Jak zwykle banalnie proste :) wszystkie składniki poza jabłkami i rodzynkami blendujemy na gładką masę. Można użyć zwykłego blendera lub ręcznego tak jak ja. Następnie do masy dodajemy pokrojone dowolnie jabłka i rodzynki. Mieszamy. Piekarnik rozgrzewamy do 200 st. Przekładamy do foremek na muffinki ja użyłam sylikonowych. Można po wierzchu posypać dodatkowo cynamonem, gorzką czekoladą i jeszcze odrobinką słodzidła. Wkładamy do piekarnika na około 20-30 min. Należy obserwować. Będziecie wiedzieć kiedy są gotowe :) Następnie studzimy i zajadamy :)
Do niedzielnej kawki idealne :)













SMACZNEGO!!!


Za co można polubić Norwegię?

Specjalnie użyłam słowa polubić ponieważ ja jako 100 % Polka chyba nigdy nie dałabym rady jej pokochać.. Uwielbiam wakacje/wczasy w Polsce i zawsze nie mogę się doczekać kiedy wybiorę do kraju gdzie na lotnisku będzie mnie witać moja stęskniona rodzinka.. zawsze mile wspominam ten czas..
I choć narzekam na Norwegię.. tak tak.. zdarza się.. to jest kilka rzeczy za którymi czasami naprawdę można zatęsknić będąc w Polsce.. Przypuszczam że moje narzekanie bierze się po prostu z tęsknoty za krajem która prędzej czy później dopada każdego emigranta choćby nie wiem jak szczęśliwego za granicą.. Dla mnie emigracja jest ciężkim tematem ale jak już wspominałam jest mi o niebo łatwiej i lepiej dzięki mojemu ukochanemu.. o tym co mnie denerwuje w Norwegii i jak może być ciężko poruszę w innych, dalszych wpisach..



Przechodząc do rzeczy dla wielu Polaków kraj fiordów jest wręcz rajem na ziemi i miejscem gdzie warto przeprowadzić się np. z całą rodziną.

OTWARTOŚĆ, TOLERANCJA I NASTAWIENIE LUDZI
O tak to jest zdecydowanie pierwsza rzecz która rzuca się w oczy po przekroczeniu granicy.. Norwedzy są przede wszystkim ludźmi bardzo spokojnymi.. ale też powolnymi.. nigdzie się nie spieszą, do wszystkiego podchodzą na luzie i z uśmiechem na twarzy.. Uśmiechy mają przyklejone wręcz do twarzy.. Muszę przyznać że czasami ich szczęście i radość aż wylewa mi się uszami i lekko działa mi na nerwy szczególnie kiedy mam gorszy dzień ale jest to temat na dużo obszerniejszy post.. Jednakże nie zmienia to faktu że jest to plusem i Polacy którzy często uwielbiają narzekać na swoje życie powinni zaczerpnąć co nieco z ich spokoju i radości życia.. Jako naród są bardzo tolerancyjni.. i serio ale chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z takim nastawieniem.. akceptowaniem każdego choćby nie wiem jak innego.. można wyjść na ulice przykładowo ubranym w dresy, szpilki i wielki kapelusz na głowie i dla nikogo nie będzie to dziwne.. nikt nie powie : " Matko patrzcie na niego jak on wygląda".. dla nikogo tutaj nie jest szokiem gdy babcia idzie wydziarana od stóp do głów.. każdy przejaw inności jest w 100 % akceptowany przez naród norweski.. Mam wrażenie że w Norwegii nie trzeba "być idealnym" bo po prostu nikt na to nie zwraca uwagi.. ich to po prostu nie obchodzi jak jesteś ubrany, uczesany czy umalowany.. można być sobą bez zbędnych plotek innych ludzi i zawistnych spojrzeń.. Gdy spytasz Norwega jak leci zawsze odpowie że super, nigdy nie narzekają ( bo w sumie nie mają na co), są zawsze otwarci uśmiechnięci i chętni do pomocy.. Nie interesują się życiem innych tylko swoim.. Wiecie co jest dużą różnicą w porównaniu do Polski? Może zabrzmi to dziwnie ale brak firanek w oknach.. serio zauważyła to dopiero po jakimś czasie.. ale tak właśnie jest.. są rolety lub zasłony na bokach ale okna zawsze są odsłonięte, spokojnie można by zajrzeć i zobaczyć co kto ma w domu.. tyle że nikt tego nie robi.. w Polsce od razu jest ocenianie kto ma jaki telewizor czy meble.. tutaj nie, nikt nikomu "nie zagląda do łóżka".

KRAJOBRAZ
Od razu zaznaczam.. Kocham Zakopane.. i ktoś mógłby powiedzieć że przecież jest podobne do Norwegii jednak dla mnie Zakopane to Zakopane i tyle.. ma swój urok.. Pamiętam jak przyjechałam pierwszy raz do Norwegii.. jechaliśmy samochodem i mało co brakowało a ukręciłabym sobie głowę od ciągłego obracania to w prawo to w lewo.. nie wiedziałam gdzie patrzeć.. widoki mnie powaliły.. i choć teraz po tylu spędzonych tu latach bardzo mi spowszedniały to nadal uważam że jest tu pięknie.. wszędzie drzewa, skały i woda.. szczególnie poza Oslo gdzie mieszkam warto wybrać się na wycieczkę.. fiordy chyba są pierwszą rzeczą która kojarzy się ze Skandynawią i wcale się nie dziwię bo serio ale potrafią odebrać mowę.. Jeśli ktoś marzy o życiu blisko natury i w jedności z nią zdecydowanie tutaj miałby taką możliwość..

