wtorek, 24 lutego 2015

Dużo paplaniny..Jedzeniowo-treningowa spowiedź...Postanowienia..

Od kilku dni po głowie hula mi masa myśli od których szczerze powoli zaczyna mnie mdlić i mam wszystkiego dość.. Spowiedź??? Może złe słowo.. bardziej chęć podzielenia się z Wami moimi myślami w celu opróżnienia głowy i uzyskania wewnętrznego spokoju? Kto wie.. może pomoże.. Będzie długo.. ostrzegam :)


Może zacznę od początku.. ale od takiego samego początku początku.. jako dziecko zawsze byłam szczupła..i nie miałam problemów z wagą.. pewnie jak większość z Nas.. ciała zaczęło mi przybywać w okresie gimnazjum.. zaczęłam nabierać bardziej kobiecych kształtów.. może nawet zbyt kobiecych.. wiek szkolny to niestety taki czas kiedy wygląd jest ważny.. a ja jako dziewczyna nie chciałam być pośmiewiskiem reszty.. dlatego próbowałam.. niestety z marnym skutkiem.. przerobiłam wiele diet od głodówek po kapuściane.. wszystko pięknie ładnie ale na krótką metę.. mój rozmiar rósł z roku na rok a samoocena malała.. miałam okresy że było mi wszystko jedno i obżerałam się wszystkim jak leciało a czasami "spinałam tyłek" i próbowałam coś z tym robić..
Mój organizm któremu teraz z upływem czasu współczuję doznawał co rusz szoku.. nadmiar jedzenia lub jego całkowity brak.. jak było z aktywnością w tym czasie? Tak naprawdę w ogóle dla mnie nie istniała.. kiedyś jeszcze przed moim skokiem wagi lubiłam sport.. startowałam w zawodach, chodziłam na siatkówkę.. z czasem gdy rosłam wf był dla mnie katorgą.. przebieranie się wraz z dziewczynami w szatni i bieganie po sali gimnastycznej gdy ciało trzęsło się jak galareta wywoływało u mnie ból brzucha..

Później nastał czas gdy zrezygnowałam ze wszystkich diet..byłam większa ale jakoś to akceptowałam.. wtedy właśnie poznałam mojego obecnego męża.. długa z nim rozłąka sprawiła że schudłam tak dużo że gdy po pół roku zobaczył mnie ponownie wystraszył się.. następnie wyjazd za granicę sprawił że od nowa przybyło mi ciała.. z czego zdecydowanie cieszył się mój partner lecz ja już nie za bardzo..

I nagle bam..coś we mnie pękło.. naoglądałam się filmów Ewy Chodakowskiej.. podziwiałam metamorfozy innych kobiet które z nią ćwiczyły i postanowiłam że spróbuje pójść to drogą.. I powiem Wam że naprawdę zaczął mi się podobać sport  ciało świetnie na niego reagowało.. Okres nieopisanej radości niestety nie trwał zbyt długo ponieważ.. właśnie ponieważ co? Sama tak do końca nie wiem.. za bardzo zaangażowałam się w to wszystko, zaczęłam zbyt dużo czytać, słuchać innych, robić to co inni.. i nagle moja miłość do aktywności zaczęła stopniowo maleć a i moje samopoczucie też było do bani.. makro, "czysta miska", codzienne treningi, wyrzuty sumienia po niewykonanym treningu, zaniedbanie relacji prywatnych, niejedzenie owoców bo to przecież cukry, obcinanie węglowodanów a podwyższanie białka.. ciągły stres, brak lub słaby sen.. ogółem kicha.. wtedy powiedziałam STOP.. i się udało.. pomógł mi wyjazd na wakacje i odstresowanie się na maxa.. następnie powrót do rzeczywistości..ponownie treningi i trzymanie się diety.. lecz już z mniejszymi zakazami.. i jakoś to zdawało egzamin aż do teraz..

I co jest teraz..? Teraz widzę że historia zaczyna zataczać koło i coraz bardziej powracam do tego co było.. sport nie sprawia mi już przyjemności.. mogę się do tego przyznać.. są pojedyncze dni kiedy naprawdę mam ochotę i siłę na trening.. denerwują mnie wszechobecne deklaracje niektórych osób o wykonaniu 2 treningów dziennie a ja nawet nie mam siły na jeden.. ćwiczę 2 czasem 3 razy w tygodniu..myślę że wypaliłam się..i to w jakimś stopniu mnie niszczy od środka.. Chodzę cały czas poddenerwowana.. jak wygląda moja dieta..? Cały czas tak samo.. jest monotonna.. coraz częściej mam ochotę na coś innego niż płatki owsiane.. gdy zjem pizze no cóż.. sami się domyślcie..

