sobota, 12 grudnia 2015

Gdy jedzenie rządzi Twoim życiem.. idealnym życiem.. i plany na nadchodzące miesiące.

Dawno nic nie pisałam.. trochę przez brak weny.. trochę przez natłok obowiązków przed świętami i trochę przez stan który ogarnął mnie na kilka dobrych dni.. Za każdym raze gdy powstaje taki refleksyjny post wydaje mi się że już jest wszystko dobrze a jednak czasami życie pisze inny scenariusz.. Odcięłam się ostatnio trochę od Internetów.. od Instagrama, od Facebooka i bloga.. dlaczego? Błahy powód.. natłok informacji mnie po prostu przytłoczył.. i niesamowicie działał mi na nerwy.. irytującym  było dla mnie włączanie Instagrama co rano i przyglądanie się masie zdjęć na których widniały idealne śniadanka, obiadki, sałatki lub co lepsza treningi od 5 rano i rzucanie haseł w stylu :"A ty już z robiłeś swój trening? Nie marnuj ani chwili, nie przestawaj, walcz".. albo ja jestem inna lub leniwa.. ale ostatnią rzeczą o której myślę rano jest trening szczególnie gdy wiem że przede mną ciężki dzień w pracy bynajmniej nie za biurkiem.. oglądam te wszystkie idealne zdjęcia znad mojej rozpaćkanej jajecznicy i zastanawiam czy tylko ze mną jest coś nie tak? Czy tylko ja miewam gorsze dni i czasami najzywczajnije w świecie nie wstaje uchachana od rana i nie pykam siłowego? Czasami patrząc na to wszystko wydaje mi się że trening powinien być najważnijeszy w życiu a ten kto nie daje rady przegrywa na starcie.. Moje życie nie jest idealne.. o nie nie nie.. co to to nie.. dlatego postanowiłam również że nie będę Was oszukiwać a przede wszystkim siebie i na moim profilu Instagramowym będą się też pojawiać mniej idealne zdjęcia.. bo czy nie jest także nie raz robiąc selfie robimy 50 zdjęć.. dobieramy idelane światło.. nieraz znacząco zniekształcamy otoczenie które nas otacza.. Zdaje sobie sprawę że nie każdemu może się podobać takie myślenie.. bo przecież chcemy oglądać tylko piękne rzeczy.. wiem o tym.. sama nie raz łapię się na tym że lajkuje mocno wyretuszowane zdjęcia.. ale warto spróbować.. ktoś może przestać mnie przez to obserwować lub czytać mojego bloga.. trudno.. nie piszę bloga i nie prowadzę strony na Facebooku aby zdobyć jak najwięcej wyświetleń lub podjąć niezliczoną ilość współprac.. wierzcie mi że tak nie jest.. Ostatnio przeczytałam komentarz że mam swoich czytelników gdzieś bo i tak nie odpisuje na komentarze.. no cóż może ja nie będę komentować tej wypowiedzi ale mogę powiedzieć tylko jedno że się  tym nie zgadzam.. siła wyższa i zbyt mało czasu podczas doby takie jest moje wytłumaczenie..
Dowiedziałam się również że robię sobie krzywdę gdy jem masło orzechowe.. że popełniam karygodny błąd gdy nie moczę nasion i orzechów przed ich zjedzeniem.. że kawa jest be.. że olej rzepakowy jest be.. że wafle ryżowe są be.. że ogólnie wszystko to co kiedyś dawno temu ludzie jadali bo nie było nic innego jest be.. i tak myślę? Kurde serio.. ? Czy za każdym razem gdy sięgam po kęs jedzenia musze go rozkładać na czynniki pierwsze? Ale tak właśnie było ostatnimi czasy.. i choć wprowadziłam inne jedzenie jak pizzę czy kebaby (tak tak jadam takie paskudztwo) jedznie przestało spawiać mi radość.. i wręcz zmuszałam się do każdego posiłku.. naprawdę musiałam wciskać w siebie śniadania czy obiady które kiedyś wydawało mi się że lubiłam..
Przez to jadłam mniej.. i wtedy zaczęłam się zastanawiać skoro udało mi się wyjść z obsesji trenowania i mierzenia się to tym razem mam radę.. ponieważ nie chcę aby jedzenie kierowało moim życiem.. aby nie pozwalało mi się cieszyć nieraz bardzo przyziemnymi rzeczami.. przestałam wmuszać w siebie jedzenie.. jem to co lubię i to na co mam ochotę.. jeśli chcę zjeść ciastko tak robię.. chce zjeść rybę sięgam po swoją ulubioną.. a jeśli mam dwa razy w tygodniu ochotę na pizzę to tak robię i uważam że pomimo tego wszystkiego nadal prowadzę zdrowy tryb życia.. zdecydowanie zdrowszy niż kiedyś.. choć zdaję sobie sprawę że są pewne niedociągnięcia i chciałabym się czuć bardziej komfortowo psychicznie.. to jest teraz mój priorytet.. dlatego ostanie tygodnie grudnia są dla mnie okresem bardzo na luzie.. i jeśli chodzi o jedzenie ( około 70% zdrowe odżywianie) i o treningi które na razie całkowicie odstawiłam na bok.. ostatni Fitness Blender włączyłam bodajże w miniony piątek i następny pewnie dopiero w Nowym Roku.. naładuje baterię podczas urlopu w Polsce i znów poukładam sobie wszystko w głowie.. bo te wyjazdy bardzo dobrze na mnie działają..
Nie robię żadnych postanowień ale w Nowy Rok chciałabym wejść z ułożonym planem na życie w każdej jego sferze.. tak aby czuć się dobrze zarówno fizycznie i psychicznie :) 2016 będzie mocno intensywny i pełen wrażeń bo to właśnie wtedy planujemy wrócić do Polski na stałe z czego na chwilę obecną niezmiernie się cieszę :)
Pewnie od wtorku na blogu nie pojawi się nic lub bardzo mało ale dla tych którzy posiadają konto na Instagramie zapraszam tam.. napewno pojawią się jakieś fotki z mojej podróży do kraju :)