DBANIE O ŚRODOWISKO
Wpajane od najmłodszych lat.. czasami wręcz mam wrażenie wyssane z mlekiem matki.. Nieraz na ulicy spotykam babcie które schylają się by podnieść głupi papierek który na mnie nie zrobił wrażenia.. Często są to puszki po polskim piwie co niestety nie jest powodem do dumy bo pokazuje jak my Polacy jesteśmy różni od nich pod tym względem.. a szkoda.. Segregacja śmieci jest tutaj czymś tak naturalnym jak mycie zębów.. każdy Norweg w domu posiada oddzielne pojemniki na papier, szkło, plastik i odpadki jedzeniowe.. w sklepach można kupić specjalnie dopasowane kosze do specjalnych worków na śmieci w różnych kolorach które uwaga są rozdawane każdemu za darmo.. robi wrażenie.. Na ulicach, w lasach jest czysto.. wodę można pić z kranu i nie smakuje jak metal.. bardzo modne są również samochody elektryczne których jest dużo a nawet coraz więcej z dnia na dzień na norweskich ulicach.. na każdym parkingu można naładować taki samochód całkowicie za darmo.. Ciekawą rzeczą jest również to że na norweskich półkach sklepowych znajdziemy dosłownie kilka rodzajów środków do czyszczenia a nie całe działy jak w Polsce..
Gdy moja siostra ostatnio odwiedziła mnie po raz pierwszy to właśnie poza bijącym zewsząd spokojem uderzyła ją rześkość i czystość powietrza. Nowością dla mojej sister była również możliwość zwrotu wszystkich plastikowych butelek do maszyny w zamian za pieniądze.. Pant czyli coś jak nasza kaucja wynosi od 1 do 2,5 korony za butelkę.. czy to nie jest wystarczająco zachęcające by dbać o środowisko?

KULTURA NA DROGACH
Chyba powinnam o tym napisać jeszcze wcześniej ale to jest coś czego zdecydowanie brakuje w Polsce. Kultura na drogach.. W Norwegii nie używa się klaksonów, a jeśli już takowy usłyszymy to zapewne będzie to nasz rodak lub inna narodowość.. Norwedzy swój spokój przenoszą także na drogi.. ale nie tylko spokój.. kultura.. słowo pierwszeństwo na drodze nabiera tutaj całkiem innego znaczenia niż w Polsce.. Ja osobiście czuje się bardzo bezpiecznie na norweskich drogach i nawet przechodząc na czerwonym świetle wiem że niewiele mi grozi.. Przykładowo.. przejście dla pieszych w Polsce bez sygnalizacji.. możemy stać do usrania (wybaczcie), nikt Cię nie przepuści.. a jak sytuacja wygląda 2000 km dalej na północ? Kierowca z daleka widząc pasy, zakłada że ktoś będzie chciał przez nie przejść i zwalnia już dużo wcześniej.. jeszcze się do Ciebie uśmiechnie.. podobnie jest z rowerzystami których notabene jest tu bardzo dużo.. mogą czuć się bezpiecznie.. Niestety może być to troszkę zgubne.. ponieważ wracając do Polski można sobie napytać biedy.. wchodząc na przejście dla pieszych na którym można często zostać potrąconym.. nieraz gdy z mamą jestem na mieście musi mnie stopować.. Nie posiadam samochodu ale wiem że w Norwegii nie ma wielu wypadków.. są owszem ale wierzcie mi lub nie dużo dużo mniej niż u nas. Uważam że to dzięki mocno surowym zasadom, których nieprzestrzeganie grozi natychmiastową utratą prawa jazdy lub nawet w skrajnych przypadkach odsiadką w więzieniu.. serio słyszałam że za jazdę po pijaku można tam właśnie wylądować.. plus stracić prawo jazdy..  Co jak co ale na drogach tutaj można się czuć bezpiecznie..

ZAROBKI I POZIOM ŻYCIA
Pieniądze.. musiały się tutaj pojawić.. no bo wiadomo mało kto wyjeżdża za wielką miłością tak jak ja.. Polacy emigrują dla lepszych pieniędzy i lepszego życia.. myślę że w Norwegii znajdą spokojnie jedno i drugie.. Średnio przeciętna wypłata w Norwegii to około 25 000 koron czyli jakieś 12 000- 12 500 zł ( w zależności od aktualnego kursu).. nie jest źle co nie ? O tym czy w Norwegii jest drogo czy nie chciałabym napisać w innym poście.. Ale już dziś mogę powiedzieć że pieniądze są o wiele lepsze niż Polsce.. a i bezrobocie jest mniejsze.. zdecydowanie poziom życia jest wyższy niż w naszym kraju..

MIŁOŚĆ DO ZWIERZĄT
To co się wyrabia ostatnio ze zwierzętami w naszym kraju to porażka.. serce mi się kraje jak widzę przez co przechodzą wszystkie bezdomne i nie tylko psy i koty. Tutaj jest to nie do pomyślenia.. zwierzęta są członkami rodziny, są wychowywane przez co nie spotkasz tu agresywnych psów.. nie ma karania  a tym bardziej bicia.. Czworonogi również kochają Norwegię.

