poniedziałek, 10 listopada 2014

Moja redukcja, jak to wyglądało i jak to ogarnęłam.

Prosiliście mnie ostatnio o to czy mogłabym napisać jak wyglądała moja redukcja, kto mi pomagał to ogarnąć i ogólnie kilka informacji na temat tego jak to było.
Po pierwsze chciałabym zaznaczyć że okres mojej redukcji już dawno minął i w ogóle się zastanawiam czy kiedykolwiek to była taka prawdziwa redukcja jak to się o tym wszędzie pisze.
Zaczynałam jak każda z Was z totalną niewiedzą na temat jedzenia, kiedy co i jak. Głównie wzorowałam się na tym co mówiła Ewa. Po prostu któregoś dnia włączyłam jej SKALPEL, dotrwałam do 20 minuty (ledwo dałam radę :) i powtarzałam tę czynność każdego dnia z tym że każdego szło mi coraz lepiej :)
Jak było z jedzeniem?
Przede wszystkim wyeliminowałam białe pieczywo, słodycze, fast foody, słodkie napoje a zwiększyłam ilość zjadanych warzyw i owoców.. tak właśnie OWOCÓW bo wtedy jeszcze nie wiedziałam że na redukcji powinno się je ograniczać. Mimo to waga zaczęła spadać, ciało zaczęło wyglądać coraz lepiej a moja samoocena zaczęła wędrować ku górze. Zaczęłam jeść regularnie co 3 godziny 5 posiłków dziennie, na kolacje nie jadłam węglowodanów i piłam dużo wody. Zaznaczę że miałam trochę do zrzucenia i przypuszczam że nawet mimo tego że jadłam owoce waga malała.
Jak wiadomo w pewnym momencie przychodzi zastój. I właśnie wtedy zaczęłam bardziej interesować się tym co wkładam na swój talerz. Na Facebooku powstała grupa POGOTOWIE DIETETYCZNO-TRENINGOWE i to właśnie tam dzięki pomocy niektórych osób nauczyłam się co nieco o komponowaniu posiłków. W końcu wiedziałam o co biega z tymi tłuszczami, białkami i węglowodanami.
I chyba właśnie wtedy stwierdziłam że potrzebuje redukcji. Zaczęło się liczenie BTW.
Teraz wiem że "moja redukcja" nie była przeprowadzona prawidłowo i przede wszystkim za długo. Oczywiście nikogo za to nie winię jedynie siebie że nic z tym wtedy nie zrobiłam. Za bardzo obcinałam węglę i tłuszcze a spożywałam ogromne ilości białka. Moje samopoczucie z dnia na dzień było coraz gorsze, pojawiły się wyrzuty sumienia w chwili gdy zjadłam jabłko, bo do tej pory jadłam owoce a gdy musiałam z nich zrezygnować nie ukrywam byłam niepocieszona. Robiłam wszystko to co pisano na wspomnianej wyżej grupie, dosłownie wszystko..zaczęłam głupieć..waga dalej uciekała wraz z moim dobrym nastrojem.. W pewnej chwili nastąpił kolejny zastój a nawet powiedziałabym że zaczęłam się cofać..zaznaczę że dodatkowo bardzo dużo ćwiczyłam, naprawdę dużo.. zdarzało się że 6 dni w tygodniu wykonywałam treningi siłowe na zmianę z interwalami.. chodziłam coraz bardziej sfrustrowana, zła na wszystkich za to że nic mi się nie udaje.. znikła gdzieś moja początkowa radość, dążyłam do kraty na brzuchu i bardzo odtłuszczonej sylwetki. W tamtym okresie spożywałam 30-40 g tłuszczów dziennie. Sama się sobie dziwię że dałam radę.. ja wielbicielka łososia i masła orzechowego..
Bardzo pilnowałam rozkładu makro, godzin posiłków i treningów i po drodze zapomniałam po co tak naprawdę zaczęłam zaczęłam to wszystko i jak to było na początku..
Taka właśnie była moja redukcja.. nieprzemyślana, niezdrowa choć skuteczna. Jak udało mi się z tego wyjść? Przede wszystkim usunęłam się z grupy POGOTOWIA, wprowadziłam więcej dni restu, przestałam słuchać rad wszystkich ludzi i zaczęłam obserwować swoje ciało a co najważniejsze zwiększyłam ilość spożywanego jedzenia. Kiedy udało mi się całkowicie odejść od makro? Trochę czasu mi to zajęło ale było warto bo teraz czuję się szczęśliwa w swoim ciele, nie mam wyrzutów sumienia gdy zjem 10 g tłuszczów więcej, ćwiczę kiedy chcę i co chcę, jeśli mam ochotę na jabłko o godzinie 17 to je po prostu jem :)
W chwili gdy zaczęłam więcej jeść moja waga ponownie ruszyła powiedziałabym nawet że zaczęła spadać na łeb na szyję i pierwszy raz w życiu chciałam żeby w końcu przestała.. najmniej ile ważyłam przy wzroście 179 cm to 64 kg. Teraz nie wiem dokładnie ile bo nie ważyłam się już z 2 lub 3 miesiące. Przestałam się przejmować tymi cyferkami które bardzo długo spędzały mi sen z powiek. Mam w domu lustro i męża i widzę że moje ciało się zmienia i w końcu mogę powiedzieć że podoba mi się to co osiągnęłam.
Na pewno wyciągnęłam naukę z "mojej redukcji. Jaką? Taką że należy znaleźć równowagę we wszystkim, nie być dla siebie zbyt ostrym, słuchać swojego ciała a nie innych, nie głodzić się, znaleźć czas na sport ale i na odpoczynek a co najważniejsze nie traktować jedzenia jak matematyki.
Dla tych co zaczynają może wydawać się że redukcja to coś strasznego i trzeba sobie wszystkiego odmawiać a według mnie to wszystko zależy od tego jak na to spojrzeć. Wystarczy zmienić swoje nawyki żywieniowe, wyeliminować śmieciowe jedzenie, zacząć uprawiać jakiś sport a efekty na pewno przyjdą.
Także jeśli nie jesteś zawodowcem głowa do góry ty również możesz dobrze wyglądać i czuć się w swoim ciele bez potrzeby liczenia każdego grama jedzenia :)
Pozdrawiam!