Dziękuję wszystkich przyjaznym duszom za odwiedziny i za to że jesteście :)
Pozdrawiam Was gorąco :)

czwartek, 26 listopada 2015

Świąteczny TAG bo uwielbiam Święta :)

Możecie mówić co chcecie ale jestem świątecznym zapaleńcem :)
Za kilka dni mamy już grudzień.. miesiąc ten kojarzy mi się wyłącznie ze Świętami i od paru lat także z powrotami do domu.. Postanowiłam że już dziś podzielę się z Wami małą częścią tego jak wygląda u mnie ten czas. Ktoś może powiedzieć że trochę za wcześnie ale już dziś wiem że potem najzwyczajniej w świecie doba stanie się dla mnie za krótka lub będę wolała spędzić czas w inny sposób.. zresztą jak lecę do Polski czy to święta czy nie spędzam zdecydowanie mniej czasu w cyberprzestrzeni :) Do urlopu już coraz mniej dni.. można zacząć odliczanie.. rozmyślam już o tym co w tym roku dobrego upiekę, jak zapakuję prezenty i jak będzie wyglądać moje drzewko świąteczne.. a w planie mam ubrać ich aż dwa :)
Wszystkich tych którzy mają ochotę zapraszam do odpowiedzi na pytania w komentarzach :)



Kiedy zaczynasz przygotowania do Bożego Narodzenia?

Jeśli chodzi o przygotowania jedzenia, potraw to tutaj nie potrzebuję tak dużo czasu ponieważ jest nas w domu wystarczająca liczba osób i robota idzie jak szalona.. jeśli natomiast mowa o prezentach to w tym roku zaczęłam już w listopadzie planować co, komu i jak.. ale zakupy jako takie poczynię pewnie tuż prze wyjazdem czyli jakoś w połowie grudnia.. pomysły już są konkretne rzeczy umyślane.. nic tylko kupować :)


Ulubiony świąteczny film.

Od lat niezastąpiony, niezmienny Kevin Sam w domu lub w Nowym Jorku.. i choć znamy go już na pamięć to nadal nas śmieszy a mnie wprawia w iście świąteczny nastrój.. sprawia że czuje się w pewien sposób bezpieczna i spokojna jakkolwiek dziwnie to brzmi.. myślę że bierze się to z powielanego przez lata przez moją rodzinkę rytuału oglądania tego rodzinnego filmu kiedy siadaliśmy po wigilijnej uczcie na kanapach z pysznymi ciastami mamy i wspólnie zaśmiewaliśmy się z przygód małego rozrabiaki :)

Ulubiony świąteczny kolor.

Czerwony, zielony i biały

Ulubiona świąteczna potrawa?

Barszcz czerwony z uszkami :) Uwielbiam i już mi ślinka leci na samą myśl.. zaraz po barszczu czekam na pysznego karpia który tylko ten jeden raz w roku smakuje tak dobrze :)

Jaki zapach kojarzy Ci się ze Świętami Bożego Narodzenia?

Zapach mandarynek, cynamonu, pierników i żywej choinki :)

Czy posiadasz jakiś świąteczny zwyczaj/tradycje?

Zawsze gdy kleimy pierogi mama wkłada do jednego z nich grosza na szczęście :) A poza tym standardowo jedno miejsce przy stole dla obcego i sianko pod obrusem :)

Jak wygląda Boże Narodzenie w Twoim domu?

Co roku podobnie.. dużo dobrego jedzenia, nic nie robienie, spędzanie czasu z rodziną :) błogi spokój :) W dzień Wigilii przygotowywanie ostatnich dań, pakowanie ostatnich prezentów.. niby nic szczególnego a jednak są to najlepsze dni według mnie w roku :)

Czy lubisz Święta Bożego Narodzenia? Jeśli tak za co najbardziej?

Uwielbiam :) Za co.. za to coś czego nie umiem opisać słowami.. za tą atmosferę która dla każdego jest indywidualna.. nawet za tą bieganinę, sprzątnie i zmęczenie związane z przygotowaniami :)

Wybierasz sztuczne czy prawdziwe drzewko bożonarodzeniowe? Kiedy je ubierasz?

Prawdziwe.. bardzo różnie.. nie mam jednego dnia.. raz to jest na początku grudnia a raz kilka dni przed Wigilią.. wszystko zależy od czasu i od tego kiedy dorwę to jedyne drzewko :)

Bez czego nie wyobrażasz sobie świątecznego wystroju domu?

Napewno lampki świąteczne ale nie kolorowe bardziej stawiam na zwykłe jasne lub jednokolorowe.. uwielbiam jak powoli migają.. poza tym kwiaty bożonarodzeniowe i świeczki a także pomarańcze nadziane goździkami :)


Jestem bardzo ciekawa waszych odpowiedzi :) Może ktoś z Was ma podobnie jak ja?
Pozdrawiam Was serdecznie :)

sobota, 21 listopada 2015

Ciągła chęć posiadania..+ weekendowe rozmyślania..

Co za dużo to niezdrowo.. chyba każdy choć raz w życiu słyszał to powiedzenie.. i przyznaje jest w tym ziarno prawdy.. na każdej płaszczyźnie naszego życia..
Ostatnio bardzo modny stał się minimalizm.. prostota.. brak nadmiernego konsumpcjonizmu.. nie neguje takiego stylu życia ale też sama nie jestem minimalistką.. w dzisiejszym wpisie chciałabym poruszyć kwestie czegoś wręcz przeciwnego..