Ten kraj da się lubić.. owszem.. ale żeby nie było że jest tylko pięknie i kolorowo.. muszę trochę ponarzekać jak to typowa Polka :) Jeśli macie ochotę przygotuje post o tym co może denerwować, w tym jakże pięknym kraju :)
Znam ludzi dla których Norwegia to raj na ziemi i nawet nie myślą o powrocie.. maja tu swoje domy, rodziny i zapomnieli w pewnym stopniu o swoim kraju.. z jednej strony przykre ale z drugiej no cóż.. w Polsce jest jak jest.. i rozumie takich ludzi.. Jest też druga grupa ludzi dla których emigracja tutaj jest tylko etapem przejściowym w życiu.. zarobić, dorobić się i wyjechać.. jednak z opowieści wiem że ludzie tacy często po jakimś czasie wracają z powrotem ponieważ najzwyczajniej w świecie nie potrafią odnaleźć się w polskiej rzeczywistości.. Do jakiej grupy zaliczam się ja? Szczerze chyba do żadnej.. i na dzień dzisiejszy mam pewne marzenia, plany.. nie związuje się z tym krajem, ani go nie przekreślam.. może zabrzmi to nieodpowiedzialnie.. ale żyję trochę z dnia na dzień.. zobaczymy dokąd mnie to zaprowadzi, co przyniesie przyszłość.. Czy planuje wracać? Czy zostać? Często słyszę to pytanie.. nie potrafię na nie odpowiedzieć jednoznacznie.. Na chwilę obecną jestem tutaj wraz z mężem ale pewną częścią siebie nadal w moim kraju :)

Jak Wam się podobają ostanie wpisy? Myśleliście kiedyś o emigracji? A może tak jak ja już was gdzieś wywiało z różnych powodów? Dajcie znać w komentarzach :) jestem ciekawa :) może któraś z Was również mieszka w Norwegii? I może podzielić się swoimi spostrzeżeniami :)

POZDRAWIAM!!!


środa, 26 sierpnia 2015

Norweska emigracja czyli o tym jak wylądowałam w kraju fiordów :)


Dzisiejszym wpisem chciałabym zacząć coś na kształt serii wpisów o moim życiu w Norwegii. O tym co mi się podoba a co działa na nerwy, o plusach i minusach emigracji, o różnicach życia w Skandynawii i w Polsce.. Seria jakże nie fit ale chciałabym podzielić się z wami kawałkiem mojej codzienności, wskazówkami, ciekawostkami..  a może ktoś chciałby przyjechać do Norwegii ale ma obawy, nie wie co i jak.. dlatego seria ta będzie wszystkim po trochu :)
Zacznę może od tego jak to się stało że jestem tu gdzie jestem :) od razu wspomnę że post ten jest bardzo szczery i długo zastanawiałam się nad jego stworzeniem.. Jednak po namyślę stwierdzam że wybory jakich dokonałam około 8 lat temu były najlepszymi jakie mogłam dokonać i jeśli mogłabym cofnąć czas zrobiłabym dokładnie to samo.. Przez ostanie lata nauczyłam się czym tak naprawdę jest życie.. nie jest ono usłane różami.. chociaż kolce się zdarzają.. ktoś po przeczytaniu może stwierdzić że zrobiłam błąd.. lecz ja uważam inaczej.. nauczyłam się mocniej stąpać po ziemi to jest pewne..

Każdy wie jak to wygląda.. liceum - matura - studia - wymarzona praca za idealną kasę?
W moim przypadku droga ta ukształtowała się troszkę inaczej.. zdecydowanie krócej.. liceum - wielka miłość - Norwegia - praca (nie wymarzona) lecz za dobre pieniądze.
Ale po kolei.. Mając 18 lat szykujemy się do matury i studniówki.. ogółem nasze życie kręci się koło edukacji bo to ona potem ma wpłynąć na całe nasze życie.. Ja zaczynając 18 miałam podobny plan z tym że patrzyłam na to wszystko średnio optymistycznie.. nie byłam zbyt szczęśliwa.. nie miałam żadnego planu.. Pracowałam dorywczo w restauracji bo wiadomo trochę grosza by się przydało i tak poznałam mojego obecnego męża :) Motyle w brzuchu, grom z jasnego nieba i tak dalej i tak dalej.. kto choć raz się zakochał wie o co chodzi.. Dla obiektu moich westchnień również nie byłam obojętna.. coś nas do siebie przyciągało.. Zaczęliśmy się spotykać.. było lato .. okazało się że wraz z rodziną już od dłuższego czasu mieszka w Norwegii i przyjechał tylko na wakacje.. jednak wtedy nie myślałam o tym co będzie jak przyjdzie dzień jego wyjazdu.. do momentu aż ta chwila nadeszła.. zżyliśmy się ze sobą tak bardzo jak tylko można było przez ten krótki okres czasu.. dla nas obojga było to ciężkie rozstanie ale obiecaliśmy sobie że będziemy w codziennym kontakcie.. i tak też się stało.. nie polecam rozmów i sms-ów do Norwegii.. liczcie się z ogromnymi kwotami.. ja się o tym przekonałam na własnej skórze przez okres 6 miesięcy..
Przez pół roku nasz związek trwał w najlepsze tyle że na odległość.. ja tu on tam.. zaczęła się szkoła, a z nią jeszcze większa niechęć do edukacji.. nie mogłam się na niczym skupić, chodziłam przygnębiona a myślami byłam przy kolejnej rozmowie telefonicznej z ukochanym.. wiem jak to zabrzmi.. głupia siksa uczyć się jej po prostu nie chciało.. wcześniej nie miałam problemów z nauką ale wtedy wszystko się zmieniło..
Po wielu tygodniach wrócił.. byłam prze szczęśliwa.. a odległość która nas dzieliła jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyła.. nie wiem jak to wytłumaczyć słowami ale wiedziałam że to ten jedyny..
I tak jakoś stało się że 5 stycznia byłam w drodze do Norwegii. Pierwszy raz jechałam tak daleko za granicę.. nie wiedziałam co mnie czeka.. owszem miałam obawy ale moim oparciem był on i to dzięki niemu początki na obcej ziemi były zdecydowanie łatwiejsze..
Ale pomyślicie hola hola a co się stało ze szkołą w takim razie? A no nic.. zrezygnowałam z tego.. tyle mogę napisać.. teraz z biegiem lat naprawdę mogę powiedzieć że nie żałuję tej decyzji ponieważ jestem szczęśliwa i widzę też co dzieje się w Polsce.. Fakt początki był trudne.. wszyscy mówili że źle robię, że będę żałować, że wrócę z podkulonym ogonem tak szybko jak wyjechałam.. Ci wszyscy którzy wtedy widzieli to wszystko w tak ciemnych barwach dziś zmienili zdanie :)