Po co to wszystko piszę? Po to żeby pokazać niektórym że w nadmiarze wszystko może nam zaszkodzić.. nawet miłość do sportu może sprawić że w końcu go znienawidzimy.. Dlatego chciałam coś postanowić.. i zmienić to jak teraz wygląda moje życie.. ale tym razem na stałe.. bo nie chcę aby sport mną rządził, aby moje życie kręciło się tylko i wyłącznie wkoło jedzenia i treningów.. nie jestem zawodowym kulturystą, trenerem personalnym, studentką AWF, nie mam zamiaru startować w zawodach bikini czy innego typu.. chce być po prostu zdrową, i uśmiechnięta kobietą która pewnie czuję się w swoim ciele nawet bez sześciopaka na brzuchu i tyłka twardego jak skała.. nie chcę aby aby tkanka tłuszczowa na moich udach czy brzuchu spędzała mi sen z powiek.. znudziło i zmęczyło mnie ciągłe udowadnianie czegoś komuś, pokazywanie fotek brzucha, pleców, nóg czy bicka..

Ostatnio przeczytałam komentarz pod jednym z moich postów że od jakiegoś czasu moja sylwetka w ogóle się nie zmienia.. I co z tego? A może podoba mi się tak jak jest.. i nie potrzebuje progresu.. dla innych może to zabrzmieć tak jakbym się poddała.. bo nie podążam do przodu, może jestem słaba i brak mi samodyscypliny.. no cóż każdy ma swoje zdanie.. ale ja chciałbym w końcu znaleźć w tym wszystkim prawdziwą równowagę.. zaczynając moja przygodę ze sportem chciałam aby moje życie w końcu uległo poprawie i tak było przez jakiś czas.. nigdy przez myśl by mi nawet nie przeszło że sport mógłby doprowadzić do mojej powolnej samo destrukcji.. ale jeśli w końcu nic z tym nie zrobię tak może się stać.. jestem zwykłą kobietą i moja miska nie musi być w 100 % czysta.. życie mam jedno i warto z niego korzystać pełną parą.. chce się nim cieszyć :)

Czy to oznacza że rezygnuje z treningów i zdrowego odżywiania? Nie .. nie da się ponieważ w jakimś stopniu to już stało się częścią mnie.. Będę to robić dalej ale na nowych warunkach.. z przyjemnością i jeśli zdarzy się że będę mieć 2 treningi w tygodniu nie będę się załamywać ponieważ prowadzę aktywny tryb życia nie siedzę i jest zdecydowanie lepiej niż dotychczas.. i to własnie chcę docenić.. to co już osiągnęłam.. Jak będzie wyglądać moja dieta ? Na pewno bardziej ją urozmaicę, przestanę wszystko warzyć i liczyć.. będę jeść owoce nawet o późnej godzinie jeśli będę mieć ochotę :) przecież to nie grzech :) własnie przegryzam winogrono ( tak tak ma dużo cukru)..
Pomyślałam również o tym aby odciąć się trochę od świata FIT.. myślę że ten krok zdecydowanie by mi pomógł.. dlatego pewnie rzadziej będę się tu pojawiać.. ale będę z jakimiś zdrowymi przepisami, i mixami zdjęciowymi.. może zmienię delikatnie nazwę bloga i jego tematykę.. kto wie.. czas pokaże.. bo życie to nie tylko BYCIE FIT..
No to się rozpisałam.. ciekawe czy ktoś z Was dotrwał do końca.. jeśli tak cieszę się może ktoś z Was jest w podobnej rozterce co ja.. i nie wie co z tym zrobić.. Moja rada.. ZACZNIJ ŻYĆ PO SWOJEMU I TAK JAK PODPOWIADA CI SERCE.. NIE RÓB NIC NA SIŁĘ :) 
Dziękuję wszystkim stałym czytelnikom za ciepłe słowa :) A na koniec zdjęcie porównawcze aby docenić to co już osiągnęłam :)


POZDRAWIAM!!!!