Ciągła, wręcz obsesyjna nieraz chęć posiadania dóbr materialnych nie jest niczym dobrym.. Skąd u mnie te rozkminy? Ostatnio na blogu pisałam o tymże wracam do kraju.. powodów jest wiele.. od bardziej oczywistych jak choćby tęsknota za krajem i rodziną po bardziej psychologiczne.. Bardziej niż kiedykolwiek w swoim krótkim życiu widzę jak życie za granicą w celach zarobkowych zmienia ludzi.. im więcej mamy, tym więcej wydajemy.. a im więcej wydajemy tym  chcemy jeszcze więcej i tym o to sposobem koło się zamyka.. a my? My robimy wszystko aby nie wypaść z obiegu. aby ciągle mieć i mieć coraz więcej.. Od razu zaznaczę że nie jestem przeciwnikiem pieniędzy i zdaję sobie sprawę jak wygląda życie gdy ich nie ma.. pieniądze szczęścia nie dają to jest niezaprzeczalny według mnie fakt i zdania tutaj nie zmienię.. ale pieniądzę są potrzebne do życia.. to chyba oczywiste.. Czasami zastanawiam się skąd się bierze ta ciągła chęć posiadania? I czy nie jest tak że czasami to zwykła zazdrość? Bo sąsiad ma lepszy telewizor? Bo koleżanka z pracy przyszła z markową torebką Michaela Korsa? Bo kolega zakupił ostatnio najnowszy model smartfona?
Ja tutaj przed Wami przyznaję się że nieraz zazdrościłam komuś czegoś i potem za wszelką cenę starałam się nabyć podobną rzecz choć z kasą było krucho.. czy więc nie jestem dobrym przykładem na potwierdzenie tej tezy.. myślę że takich ludzi znalazło by się więcej..
Niejedna z nas kobiet wie jak to jest jak wybieramy się do sklepu.. i choć nasze szafy nieraz pękają w szwach decydujemy się na zakup kolejnej pary butów czy sukienki.. a bo to okazja.. a bo dobra metka.. a bo się przyda na kiedyś.. po jakimś czasie jednak stwierdzamy że dana rzecz albo nam już do niczego nie pasuje lub po prostu wyszła z mody.. i w ten sposób nasze pieniądze idą w błoto.. ludzie nieraz kupują choć wcale tego nie potrzebują.. ale cóż na tym polega konsumpcjonizm, takie mamy czasy..
Zazdrość napędza chęć posiadania.. ale czasami jest to też chęć dowartościowania się lub zaimponowania przed innymi.. zaharowujemy się.. bierzemy godziny w pracy nieraz ponad swoje siły tylko po to by nabyć kolejną, nową, markową rzecz.. u mnie myślenie powoli zaczęło się zmieniać.. myślę że duży wpływ na to miało podjęcie decyzji o powrocie do kraju.. zbieranie pieniędzy zepchnęło nieraz na drugi plan dużo ważniejsze wartości.. naprawdę nieraz jedynym tematem wśród Polaków zagranicą jest to ile zarabia.. przykre ale prawdziwe..
Kiedyś uwielbiałam chodzić po sklepach.. kupowałam masę ubrań których potem albo w ogóle nie nosiłam albo założyłam maksymalnie raz.. więc czemu je kupowałam? Bo okazja.. bo ktoś ze znajomych ma i mało mnie obchodziło że mi dana rzecz mogła po prostu nie pasować.. w końcu nie mogę być do tyłu.. miałam też obsesje wymieniania co rusz telefonu.. jestem wielką fanką Samsunga i gdy tylko wychodził nowy model odkładałam kasę żeby móc za wszelką cenę go zdobyć.. i po co ? Sama do tej pory nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie.. ale skończyłam z tym.. do sklepu jadę wtedy kiedy czegoś potrzebuje..
Coraz więcej ostatnio osób od stóp do głów ubranych jest w markowe ciuchy.. bo moda.. a co jeśli ja ubieram się w sieciówce? Czy to oznacza że jestem gorszym człowiekiem? Biedakiem? A może po prostu pojęłam w końcu że mania posiadania, zbierania nie jest dla mnie i są ważniejsze rzeczy w życiu..
Jeszcze jedna kwestia.. planujemy kupno domu czy samochodu.. bo załóżmy że to ma nas uszczęśliwić.. w końcu się udaje.. mamy dom.. nieważne że po drodze zdążyliśmy się zadłużyć lub poczuć ogromną frustrację.. czy jesteśmy szczęśliwi? Czy na tym nasza pogoń za posiadaniem się kończy? Nie.. my nadal chcemy coraz więcej.. i koło znów zostaje zamknięte a my w nim uwięzieni..

Dla mnie pieniądz był jeszcze jakiś czas temu ważny.. był wyznacznikiem tego kim jestem.. teraz się to zmieniło.. i pieniądze naprawdę nie są najważniejsze.. kiedy to zauważyłam? paradoksalnie wtedy kiedy miałam coraz więcej.. im zarabiałam więcej tym odczuwałam większą nijakość.. kupno nowych rzeczy powodowało chwilową nieraz godzinną euforię i na tym się kończyło.. więc po co to wszystko..
Kupowanie nie jest złe.. jest potrzebne.. ale wszystko trzeba robić z głową.. i po to aby czuć się w życiu spełnionym.. i wiem że dzięki pieniądzom nie chodzę głodna, mam dach nad głową i mam co ubrać.. lubię także oglądać modowe i kosmetyczne blogi, czytać o nowinkach technologicznych, oglądać ładne ( markowe też) zdjęcia produktów.. ale to nie oznacza że muszę od razu to wszystko mieć.. i to jest właśnie ta różnica.. i nie mówię że nigdy nie kupię sobie już czegoś markowego.. ale wiem że nigdy nie zrobię tego ponad wszystko.. np. gdy nie będę mieć wystarczających środków..