Do Norwegii pierwszy raz przyjechałam w zimie czyli wtedy kiedy jest tam najładniej ( oczywiście poza latem). Zimno, ciemno i pięknie tak opisałam na dzień dobry ten kraj. Ach i te widoki.. zapierające dech w piersiach..
Prawdą jest że miałam jechać na miesiąc może dwa.. ale już po pierwszym dniu gdy przekroczyłam granicę wiedziałam że zostanę tutaj na dłużej.. i tak mijał rok za rokiem.. coraz bardziej poznawałam kraj który wybrałam na swoją emigrację.. są plusy ale i minusy.. dla mnie w porównaniu do osób które przyjeżdżają tutaj same ogromnym pocieszeniem jest fakt że nie jestem sama.. mam przy sobie bliską osobę.. wiadomo tęsknie za rodziną.. nie ma dnia gdy o nich nie myślę.. ale na dzień dzisiejszy tak musi być i tyle..
Ci z Was którzy myślą że osoby które wyjeżdżają za granicę i mieszkają tam, wygrały bilet na loterii, nie do końca mają rację.. może i po części tak jest.. ale nie zawsze bywa kolorowo.. trzeba umieć nauczyć się żyć w całkiem innym społeczeństwie które ma swoje często odmienne zdanie w wielu znaczących kwestiach.. bariera językowa i kulturowa to tylko niektóre z nich.. Mogę zdecydowanie powiedzieć że my Polacy bardzo ale to bardzo różnimy się od norweskich wikingów :) Ale o tym może w kolejnym poście :)



Tak jak zaznaczyłam już na wstępie chciałabym kontynuować tą serię... i poruszać różne ciekawe kwestie związane z życiem w Norwegii.. Może chcielibyście poczytać o czymś konkretnym? Dawajcie znać w komentarzach.. :)
Pozdrawiam serdecznie :)

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

W końcu mam to za sobą..