24 komentarze:

  1. Podziwiam, że w erze blogów na pokaz masz odwagę napisać co naprawdę czujesz. Najważniejsze to być w zgodzie z samym sobą. Myślę, że Twoi czytelnicy to zrozumieją, miłość do sportu pewnie wróci, ale poczekaj aż będziesz gotowa. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post! Jest Pani cudowną osóbką, obserwuje Panią od dawna i pełen podziw. Jestem w podobnej sytuacji i chyba też muszę zacząć żyć po swojemu żeby cały ten 'fit' świat nie porwał mnie totalnie.
    Powodzenia życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja ciągle walcze z nadwagą... od kilku miesięcy niestety moja waga ani w jedną, ani w drugą (to może i nawet lepiej), raz udało mi sie schudnąć, ale kg powróciły bardzo szybko... Nie umiem się ogarnąć, spiąć w sobie - a bardzo często mam tak, że mam taki przebłysk że to na pewno TEN dzień będzie początkiem mojego "nowego", zdrowego życia... i co? i po kilku dniach, po tygodniu czy dwóch znów wszystko wraca "do normy". Przez myśl często mi wpada "nie dam rady", "po co mi to"... porażka. Bardzo chciałabym schudnąć. Wyglądać jak "większość" dziewczyn w moim wieku - i nie przejmować się wystającym ciałem tu i ówdzie... Ale nie wiem, jak to zmienić. Jem zdrowiej, ruszam się... I nic. Wiem, że trzeba poświęcić dużo czasu, żeby doprowadzić się do, jak ja to nazywam, "stanu używalności", ale szlag mnie trafia, jak słyszę, że ktoś w tydzień zgubił 2 kg, a ja dalej nic..Eh, rozpisałam się... to też nie koniecznie na temat komentarz... Ale uważam, że jeśli potrzebujesz odpocząć od tego poniekąd modnego już świata FIT - nikt Ci przecież nie zabrania :))) grunt, żebyś Ty czuła się z tym dobrze. Osiągnęłaś, co chciałaś osiągnąc i wielkie BRAWO dla Ciebie :))
    Przecież nikt za Ciebie decyzji podjąć nie jest w stanie... Zatem powodzenia na "nowej drodze życia" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana, bądź silna! Potrzebujemy Cię! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ada, wykonałaś kawał dobrej roboty! Kazdemu zdarzaja sie gorsze chwile, to normalne.Podziwiam tez za szczerosc przede wszystkim w stosunku do siebie samej.Wygladasz swietnie, wspierasz, motywujesz i w jakims sensie uczysz innych jak walczyc o siebie( sama jestem tego przykładem, choć od niedawna).Zyj tak abyś to TY była zadowolona, szcześliwa i usatysfakcjonowana!Trzymam za Ciebie kciuki i serdecznie pozdrawiam.(jusia.k)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej, twoja sylwetka nie ma co sie zmieniać, bo jest idealna :) staraj sie ja utrzymać i bedzie wszystko ok :) 2-3 treningi w tygodniu to rozsądna ilośc. Serio! Każdy ma inne predyspozycje, ja tez już prawie w ogóle nie ćwiczę w domu z DVD wole iść na siłownie, lub na kurs , bo mi zbrzydły te wszystkie dywanowki. Mimo, ze Ewka motywuje, to mi już obrzydły jej treningi i czerpie radość z wyjścia z domu , i ćwiczenia z innymi niż samemu w domu. I nikomu nie musisz nic udowadniać. Robisz to dla siebie, a nie po to aby wstawić zdjęcie bicka na fejsa. Jestem jak najbardziej za rozwinięciem tematyki bloga :) a fitnesowe porady mogą sie pojawiać sporadycznej