Moje myślenie ostatnio uległo ogromnej zmianie.. już nie dobra materialne są najważniejsze.. plany na przyszłość również wyglądają inaczej.. życie za granicą nie jest dla każdego.. teraz to wiem.. i nie wstydzę się tego że nie dałam rady.. trzeba mieć naprawdę twardą dupę żeby znieść niektóre trudy emigracji.. więc najwidoczniej mój tyłek nie jest odpowiednio twardy.. pewnie za mało przysiadów.. :) Wrócę do kraju choć wielu ludzi to odradza.. ale co ma być to będzie.. nie można z góry zakładać że będzie źle, nie można od razu doszukiwać się wszędzie negatywów bo wtedy napewno znajdziemy ich całą masę.. a jeśli chcemy coś zrobić a nie spróbujemy tylko dlatego bo ktoś nam to odradził będziemy potem całe życie pluć sobie w brodę.. na tym polega życie.. na próbowaniu, podejmowaniu decyzji, ponoszeniu porażek i wyciąganiu z nich wniosków na przyszłość.. odnoszeniu sukcesów i nie popadaniu ze skrajności w skrajność..


W mojej głowie są plany.. ale żadne długoterminowe w stylu za 4 lata kupię dom choć nie mam na niego kasy i będę wieść życie usłane różami.. nie.. nie.. nic z tych rzeczy.. chce wrócić do Polski, spróbować tam żyć, założyć rodzinę a jeśli przy okazji uda się spełnić jakieś skryte marzenie tym lepiej dla mnie :)

sobota, 7 listopada 2015

Ekspresowy chlebek orkiszowy z ziarnami :)

Niestety mieszkając w Norwegii moje szanse na zakup dobrego chleba są bardzo małe.. zazwyczaj pierwszym składnikiem jest mąka pszenna a dalej ciągnie się cała masa przeróżnych i według mnie zbędnych składników..
Zazwyczaj będą w Polsce staram się w miarę możliwości bagażowych przewieźć parę bochenków mojego ukochanego na zakwasie.. ale wiadomo na długo mi on nie starcza.. bo jestem chlebożercą i uwielbiam kanapki i nawet zdrowe odżywianie nie wyklucza ich z mojego menu..
Próbowałam przygód z domowym zakwasem ale nie bardzo chciał on ze mną współpracować.. może to te wieczne norweskie przeciągi mu nie sprzyjały sama nie wiem.. w każdym bądź razie próbowałam kilka razy.. wyszło jak wyszło.. może kiedyś jeszcze spróbuje..
Tymczasem pozostało mi pieczenie na drożdżach.. które jest znacznie łatwiejsze i szybsze..
Tym razem postawiłam na mąkę orkiszową pełnoziarnistą.. do tego po garści ulubionych ziaren.. i pyszny, pachnący bochenek już czeka na to żeby go zjeść.. Spokojnie mogłabym ten chleb nazwać 5 minutowym ponieważ jego przygotowanie jest ekspresowe.. pomijam oczywiście czas który potrzebuje na wyrośniecie :) Mąka, drożdże i woda.. nic więcej nie potrzeba aby móc cieszyć się zdrowymi kanapeczkami :)


ORKISZOWY CHLEB Z ZIARNAMI NA DROŻDŻACH (EKSPRESOWY)
Składniki:
  • 500 g mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • 50 siemienia lnianego
  • 50 g słonecznika
  • 10 g suszonych drożdży
  • łyżeczka soli
  • łyżka lub dwie miodu/syropu z agawy
  • 500 ml ciepłej wody
  • opcjonalnie 50 g sezamu/dyni lub innych ulubionych ziaren
Wykonanie:
Wszystkie suche składniki połączyć w misce i dodać na końcu wodę i miód. Wymieszać. Przykryć talerzykiem i odstawić na jakieś 45 min do wyrośnięcia. Moje podwoiło objętość. Przełożyć do formy wyłożonej papierem (delikatnie) i pozostawić na kolejnych kilka minut aby doszło do siebie w formie. W miedzy czasie rozgrzać piekarnik do około 200 st. Piec około 40-60 min. Każdy piekarnik jest inny. Pod koniec pieczenia można wyjąć z formy i podpiec jeszcze chwilę aby skórka była bardziej chrupiąca. Gotowy chleb popukany od spodu wydaje głuchy dźwięk. Studzić na kratce.






SMACZNEGO!!

niedziela, 1 listopada 2015

Rozterki emigrantki.. plany na przyszłość?