Cały ten fit wir wciągnął mnie.. na początku wszystko było dobrze.. z czasem coraz bardziej opadałam na dno.. wciągało mnie to coraz bardziej i bardziej aż utonęłam.. utonęłam w morzu co rusz to innych nowinek i informacji co należy robić i jeść aby dobrze wyglądać.. pochłaniały mnie coraz bardziej i bardziej negatywne emocje. Zaczynałam się dusić.. męczyły mnie fotki na Insta super umięśnionych brzuchów, super zdrowych owsianek, kolorowych sałatek.. wszystko mnie drażniło.. przychodziłam padnięta z pracy, włączałam komputer i widząc to wszystko myślałam.. " kurde mam dość".. " nie mam siły".. "jestem za słaba i za leniwa".. jak te wszystkie dziewczyny mają siłę i ochotę na codzienne treningi? Dlaczego one wyglądają tak super i na ich brzuchach ani śladu zbędnego tłuszczyku, a u mnie jest jak jest? Tak zazdrościłam.. przyznaję.. zazdrościłam im tego wszystkiego i podziwiałam.. robiłam wszystko aby dorównać kroku wszystkim Fit Girl.. no bo jak to? Skoro nazwa mojego bloga ma w nazwie fit no to muszę się postarać.. muszę dać radę.. i tak zaczęłam treningi.. częste i wyczerpujące, byłam na ciągłej redukcji, zapomniałam jak smakują banany i orzechy.. bo absolutnie nie powinno się ich nadużywać.. pracowałam z ciężarami bo ponoć dają najlepsze efekty plus próbowałam biegać bo też jest modne i powinno się łączyć trening siłowy z elementami kardio.. zgodzę się waga leciała i upragnione mięśnie na moim brzuchu zaczynały robić się coraz bardziej widoczne.. jednak nie można mieć wszystkiego.. coś zyskałam ale i coś straciłam.. pożegnałam się z dobrym humorem, zdrowymi włosami, promienną cerą, chęcią do życia, zaczęłam stawać się odludkiem, obecność osób innych niż ja działała mi na nerwy.. można powiedzieć że byłam FIT ale wyobrażałam to sobie całkiem inaczej.. chciałam być jak te dziewczyny z Instagrama które budzą się co rano i idą biegać z uśmiechem na ustach.. robiłam wszystko jak być powinno a jednak nawet w małym stopniu nie czułam się tak jak one.. wręcz przeciwnie.. nie byłam szczęśliwa, zapomniałam o tym że jedzenie może być przyjemne.. zaczęłam źle sypiać i chorować.. stawałam się wrakiem samej siebie sprzed okresu fit mani.. przyszedł dzień że postanowiłam to zmienić, i to nie raz.. próbowałam.. z różnymi skutkami.. raz było lepiej raz gorzej.. raz pomagało mi to na długi okres czasu a czasami na tydzień.. i w końcu po wielu miesiącach walk przyszedł ten dzień gdy powiedziałam DOŚĆ.. jakoś tak dziwnie się w życiu zdarza że te na ogół błahe sytuacje mogą mieć ogromną siłę i powodować w nas wielkie zmiany.. ta też i było w moim przypadku..
Dotarło do mnie (po raz setny chyba) że coraz częściej mówię " matko ostatni raz jadłam to wieki temu".. " już zapomniałam jak to smakuje".. wiem powiecie niby nic.. jednak dla mnie był to ogromny impuls do tego aby zastanowić się nad obecnym trybem życia.. czy aby na pewno do końca jest on zdrowy? Dlaczego nie czerpie przyjemności z jedzenia? Z ćwiczeń? Nie potrafiłam odpowiedzieć na wiele pytań.. teraz już znalazłam odpowiedzi.. robiłam to wszystko, a czasami wręcz zmuszałam się do pewnych rzeczy bo tak należało.. bo tak wypada.. skoro miałam nadwagę wypadało coś ze sobą zrobić.. potem gdy już się udało i schudłam ładnych parę kilo wypadało to utrzymać.. bo co inni powiedzą.. potem przyszedł czas na liczenie makro i trening siłowy.. i również w tym wypadku wypadało dopasować się do innych bo wszędzie o tym piszą.. cały czas chciałam dopasować się do społeczności w której na dzień dzisiejszy wiem że nie pasuje.. powiecie że jestem za słaba psychicznie i leniwa.. być może tak jest czasami.. nie jestem stworzona do prowadzenia iście sportowego trybu życia.. ale zdrowego owszem..


Na dzień dzisiejszy wiem już w którym kierunku będzie to wszystko zmierzało.. nadal zamierzam dbać o siebie.. ale całkowicie wyrzucam z głowy cyferki i wyrzuty sumienia.. mam gdzieś jeśli przed treningiem zjem łososia.. pfff.. może to i przeczy wszystkiemu o czym piszą w Internecie ale jeśli mnie czytacie to wiecie że najważniejsze to słuchać tego co podpowiadam nam własny rozum.. i jeśli mam ochotę wyjść na kawę z siostrą.. a do tego wpadnie jakieś ciacho.. co z tego.. chcę celebrować ten moment i chcę się cieszyć chwilą bo kto wie ile nam jeszcze ich zostało.. wyrzucam ze swojego słownika słowo cheat meal, makro, redukcja.. nie usprawiedliwiam pizzy czy kebabów.. jem je i przyznaję się do tego bez bicia.. ale co z tego.. nie robię tego co dzień.. dbam o siebie, ruszam się.. i to mi wystarczy.. jestem tylko człowiekiem i jak każdy miewam gorsze i lepsze dni.. czasami ulegnę jakiemuś smakołykowi, są dni że nie mam siły ani ochoty na treningi.. i wiecie co? Wcale nie sprawia to że czuje się gorsza od innych dziewczyn które robią to częściej ode mnie..
Po wakacjach przejaśniało mi w głowie.. jem zdrowo ale inaczej niż dotychczas, mniej rygorystycznie.. ćwiczę gdy tylko mam siłę, ochotę i czas.. dokładnie w tej kolejności.. raz jest to Ewka i jej słynne turbo spalanie a raz lubię załadować sztangę na plecy i robić przysiady.. nie działam już wedle ściśle określonego planu..
W końcu mam to za sobą.. cały ten FIT kult już mnie nie dotyczy.. nie chce mieć z nim nic wspólnego... i zrobię wszystko aby ten stan utrzymać bo nie chcę ponownie stoczyć się by znów resztkami sił próbować się podnieść.. szkoda czasu na te ciągłe wzloty i upadki.. życie jest jedno i jest ono zbyt krótkie abym ciągle na pierwszym miejscu stawiała sport i jedzenie.. co to to nie..
Znalazłam swój złoty środek i jest mi tam dobrze :)

wtorek, 18 sierpnia 2015

Ideałów nie ma??

Czym jest ideał? Co to dla nas współczesnych ludzi to znaczy? W jakich kategoriach postrzegamy ideał naszych czasów?