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja od niedawna czuje to samo co ty, nie jesteś sama ;) w sumie ja nie byłam nigdy gruba, walczę jedynie o płaski brzuch z zarysami mięsni.. dlatego też zaczęłam ćwiczyć troche z Chodakowską, trochę z Mel B a ostatnio nawet tabatę aby zrzucić tkankę tłuszczową z okolic brzucha i talii. Jak tylko zaczynałam ćwiczyć, to efekty szybko widziałam a teraz? przytyłam 5 kg podczas ćwiczeń ;/ nie widze tego po sobie, gdzie ja przytyłam.. bo centymetry mi poszły w dół. Diety nie mam, po protu zdrowo się odżywiam.. Ale teraz ciągle nie widze efektów.. nie wiem dlaczego, może właśnie za bardzo chce widzieć te efekty, żeby ktoś zobaczył ze ciało mi się zmieniło a tu nic sie nie zmienia.. ;/ za bardzo się tym przejmuje i ćwiczenia nie sprawiają mi juz takiej przyjemności.. tak jakby robie to bo musze... bo musze pokazać komuś płaski umięśniony brzuch.. Tak być nie może, nie chcę robić nic na siłe.. Bardzo mnie podbudował twój post, DZIĘKUJĘ ;))
    ps. co ćwiczyłaś, siłownia, chodakowska czy coś innego? ;)
    ps2. ale sie rozpisałam, ale musiałam komuś to wywalić, a że trafił sie taki post w sam raz to korzystam
    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dodatkowe 5 kg najprawdopodobniej spowodowane jest zwiększeniem masy mięśni pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Jezu, kobieto, moja historia jest dokładnie taka sama!
    I te początki odchudzania i ten moment kiedy już wydawało mi sie, że znalazłam odpowiednią drogę, ale fit świat mnie przerósł.
    Wydaje mi się, że powoli odnajduję równowagę, ale to dopiero czas pokaze.
    To jest jedno z postanowień na nowy rok - nie dać się zwariować :)

    Także wiedz, że ne jesteś sama, trzymaj się i nie usuwaj się w cień za bardzo, bo właśnie dzięki Twoim przepisom urozmaicam sobie codzienną dietę ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Woow, może zacznę od tyłu, ale metamorfoza rewelacja! A co do samego przesłania, ciesze się, że jesteś szczera i obdarzyłaś nas cząstką swojego życia, jesteś strasznie silna, pozdrawiam!:*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak dla mnie masz figure idealna i nie widac progresu, bo jest on niepotrzebny :). Ty juz dotarlas do celu i jedyne, co Ci pozostalo to zyc zdrowo, cwiczyc kiedy masz ochote i grzeszyc z umiarem :D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Słowo klucz- RÓWNOWAGA :) Dołączam do fanów.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ada- cieszę się, że dotarłaś do takiego miejsca, w którym chcesz być poprostu zdrowa i to ma sprawiać Ci przyjemność :) najważniejsze, że jesteś szczera sama ze sobą i ważne jest to by żyć w zgodzie ze sobą. Jeżeli w 100% czysta miska nie sprawia Ci przyjemności i nie jest to czego oczekujesz, oczywiście, że musisz to zmienić.
    Ja się przyznam, że kiedyś wpadłam w taką manię odchudzania, że w ciągu 3 miesięcy spadło mi za dużo kilogramów, a od samego patrzenia na jedzenia czułam że tyje. Nie potrafiłam zjeść niczego, co byłoby tzw. grzechem. Później moje życie się zmieniło, znów przytyłam, szkoła się zaczęła, stresy, brakło czasu na treningi i zdrowe jedzenie. Dopiero niedawno zdecydowałam się wrócić na zdrowy tryb życia. I przyznam, że staram się ćwiczyć ok 3-5 razy w tygodniu, ale moje zdrowe odżywianie jest takie, że jem 5 posiłków dziennie, ale jak mam ochotę ma owoc poźno, czy na jogurt czy na jakiegoś batonika z healthy shopu to sobie nie odmawiam. Nie musze mieć super mięśni i kraty na brzuchu, poprostu chcę dobrze wyglądać, czuć się dobrze i jeść to co mi pasuje. Taka zmiana i równowaga są dla mnie najlepsze :)
    Ty masz już figurkę idealną, więc jak się pomęczysz na treningu 2 razy w tygodniu to Ci spokojnie wystarczy, a z Twoich zdjęc widać, że zdrowo się odżywiasz. Mam nadzieję, że z czasem wróci Twoja miłość do sportu, która nie będzie wymuszona tylko będzie czystą przyjemnością. Życzę Ci aby Twoja zdrowa droga zależała tylko od Ciebie i była zrównoważona. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  13. Dotarłam do końca i chcę Ci bardzo podziękować za to co napisałaś oraz pogratulować. Mam takie wrażenie, że w końcu odnalazłaś siebie. Wiesz jaka chcesz być, co robić. To naprawdę duże osiągnięcie.
    Powinnam to samo uczynić ze swoim życiem, ale nie mam tyle odwagi i sił co to Ty, aby podjąć jakieś kroki... Ja muszę cały czas przestrzegać diety,gdyż chodzę do szkoły baletowej, a tam zwracają uwagę na Twój wygląd i wagę, Mam wrażenie, że ta ciągła kontrola wyniszcza mnie... Przeraża mnie to, gdy patrzę na jedzenie i mówię- tego nie zjem, bo za dużo kalorii, węglowodanów, białka, tłuszczu: oraz gdy dręczą mnie wyrzuty sumienia, bo zjadłam jedną miskę więcej zupy...
    Chciałabym coś zmienić w swoim życiu, ale zdecydowanie nie potrafię...
    Jesteś piękną, wspaniałą, mądrą i wartościową osobą. Cieszę się, że wszystko układ się po Twojej myśli. Mam tylko nadzieję, że nie zapomnisz o nas :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też chudlam i tyłam w ostatnich latach. Rzeczywiście codzienne ćwiczenia mogą wypalić człowieka dlatego ja staram się możliwie jak najwięcej zmian wprowadzać. Bieganie , siłownia, fitness może w przyszłości rugby... Najważniejsze, żebyś czerpała radość z tego jak wyglądasz lub co robisz.