Jestem emigrantką.. opuściłam nasz piękny kraj.. z jakiego powodu? Z początku za miłością czego absolutnie nie żałuje.. mam wspaniałego i kochającego męża.. nie skłamię jeśli napiszę że z czasem coraz bardziej trzymały mnie tu również pieniądze.. nie oszukujmy się.. każdy wie jak jest w PL.. że ciężko o pracę.. o dobrze płatną pracę.. Pieniądze w Norwegii są dobre.. bardzo dobre.. I co? Kiedyś myślałam że skoro mam miłość i pieniądze to już nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba.. Jednak już od jakiegoś czasu mam pewne wątpliwości.. mieszkam tutaj.. ale czuje się Polką.. i jest ciężko nawet mając u boku ukochaną osobę.. tęsknie.. tęsknie bardzo.. za krajem w którym nie ma cudów ale co jak co jest to moje miejsce na ziemi.. miejsce w którym przyszłam na świat i w którym kształtował się w pewnym sensie mój charakter i to jaką osobą teraz jestem.. tęsknie za rodziną.. bardzo.. i jakkolwiek to teraz zabrzmi.. dopiero gdy wyjechałam, jestem na swoim doceniłam wszystko to co kiedyś dla mnie robili rodzice a co w przeszłości nieraz działało mi na nerwy.. Tęsknie za rodzeństwem, za kontaktami z dalszą rodziną.. w ogóle za kontaktami z ludźmi.. z Polakami.. mieszkam tutaj ale nie zawieram żadnych znajomości bo na emigracji jest to cholernie ciężkie.. taka prawda.. wiadomo nie jest to reguła.. wielu ludziom się udaje zawrzeć tu przyjaźnie jednak w moim przypadku jakoś to nie wychodzi.. kto wie może wina stoi po mojej stronie.. nie przeczę.. jednak Norwedzy dla mnie są ludźmi których nie da się lubić, z którymi nie da się porozmawiać na fajny temat.. nie zmienia to jednak faktu że są ludźmi którzy akceptują inność.. W Norwegii nie ma znaczenia kolor skóry, wygląd czy to ile się zarabia.. a jednak.. nie czuję się tu jak "u siebie"..
Ktoś powie że powinnam dziękować losowi za to że miałam okazję wyjechać, wyrwać się i zarobić trochę kasy.. okey dziękuję ale wydaje mi się że wszystko się kiedyś kończy.. albo ludzie z wiekiem zaczynają inaczej myśleć.. nie chcę całe życie gonić za kasą.. zbierać, odkładać.. nie chcę aby pieniądze były wyznacznikiem tego jaka jestem.. nie chcę aby przesłoniły wszystko inne.. bo co z tego że całe życie będę odkładać ale tak naprawdę nie będę żyć w pełni.. nie spróbuje tego czy tamtego bo pieniądze przydadzą się na co innego, bo pasuje oszczędzić.. za granicą jest ogromny pęd za pieniądzem.. chcemy coraz więcej i więcej.. aż wstyd się przyznać.. kiedyś wystarczało mi dużo mniej a teraz.. no cóż.. bez komentarza.. dla kogoś może to zabrzmieć infantylnie.. takie trochę życie bez planu, z dnia na dzień.. otóż to nie jest tak że nie planuje.. bo planuje wiele.. i wiem że pieniądze są potrzebne do życia.. hello.. nie oszukujmy się.. głupia nie jestem.. tylko chyba we wszystkim są jakieś granice..
Czy boje się powrotu do kraju? Tak. I nie wstydzę się tego.. boje się że nie będę umiała "zejść na ziemię".. że nie będę umiała dostosować się z powrotem do warunków jakie panują w Polsce.. do zarobków.. Kolejną kwestią może być opinia innych.. wytykanie palcami.. i szeptanie za plecami.. "patrz tej się nie udało i wróciła".. ludzie nie myślą o tym że życie za granicą to nie tylko sielanka.. nie dość że ciężka praca to dodatkowo tęsknota za czymś co zostawiło się w kraju..
Kiedy jadę do Polski czy to na wakacje czy Święta już tydzień przed nie mogę się tak bardzo doczekać że nawet nie muszę spać :) nie wiem czy znacie to uczucie w żołądku.. coś jak zdenerwowanie ale takie przyjemne.. lot samolotem ciągnie mi się tak niemiłosiernie.. nudzę się w samolocie bo już tak bardzo chciałabym stanąć na lotnisku w Krakowie gdzie będzie na mnie czekać moja rodzinka.. Najbliższy wyjazd już 15 grudnia.. nie mogę się doczekać już odliczam dni.. tym bardziej że kocham Boże Narodzenie..
Jak widzę swoją przyszłość?
Jakieś plany w głowie są.. chciałabym spróbować czegoś innego.. rozpocząć nowy etap w swoim życiu.. chciałabym założyć własną działalność.. ale boję się.. boję się porażki.. jednak moja mama wczoraj powiedziała że kto nie ryzykuje ten nie ma.. i ma rację.. czasami decyzje których najbardziej się boimy przynoszą najlepsze korzyści.. poza tym co gdybym nie spróbowała? Myślę że całe życie plułabym sobie potem w brodę..
Wrócę do kraju.. spróbuje.. zobaczymy czy się uda czy nie.. za rok może dwa max ostatecznie opuszczę Skandynawię i nauczę się od nowa życia w Polsce.. na swoim.. z rodziną w komplecie i mam nadzieję że wróci wtedy Ada która w wieku 18 lat opuszczała Polskę.. Ada dla której nie były najważniejsze tylko dobra materialne..

niedziela, 25 października 2015

Zdrowe bananowe ciasteczka owsiane z rodzynkami i masłem orzechowym :)

Wcale nie uważam że zdrowo się odżywiając należy rezygnować ze słodkiego smaku.. wystarczy pogłówkować i znaleźć zdrowsze zamienniki.. nie jest powiedziane że najlepsze ciastka potrzebują mąki pszennej czy kilograma margaryny :) Nawet w sklepie widząc na opakowaniu zdrowe ciasteczka owsiane nie dajmy się nabrać.. biała mąka, utwardzony tłuszcz i syrop glukozowo- fruktozowy.. niezłe trio.. nie ma co.. Zrobienie tych łakoci zajęło mi dosłownie pięć minut plus czas pieczenia.. czyli wcale nie tak dużo jakby mogło się wydawać. Możecie do nich wrzucić co wam się tylko podoba.. zamiast rodzynek dodać żurawinę, pokusić się o dodatkową dawkę zdrowia w postaci nasion słonecznika czy orzechów włoskich.. lubicie czekoladę? Posiekajcie dobrą gorzką i dodajcie do masy.. gwarantuje że się nie zawiedziecie :)