Słowo to jest ostatnio bardzo modne i często używane.. według mnie nadużywane..
Ideałów nie ma.. pytanie czy stwierdzenie.. uważam coraz bardziej że jednak to drugie.. Ideały.. bardzo często fałszywe kreują media.. telewizja, prasa i Internet.. Ideałem dla nas jest kobieta lub mężczyzna o idealnej sylwetce, fryzurze, cerze.. to osoba nosząca modne ciuchy, która coś osiągnęła w życiu i najlepiej żeby do tego wszystkiego miała furę kasy, była ciągle uśmiechnięta i nie miewała gorszych dni.. powinna udzielać się społecznie, pomagać innych, segregować śmieci i robić wszystko tak żeby było IDEALNIE.. ale idealnie według kogo? Kto ustalił powyższe kategorie idealności? Dlaczego przeciętna "Kowalska" ma być mniej idealna od znanej celebrytki?
Dla mnie samej ideałem była kiedyś kobieta która była wysoka, szczupła i miała wszystko to czego tylko mogła zapragnąć.. z lekkim wstydem przyznaję że taki model postrzegania idealnej osoby wykreowała we mnie telewizja.. wpadłam w jej sidła jak niejedna z nas.. dopiero z czasem zaczęłam się zastanawiać.. zastanawiać nas tym gdzie w tym wszystkim jest miejsce na charakter? Dlaczego wszystko musi być takie powierzchowne?
Kiedyś dostałam od jednej z Was wiadomość.. "Jesteś dla mnie ideałem".. po przeczytaniu tego moją pierwszą reakcją było onieśmielenie a potem duma że ja szara mysz jestem dla kogoś wzorem do naśladowania.. jednak z czasem przyszły wątpliwości.. Mam wady i zalety.. na ogół dostrzegam tylko te pierwsze.. ludzie dookoła mnie również.. otoczenie próbuje nas zmieniać na lepsze.. musimy zachowywać się idealnie, wyglądać idealnie, mieć idealnych przyjaciół.. jednym słowem najlepiej gdybyśmy byli jak aktorzy z reklam i filmów bo inaczej jesteśmy gorsi i nie pasujemy do reszty społeczeństwa.. Gówno prawda.. to że ktoś jest inny niż kreują media nie znaczy ze jest zły.. to znaczy że jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju.. wyjątkowy bez względu na wygląd i status majątkowy.. Czy to że nie zarabiam kokosów, nie jeżdżę porsche, mam rozstępy, bywam upierdliwa i nieznośna sprawi że stanę się mniej wyjątkowa choćby dla mojego męża? Miewam gorsze dni, zdarza mi się że jestem leniwa i nic mi się nie chce.. nie mam idealnej figury która obecnie jest najbardziej pożądana, nie mam six paka i mieć nie będę, ćwiczę kiedy mam czas i ochotę, a nie wtedy gdy ktoś mi każe, nie jadam w 100% czysto ale dobrze mi z tym. Dbam o siebie. Owszem. Czy jestem idealna? Nie. Zdecydowanie nie. Ale jestem sobą i robię to co chcę.. może dla kogoś jestem gorsza lub słabsza.. trudno.. moim celem życiowym nie jest dopasowanie się do reszty.. bo po co? Gdyby wszyscy byli jednakowi i "idealni" świat i życie w nim byłoby nudne.. I może zbyt idealne??? Nie zmienię się bo ktoś powiedział że tak nie wypada.. zmienię się wtedy gdy sama uznam że powinnam..
Idealne ciało, idealny makijaż, idealny dom, idealne dzieci i mąż.... Wyobraźcie to sobie... W naszych czasach nie ma ideałów.. nikt nigdy nie będzie wystarczająco dobry i piękny bo media będą coraz bardziej naciskać i kreować coraz to lepsze, piękniejsze, mądrzejsze i bogatsze wzorce..
A czy myślicie że okładkowe twarze które patrzą na nas z pierwszych stron magazynów są prawdziwe? No właśnie.. dla wielu osób twarze te są idealne.. ale nie prawdziwe.. wyretuszowane.. wniosek jaki mi się od razu nasuwa ideał to oszustwo.. dlaczego ludzie nie chcą oglądać na okładkach prawdziwych kobiet? Prawdziwego życia? Tego nie wiem.. i pewnie nigdy się nie dowiem.. sama łapię się nieraz na tym jak już w moje ręce trafi jakaś gazeta że mówię " kurcze jak ona rewelacyjnie wygląda a urodziła dwójkę dzieci.. " za chwilę jednak przypominam sobie że za jej wyglądem stoi cały sztab grafików komputerowych którzy mogą z tobą zrobić co tylko zechcesz.. po gazety tego typu sięgam już bardzo bardzo rzadko.. i to nie jest tak że uważam że wszystkie aktorki czy piosenkarki w czasopismach są "oszukane".. zdarzają się takie dla których czas się zatrzymał lub po prostu mają dobrą przemianę materii :) ale powinno się pokazywać również drugą stronę medalu :) Ostatnio na Internecie powstaje coraz więcej akcji które mają na celu uświadomienie nam że nie ma ideałów.. że nie warto oceniać po wyglądzie.. uważam że jest to coś dobrego i choć zdaję sobie sprawę że do nie każdego dotrze taki przekaz to zawsze jest to jakiś mały kroczek w tym lepszym kierunku.. :) Nie bądźmy IDEALNI!! BĄDŹMY SOBĄ :)

Na koniec bardzo mądry cytat nad którym warto się zastanowić :)
"Ideały wyrządzają dużo zła. Cały czas poświęcasz na koncentrowaniu się na tym, co być powinno, a nie na tym, jak jest."
Anthony de Mello

piątek, 14 sierpnia 2015

Jaglano- kokosowe scones z rodzynkmi :)