    OdpowiedzUsuń
  15. Wspaniale, że jesteś z nami szczera! To ważne, by pisać o takich rzeczach na blogach o tej tematyce. Każdy powinien wiedzieć, że niekiedy można przesadzić, stracić radość z tego itp itd. Najważniejsze, żebyś Ty była szczęśliwa! Odetnij się od tego świata fit, myślę, że może Ci to pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochana, podalabys przepis na fit sernik? :) buziaki ! czekamy na wiecej przepisow, bo wszystko co udalo mi sie zrobic jest mega pyszne!! Dziekuje :* :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam tutaj :) podawałam przepis na świeżo po zrobieniu i na pewno zrobię go jeszcze nie raz :) Dziękuję również :) https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=309749865889888&id=269880393210169

      Usuń
    2. Dziękuję kochana! <3

      Usuń
  17. Kurde jaka różnica na tych zdjęciach ;-) Gratuluję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Takie metamorfozy są najbardziej motywujące, dla osób, które chcą coś zmienić w swoim życiu! Rewelacja! Gratuluję i pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  19. Szczere i prawdziwe słowa. doskonale Cie rozumiem, bo sama ciągle zataczam takie koła. Mam 31 lat i myślałam, że z wiekiem moja obsesja bycia fit się zmniejszy. Niestety jest odwrotnie. Zmniejsza się natomiast moja silna wola, coraz częściej się poddaje i znowu zaczynam od początku. Mimo, że mam wagę prawidłową, to ciągle dążę do jakiegoś chorego ideału. Też mam takie momenty kiedy obiecuję sobie, że nadal będę prowadzić zdrowy, aktywny tryb życia, ale z głową, bez presji i ciśnienia. Za każdym razem jednak wracają wyrzuty sumienia. nie potrafię tego przewalczyć. najgorsze, że cierpią na tym relacje z bliskimi. Wszystko jest w głowie, ale nie potrafię zjakoś zmienić swojego myślenia, a właściwe wcielić go w życie. pozdrawiam https://ladonnaemobileblog.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Chyba właśnie i mnie to dopadło... Na początku mojej przygody ze sportem jadlam zdrowo, 5 posiłków dziennie, duzo wody, jadlam to na co mial ochote, schudłam i nawet nabieralam fajnych mięśni, teraz kiedy mialam chwile słabości i 3dni z rzedu objalam się slodyczami mialam okazje rozmawiać z kilkoma dziewczynami,,ktore jedzą 3 obiady dziennie, licza makro i scisle sie do tego stosuja, i kiedy zdalam sobie sprawę z tego ze aby byc fit potrzeba tyle wyrzeczeń to czuje się zrezygnowana bo nie zdolam faszerowac się 3x dziennie ryzem, kurczakiem... I liczyć makro, przeraza mnie to, i jak dotad cwiczylam 5x tygodniowo tak w tym tyg po tych rozmowach odechcialo mi się wszystkiego... :( a byłam zdeterminowana, zeby do lata miec dobra formę i ja utrzymać. Ada, nie warto się tak męczyć prawda? Zacznę słuchać swojego ciała, i nie będę patrzeć na tych którzy ściśle trzymają się jakiegoś planu, to jest dolujace! I szczerze Cię rozumiem z tym postem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nie warto nie warto wierz mi.. do niczego dobrego nas to nie zaprowadzi.. musisz wyluzować, zacząć doceniać to co już osiągnęłaś.. I na pewno odczujesz poprawę w swoim samopoczuciu :)

      Usuń