BANANOWE CIASTECZKA OWSIANE Z RODZYNKAMI I MASŁEM ORZECHOWYM
Składniki:

  • 150 g płatków owsianych
  • 2-3 łyżki wiórek kokosowych
  • 2 banany rozgniecione widelcem (im bardziej dojrzałe tym ciastka będą słodsze)
  • 2 jajka
  • spora garść rodzynek
  • esencja waniliowa
  • opcjonalnie coś do dosłodzenia ja użyłam erytrytol 
  • spora ( wręcz ogromna) łycha masła orzechowego najlepiej crunchy jeśli nie macie może być jakiekolwiek
  • opcjonalnie dodatki żurawina, dynia, słonecznik, gorzka czekolada, dowolne orzechy
Wykonanie:
Banana rozgnieść widelcem na papkę. Następnie wymieszać w większej misce pozostałe składniki aż się dobrze połączą. Zostawić masę na około 10 min aż lekko zgęstnieję dzięki czemu lepiej nam będzie formować ciasteczka. W tym czasie nagrzewamy piekarnik do 200 st. Następnie za pomocą łyżki wykładamy trochę masy i nadajemy kształt jaki chcemy :) Pieczemy około 15 min może nawet dłużej wszystko zależy od posiadanego piekarnika :) ciasteczka powinny się ładnie zezłocić na wierzchu :) na pewno będziecie wiedzieć kiedy są gotowe. Ja pod koniec pieczenia zdjęłam je z blachy i ułożyłam na kratce na kilka minutek :)
Potem jeśli potraficie się oprzeć ich zapachowi zostawiamy do ostygnięcia choć muszę się przyznać że ja nie wytrzymałam :)







SMACZNEGO!!

sobota, 24 października 2015

Chlebek pełen zdrowia :) duet owsa z ziarnami :)

Po Internecie krąży masa przepisów na "life - changing bread".. zabierałam się za ten chlebek dobre dwa lata.. serio.. chyba odkąd zaczęłam się zdrowo odżywiać miałam na niego ochotę ale zawsze coś stawało mi na przeszkodzie :) zazwyczaj chodziło o ilość tłuszczów jaką on dostarcza.. i nie docierało do mnie że są to te zdrowe.. teraz kiedy w głowie przejaśniało i poukładałam sobie co nie co w końcu się za niego wzięłam :) Chlebek zmieniający życie zdecydowanie zasługuje na oklaski.. definitywnie.. bez dwóch zdań.. i chociaż potrzeba do niego dużo składników napewno zrobię go jeszcze nie raz.. I Wam również polecam :)


Składniki:
  • 300 g płatków owsianych
  • 90-100 g zmielonego na świeżo siemienia lnianego
  • 80 g ziaren słonecznika
  • 120 g pestek dyni
  • 3 łyżki nasion chia
  • 4 łyżki babki płesznik (jeśli nie posiadacie spokojnie możecie dodać więcej nasion chia lub siemienia lnianego)
  • garść posiekanych drobno migdałów lub więcej
  • 2-3 łyżki oleju kokosowego
  • 600-650 ml wody
  • łyżeczka soli
  • łyżka miodu lub syropu z agawy
Wykonanie:
Wszystkie suche składniki mieszamy w dużej misce i dodajemy resztę płynnych. Dobrze mieszamy i odstawiamy na 2 godziny może dłużej. Następnie wykładamy masę do keksówki wyłożonej papierem i wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 st. Pieczemy 20 min i następnie delikatnie wyjmujemy z formy i pieczemy bez przez kolejne 40 min. Studzimy na kratce i kroimy już całkowicie wystudzony :) Nieśmiało muszę przyznać że smakuje idealnie z masłem i dżemem truskawkowym. Nie mogłam się oprzeć i od razu jedną wszamałam na miejscu :)










SMACZNEGO!!!

sobota, 17 października 2015

Pierwsze próbne świąteczne wypiekanie czyli owsiane pierniczki :)

Wiem wiem..powiecie.. oszalała czy co? A może ona ma jakiś inny kalendarz?
Tak więc rozwieje wasze wątpliwości.. jestem zdrowa na umyśle i mam taki sam kalendarz jak wy.. jest u mnie 17 października :) Myślę że słuchanie RMF Święta tak na mnie wpłynęło.. ale także zakupione niedawno norweskie ciasteczka pepperkaker :) stwierdziłam a co mi tam.. mam dziś więcej czasu, spróbuje czy coś z tego wyjdzie i w razie czego do Świąt będę mieć jeszcze kupę czasu aby coś ulepszyć..
W ten sposób powstały pierwsze w tym roku pierniczki głównie z płatków owsianych z małym dodatkiem mąki kukurydzianej i domową przyprawą korzenną :) Lekko chrupiące i miękkie zarazem :)
Powiem Wam że dziś poczułam w mojej kuchni atmosferę grudniową.. ten zapach.. mmm.. uwielbiam :) Jeśli macie ochotę spróbować czegoś innego i macie troszkę więcej cierpliwości potrzebnej do wałkowania ciasta to polecam :)


OWSIANE PIERNICZKI 
Składniki:

  • 200 g płatków owsianych zmielonych na mąkę
  • 30 g mąki kukurydzianej
  • 2-3 łyżeczki z lekką górką przyprawy korzennej
  • 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 30 g erytrytolu 
  • 30 cukru kokosowego
  • 3 łyżki miodu lub syropu z agawy
  • 1 jajko
  • 30-40 g roztopionego oleju kokosowego
  • lekko podgrzane mleko około 3-4 łyżek ( dodajemy na końcu dla odpowiedniej konsystencji - nie za dużo!)
  • opcjonalnie esencja waniliowa i 1 łyżka kakao ( w razie dodania kakao może być potrzebna dodatkowa łyżka mleka)
Jeśli chodzi o dodatek substancji słodzącej możecie dowolnie zmieniać ilość i rodzaj cukru wedle upodobań ale według mnie miód i cukier kokosowy dodaje im fajny aromat :)