Megaaaa męczący dzień za mną.. dużo pracy i cały dzień na nogach.. do tego aby było jeszcze śmieszniej naszło mnie dziś aby zrobić trening nóg właśnie.. nie wiem skąd ja biorę te pomysły.. ale żeby jeszcze bardziej urozmaicić dzień postanowiłam dobić się dodatkowo przy piekarniku celem stworzenia dla was przepisu który wyśmienicie sprawdzi się do południowej kawki czy też herbatki.. przepis jest banalnie prosty, szybki i przede wszystkim skomponowany ze zdrowszych składników :) I tak oto powstały scones.. czyli właściwie co? A no takie połączenie bułeczek z ciasteczkami które są bardzo modne w Anglii :) warto zrobić większy zapas i zjeść na śniadanie czy podwieczorek z masłem orzechowym lub ulubioną konfiturą/dżemem bez cukru.. ponoć pierwotnie powinno się je jeść z prawdziwym masłem, wtedy smakują idealnie :) ale to z czym je podacie zależy wyłącznie od Was samych :) Ostatnio kupiłam dużo kaszy jaglanej dlatego postanowiłam ją dziś wykorzystać do tego wypieku :) ale od razu Was uprzedzę.. wypiek ten wyjdzie z użyciem każdej innej mąki.. może być owsiana, gryczana czy pełnoziarnista.. :)
Zapraszam po przepis :)


SCONES Z RODZYNKAMI 

  • mąka jaglana około 220 g ( można użyć owsianej/ pełnoziarnistej)
  • mąka kokosowa 30 g
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta soli
  • 40 g erytrytolu lub innego słodzidła np. ksylitolu/ stewii ( można dodać więcej wedle preferencji smakowych)
  • 10 g zmielonego siemienia lnianego
    • rodzynki 50-80 g (wedle upodobań) można użyć również suszonej żurawiny
  • 40 g rozpuszczonego oleju kokosowego
  • jajko małe
  • 200 ml maślanki/ kefiru
  • skórka otarta z pomarańczy ( wyparzonej)
  • opcjonalnie ziarenka z laski wanilii
WYKONANIE:
Nagrzać piekarnik do 200 st. Połączyć w misce suche składniki razem z rodzynkami. W oddzielnej misce dokładnie wymieszać kefir/maślankę z olejem, jajkiem, skórką pomarańczy i wanilią. Dodać mokre składniki do suchych. wymieszać łyżką. Odstawić na dosłownie 5 min celem np . ogarnięcia kuchni :) przez ten czas ciasto może jeszcze bardziej zgęstnieć. Na blaszkę wyłożoną papierem układać uformowane kuleczki ( średnicy około 4-5 cm). Układać na papierze w odstępach ponieważ urosną podczas pieczenia. Można naciąć lekko nożem na wierzchu :) Piec około 25 min aż będą złote. Ostudzić i zajadać :)











SMACZNEGO!!!

niedziela, 9 sierpnia 2015

Najlepsza bo domowa.. granola kokosowo-orzechowa :)

Ile razy będąc w sklepie próbowaliśmy znaleźć zdrową, niedrogą i nie zawierającą tony cukru granolę? Ile razy nasze poszukiwania kończyły się fiaskiem? A przecież tak łatwo zrobić ją samemu, w domu.. z ulubionymi dodatkami i przyprawami. Pierwsza granola jaką spróbowałam, podbiła moje serce. już po pierwszym gryzie przepadłam.. mogłabym ją jeść kilogramami.. ale wiadomo co za dużo to nie zdrowo.. nawet jeśli chodzi o zdrowe produkty.. na długi czas zaprzestałam jej robienia ponieważ znikała w zastraszającym tempie.. ale dosyć tego.. moja abstynencja granolowa trwała wystarczająco długo i dlatego dzisiaj zrobiłam jej mały zapas :) na ile mi wystarczy to się okaże :) chciałabym się z Wami dzisiaj podzielić moim przepisem na tą pyszną mieszankę :) Wiadomo jeśli nie lubicie któryś składników lub chcielibyście dodać więcej ziaren i orzechów droga wolna :)


DOMOWA GRANOLA
Składniki:
  • 350 g płatków owsianych
  • 80 g orzechów włoskich
  • 60 g ziaren słonecznika
  • 60 g siemienia lnianego
  • 50 g wiórków kokosowych
  • 2 spore garście suszonych owoców ( u mnie rodzynki)
  • spora łyżka oleju kokosowego nierafinowanego i jedna masła orzechowego ( dowolnego) , można również dodać dwie łyżki samego oleju kokosowego ( rozpuszczonego)
  • 200 ml wody
  • 2 łyżeczki cynamonu ( lub więcej)
  • opcjonalnie łyżeczka kardamonu
  • łyżeczka esencji waniliowej lub sproszkowanej laski wanilii
  • od 2 do 4 łyżek dowolnego słodzidła ( ilość wedle upodobań smakowych) ja użyłam erytrytolu około 2 łyżek
WYKONANIE:
Nagrzewamy piekarnik do 150 st. Płatki, orzechy, nasiona i wiórki kokosowe wymieszać w misce. W innym naczyniu dobrze połączyć wodę, słodzidło,rozpuszczony olej / masło orzechowe, cynamon, esencję waniliową. Można użyć ciepłej zagotowanej wody wtedy lepiej się wszystko połączy. Kiedy już otrzymamy jednolity płyn dodajemy go do płatków i dobrze mieszamy. Wykładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i ugniatamy. Wkładamy do piekarnika i pieczemy około godziny. Co jakiś czas zaglądając i lekko mieszając szpatułką, ale nie za bardzo żeby powstały ładne kawałki. Pod koniec możemy a chwilkę zwiększyć temperaturę aby mocniej przypiec naszą granolę ale trzeba uważać aby nie przesadzić :) Po wyciągnięciu, studzimy i dodajemy suszone owoce. Przekładamy do szczelnego szklanego słoja i powstrzymujemy aby nie zjeść od razu całej :)