Wykonanie:
Suche składniki połączyć w misce. W drugiej jajko, miód/ syrop i olej. Dodajemy mokre składniki do suchych i za pomocą dłoni ugniatamy w misce ciasto. I w razie potrzeby dodajemy lekko ciepłe mleko.. ja dodawałam stopniowo.. zagniatamy aż utworzy nam się kula i najlepiej schłodzić przez 15 min w lodówce. W między czasie nagrzewamy piekarnik do 180 st. i na blachy wykładamy papier do pieczenia. Wyciągamy ciasto i podsypujemy stolnicę dowolną mąką ja miałam żytnią razową więc użyłam takiej. Rozwałkowujemy dosyć cienko i wycinamy dowolne kształty.. u mnie dosyć ubogo bo nie przygotowałam sobie żadnych foremek.. ale na następny raz postaram się bardziej :) wykładamy na blachę i pieczemy na oko.. 5-7 min może ciut dłużej aż się lekko zrumienią. Studzimy na kratce :)
Możemy udekorować np. roztopioną gorzką czekoladą lub zjeść takie czyste do niedzielnej kawki :)









SMACZNEGO!!!

Na norweskim stole :)

Kolejny wpis którym chciałabym Wam przybliżyć troszkę norweskiej codzienności w której żyje. Dzisiaj postawiłam na temat spożywczy.. myślę że rozłożę go na kilka odrębnych postów w którym pokaże Wam co można znaleźć na półkach sklepowych w kraju Wikingów :) Dodatkowo wspomnę co nieco o tym co myślę o ich sposobie odżywiania.. myślę że niektórzy z Was mogą wyciągnąć niekiedy podobne wnioski jak ja.. Czy dieta Skandynawów jest faktycznie tak super mega zdrowa? O tym będziecie mogli się już wkrótce przekonać :)

Może zacznę od tego co jest powszechnie znane.. a mianowicie.. Norwedzy jedzą dużo ryb.. owszem to jest fakt.. wszystko za sprawą dużej dostępności i przeogromnego wyboru.. dorsze, łososie, makrele, śledzie (gotowe w słoikach dostaniemy tylko słodkie - niestety) a także owoce morza jak krewetki, małże czy kraby.. naprawdę jest w czym wybierać.. Następnie mięso.. drób i indyk nie są im obce ale sięgają bardzo często po wołowinę i baraninę rzadziej po wieprzowinę.. Poza tym także w większych sklepach dostaniemy mięso z renifera czy łosia.. którego osobiście jeszcze nie jadłam i jakoś nie spieszę się aby to uczynić..


Z warzywami jest u nich różnie.. wszystko zależy od pory roku.. i np. teraz na jesień bardzo znanym daniem które podaje się na wielu norweskich stołach jest tzw. får-i-kål czyli coś w rodzaju długo gotowanego gulaszu z tą różnicą że zazwyczaj z użyciem mięsa baraniego z dodatkiem kapusty.. jeśli chodzi o dodatki do mięs i ryb to wygrywają ziemniaki które podawane są pod każdą z możliwych postaci i grzyby.. Ciekawym dodatkiem jest też surkål czyli coś jak nasza kapusta kiszona z tym że bardziej słodka. Swoją drogą wszelkiego rodzaju przetwory jak np. ogórki czy buraczki są mocno dosładzane.


Kuchnia norweska jest bardzo prosta.. z tego co zauważyłam podstawowe przyprawy w norweskiej kuchni to sól i pieprz.. wracając do ryb.. z dorsza powstaje wiele gotowych wyrobów jak fiskeboller czyli klopsiki rybne (nie jadłam), fiskepudding (na sam wygląd nie jadłam) i fiskekaker (też nie jadłam) czyli smażone kotlety rybne.. z tego co słyszałam wśród Polaków mają swoich zwolenników.. ja jednak jakoś do tej pory nie mogę się do nich przekonać..



Parówki tak jak i na całym świecie są również dostępne w Norwegii.. myślę nawet że powinny znaleźć się na samym początku tego wpisu ponieważ zaraz po gotowej pizzy Grandiosa która jest narodowym daniem Norwegii są uwielbiane przez tutejszych ludzi.. gotowane, pieczone, smażone, grube, cienkie, krótkie, długie, z kurczaka, z indyka, wieprzowe.. na grilla w lecie, na święta Bożego Narodzenia.. zawsze jest odpowiednia pora na to by się o nie pokusić.. o dziwo parówki te mają naprawdę znośny skład.. nie to co niektóre w Polsce :/




Przechodząc od zdrowych ryb, owoców i warzyw zatrzymajmy się przy gotowych produktach. Jest ich naprawdę bardzoooo dużo.. w sklepach możemy dostać gotowe całe dania z ziemniakami i warzywami włącznie.. wystarczy podgrzać i gotowe.. jak wyżej wspominałam o pizzy nie żartowałam stwierdzając że Grandiosa to potrawa narodowa.. z różnymi dodatkami, na bardzo specyficznym cieście które nie każdemu przypadnie do gustu.. gdy Norweg zaprasza Cię na obiad bardzo często możesz liczyć właśnie na ten krążek.. Jedzą bardzo dużo gotowej pizzy, gotowych dań, fast foodów.. myślę że jest to też spowodowane tym że na przełomie lat pojawiło się tutaj bardzo dużo nowych miejsc prowadzonych przez obcokrajowców którzy serwują tego typu jedzenie..