Można podawać z jogurtem greckim i owocami, z mlekiem lub po prostu pochrupać do ulubionego filmu zamiast niezdrowych chipsów :)

SMACZNEGO!!!

sobota, 8 sierpnia 2015

Pierwszy wegański przepis na blogu czyli serniko-brownie :)

Już kiedyś klika z Was prosiło mnie o jakieś przepisy odpowiednie dla wegan. Ostatnio bardzo dobrze się złożyło ponieważ postanowiłam dodać kilka nowych produktów do swojej listy żywienia których wcześniej unikałam lub bardzo ograniczałam.. i dlatego w mojej kuchni pojawiło się wielce kontrowersyjne tofu na temat którego trwają i trwać będą odwieczne dyskusje na temat tego czy jest szkodliwe czy nie.. ale dobrze znacie moje podejście i dlatego chciałabym urozmaicić moje menu o ten właśnie produkt.. dodatkowo postawiłam na zdrowe źródła tłuszczy takie jak olej kokosowy nierafinowany i mąka kokosowa.. będzie smacznie i zdrowo :)
Ostatnio siedząc wraz z mężem pytam go na jakie ciasto miałby ochotę, odpowiedział że sernik. Niestety tak się jakoś nie fortunnie złożyło że ja miałam chęć na czekoladowe.. Dlatego aby żadne z nas nie było stratne postanowiłam połączyć oba te ciasta i tak właśnie wyszło serniko-brownie :) coś jak nasza polska Izaura :) Żeby było jeszcze trudniej postanowiłam właśnie pobawić się nowymi składnikami, efekt końcowy wydaję mi się zadowalający ale ostateczną opinię pozostawiam Wam :) co prawda jest to pierwszy raz kiedy je robiłam i na pewno będę je nadal ulepszać ale i tak już znika z talerza w zastraszającym tempie :) całe szczęście że zdążyłam zrobić zdjęcia :)  Zapraszam po przepis :)



WEGAŃSKIE SERNIKO- BROWNIE A LA IZAURA 
Składniki na brownie:

  • 80 g zmielonych na mąkę płatków owsianych
  • 40 g mąki kokosowej
  • 2 spore łyżki kakao około 30 g
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 spora łyżka zmielonego siemienia lnianego
  • około 10-15 łyżek dowolnego mleka roślinnego lub wody ( pod koniec jeśli jest mega zbite można dodać więcej
  • 2 lub 3 kostki gorzkiej czekolady najlepiej powyżej 80% kakao
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 1 łyżeczka drobno zmielonej kawy ( ja użyłam zaparzonej w odrobinie wrzątku)
  • 2 łyżki oleju kokosowego
  • słodzidło w moim przypadku erytrytol około 3-4 łyżek (50 g)  ale można użyć miodu lub syropu z agawy około 1/4 szklanki ( poziom słodkości zależy od preferencji smakowych)
Składniki na sernik:
  • 230 g tofu ja użyłam silken
  • 2 łyżki około 30 g mąki kokosowej
  • 1,5 łyżki oleju kokosowego
  • słodzidło w moim przypadku 2-3 łyżki erytrytolu ale zasada jak wyżej można dodać również miód/syrop z agawy/ksylitol
  • 1 łyżeczka esencji waniliowej
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • opcjonalnie miarka odżywki waniliowej
WYKONANIE:
Na początku nagrzewamy piekarnik do 200 st. i przygotowujemy sobie foremkę wyłożoną papierem lub jak ja sylikonową :) Następnie zaczynamy od przygotowania masy na brownie. W misce mieszamy obie mąki, kakao, proszek i siemię lniane. Odstawiamy. W małym rondelku podgrzewamy mleko/wodę, esencję, kawę, olej, czekoladę i słodzidło przez krótką chwilę aż wszystko ładnie się rozpuści i połączy. Następnie dodajemy mokre składniki do suchych i mieszamy do dokładnego połączenia. Jeśli jest mega zbite dodajemy jeszcze odrobinę wody.Wykładamy do foremki, wygładzamy wierzch i zabieramy się za masę sernikową. Do malaksera/blendera wrzucamy wszystkie składniki i miksujemy aż masa będzie jedwabiście gładka beż żadnych grudek. Wykładamy ją na brownie. Również równamy wierzch i wkładamy do piekarnika na około 50 min. Plus minus. Należy obserwować nasze ciasto, może się zdarzyć że trzeba będzie potrzymać odrobinę dłużej lub krócej, wszystko zależy od piekarnika :) 
Wyciągamy, studzimy :) możemy posypać kakao i/lub cukrem pudrem ( ja zmieliłam w młynku do kawy erytrytol, można użyć ksylitolu :)
Mam nadzieję że do niedzielnej kawki będzie jak znalazł i przypadnie Wam do gustu :)













SMACZNEGO!!!