Poza pizzą bardzo często na norweskich stołach pojawia się taco.. zazwyczaj w piątek który nazywany jest tutaj tacodagen (dzień taco). Meksykańska kuchnia tak przypasowała Norwegom że na sklepowych półkach dostaniemy wszystko co potrzebne do jego skomponowania.


Z nabiału warto wspomnieć o serze typowo norweskim brunost czyli w wolnym tłumaczeniu brązowy ser. Ma słodki, karmelowy smak. Geitost to 100 % kozi ser brązowy wytwarzany z serwatki z dodatkiem mleka i/lub śmietany. Można go dostać w formie kostki lub smarowidła (Prim). Najpopularniejszy brunost to jednak Gudbrandsdalost do którego używa się serwatki i mleka krowiego plus mleko kozie.



Jeśli chodzi o pieczywo uwielbiają każdy rodzaj chrupkiego pieczywa typu WASA. Knekkebrød bo tak się tutaj nazywa jest bardzo popularny i jedzony w ogromnych ilościach. A co najfajniejsze jest bardzo prosty do zrobienia w domu i napewno w końcu wypróbuje ten przepis.
Bardzo ciekawy może Wam się również wydać polarbrød czyli chleb polarny który bardzo przypadł mi do gustu. Jest to chlebek mrożony tuz po wypieczeniu i rozmrażany zaraz przed wyłożeniem na sklepowe półki co ma nam zagwarantować że produkt jest świeży i bez konserwantów. Metoda pochodzi ze Szwecji i zawędrowała również do Norwegii. Można dostać krążki z różnego rodzaju mąk.. od pszennej przez orkiszową na żytniej kończąc.





Myślę że warto wspomnieć również o jednym z alkoholi a mianowicie Aquavit który jest narodowym napojem wyskokowym Norwegii.. Bardzo specyficzny smak.. i dosyć wysoko procentowy.. powyżej 40 %.. Jego nazwa wywodzi się od łacińskiego "aqua vitae" co znaczy woda życia..Produkowany jest z ziemniaków z dodatkiem przypraw takich jak cynamon, koper włoski, anyż, kminek, kolendra oraz skórki owoców cytrusowych.. Piłam raz i z tego co pamiętam :) bardzo mi smakowało :) W Norwegii Aquavit powinien być pity z należytym szacunkiem, odpowiednio mocno schłodzony w kieliszkach .. i z odpowiednim toastem Skål !!!

Ze słodkości natomiast warto wspomnieć o riskrem czyli mieszance ryżu i śmietanki obowiązkowo polanym ciemnym sosem owocowym np. jagodowym.
Risgrøt  to coś bardzo podobnego z tą różnicą że jest to pudding ryżowy na mleku podawany z cynamonem. Z tych dwóch zdecydowanie wolę ten drugi :) napewno jest mniej kaloryczny :)
Specyficzną odmianą owsianki jest rømmegrøt. Przyrządzona z kwaśnej śmietany, podawana z masłem, cukrem i cynamonem.
Norwedzy lubią także gofry (vafler). W sklepach dostaniemy gotowe mieszanki. Najczęściej podawane są z dżemem, śmietaną i brązowym serem.



Popularne są także lefse czyli tradycyjne norweskie naleśniki robione na bazie gotowanych ziemniaków. Najczęściej w sklepach można dostać gotowe podawane z masłem, cukrem i cynamonem. W ogóle zauważyłam że Norwedzy uwielbiają tą przyprawę.. dodają ją wszędzie gdzie się tylko da.. Niektórzy porównują lefse do pieczywa lub placków. Jadłam je i powiem Wam że jak dla mnie bez rewelacji ale wszystko zależy od preferencji smakowych.



Natomiast ze słodkości bardzo przypasowały mi ich boller czyli drożdżowe bułeczki. Lekko słodkie z dodatkiem kardamonu. Najczęściej dostępne w 3 wariantach.. z rodzynkami, z czekoladą lub zwykłe bez niczego.. Powiem Wam że niby zwykła bułeczka ale ostatnio gdy moja siostra odwiedzała mnie w wakacje nie mogła się im oprzeć i wzięła ze sobą zapas do Polski :)


Kolejnym fenomenem wśród norweskich słodyczy jest wafelek Kvikk Lunsj. Wyglądem przypomina troszkę naszego Kit Kata.. Oblany czekoladą z nadzieniem kakaowym jest łatwy do łamania na mniejsze kawałki :) Według Norwegów idealna na piesze wycieczki do lasu :) Ponoć rocznie Norwegowie zjadają ich 50 milionów.. Najbardziej popoularny jest w okresie świąt Wielkanocnych.


I na koniec dosyć specyficzny wyrób który napewno definitywnie więcej nie zagości w moim koszyku zakupowym.. kupiłam raz, spróbowałam i było to o jeden raz za dużo.. mowa o lukrecji.. o czarnych słodyczach.. smak ciężki do opisania.. blehhh.. Dodatkowo lukrecjowe cukierki możemy podzielić na takie które już w ogóle według mnie nie powinny być sprzedawane.. Salmiakki to tzw. słona lukrecja z dodatkiem chlorku amonu który powoduje że po włożeniu takiego cuksa do buzi czujemy nieprzyjemne jak dla mnie pieczenie.. słony i cierpki smak razem powoduje że dziwię się tutejszym ludziom którzy bez żadnego skrzywienia się nimi delektują..


O tradycyjnych potrawach norweskich wspomnę jeszcze przy okazji Świąt Bożego Narodzenia żeby po prostu nie przedłużać tego wpisu :)

A czy wy mieliście kiedyś okazje spróbować jakiegoś smakołyku ze Skandynawii? A może również tam mieszkacie i coś byście tutaj dodali?

POZDRAWIAM :)