17 komentarzy:

  1. Dla mnie jedzenie nie wygląda jak jedzenie,a jak ilość BTW, kiedyś już gdzieś pisałaś o tym,że poprostu należy powiedzieć sobie "stop", ale mi w głowie siedzi myśl,że całe moje starania pójdą na marne jak pozwolę sobie zjeść owoc pod koniec dnia,a cały dzień się pilnowałam...Jak udało się Tobie patrzeć na jedzenie jak na paliwo dla organizmu,a nie jak na cyferki? Silna wola? Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam po prostu dość tego stanu.. stanu ciągłej złości, frustracji, niemocy.. moi bliscy nawet zauważyli że coś jest nie tak..nie miałam dla nich czasu..liczyło się tylko to żebym cały czas obliczała makro, i ćwiczyła.. tak naprawdę ciężko mi powiedzieć dokłądnie co przeważyło szalę..ale nagle powiedziałam dość.. i wogóle tego nie żałuję..warto zastanowić się co jest dla nas ważne i czy chcemy całe życie patrzeć na jedzenia jak na wroga.. :) Myślę że i Tobie się w końcu uda, przyjdzie taka chwila w któej poczujesz że to już czas na zmiany :)

      Usuń
  2. Jakbym czytała swojego posta :) Też najpierw była zwykła dieta na wyczucie, potem niebotyczne wysiłki, obcięcie drastycznie kalorii i zjadanie ogromu białka. Waga w dół - wychudzenie - brak energii. Potem zrezygnowałam z aktywności, ale ciężko było mi zrezygnować z obsesyjnego liczenia kalorii, ważenia produktów. Dziś choć już jest lepiej (lepsze samopoczucie, +2kg i brak obsesji) to wciąż zdarzają mi się dni, gdy karzę siebie za robiąc sobie następnego dnia głodówkę, to silniejsze ode mnie. Walczę, ale nie chcę też przytyć. Wróciłam do ćwiczeń, ale ćwiczę tylko gdy tego potrzebuję, a nie dlatego, że tak postanowiłam.
    Pozdrawiam i cieszę się Twojego "wyjścia" z tej głupiej niezdrowej diety,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i gratuluję że i Tobie udało się wyjść z tego dziwnego stanu któy niestety ogarnia wiele dziewczyn chcących zgubić co nie co.. :)

      Usuń
  3. Mnie znowu gubią słodycze. Jestem uzależniona i wiem tym doskonale, Niestety mając w domu meża, któremu wszystko idzie chyba w komórki mózgowe oraz dzieci, ciężko pozbyć się słodyczy z domu, a jak wiem, ze gdziekolwiek są, to zawsze znajdę jakąś wymówkę, żeby zjeść:( Już mi się płakać chce, bo o ile odżywiamy sie bardzo zdrowo, biegam po 8-10 km 3xtyg, to wiem ,ze cukier zaprzepaszcza moje starania, a mój mąż jest beznadziejnie słodkożerny i nie umiem z tym sobie poradzić. Czasem mam lepsze dni kiedy w ogóle nie myślę o słodkim, ale to max 7-10 dni w mies, a reszta , porażka.I jak cały dzień spoko daje radę bez, tak wieczorem jest masakra. Cóz z tym zrobić? Podziwiam Cie odkąd Cię "odkryłam" na Fitjedzonku i myślę o Twoich osiągnięciach zawsze gdy mam chwile zwątpienia, czasem pomaga :) pozdrawiam Marzena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że mogłabyś sobie z tym poradzić..w sensie z uzależnieniem od słodkiego ale na pewno wymagałoby to czasu i choć trochę samozaparcia :) przede wszystkim cukier jest bardzo uzależniający ale wystarczy miesiąc bez niego i powinno pomóc..dla mnie własnie pierwszy miesiąc bez słodkiego był najgorszy ale teraz w ogóle nie mam ochoty na kupne słodycze..sama robię zdrowe ciasta, ciastka i wierz mi ze są pyszne..zamień cukier na ksylitol i będzie ok :D z czasem nie będziesz już potrzebować tak smaku słodkiego :) dziękuję bardzo za miłe słowa wiele dla mnie znaczą i trzymam za ciebie kciuki :) jeśli będziesz kiedyś chciała pisz śmiało na e maila :)

      Usuń
  4. Super post i bardzo się cieszę, że to wszystko zrozumiałaś, oby coraz więcej było takich ludzi !:)
    I super, że się nie ważysz, to mi się podoba:)

    Zapraszam do mnie na przepis na fit czekoladowe muffinki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. też kiedyś patrzyłam na jedzenie jak na cyferki, na szczęście przeszło mi to i teraz potrafię czerpać radość z jedzenia bez liczenia czegokolwiek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to o to chodzi włąsnie żeby jedzenie było przyjemnością :) gratuluję :D

      Usuń
  6. zmiana nawykow zywieniowych wystarczy dla uzyskanie pieknego efektu nie zawsze musimy liczyc kalorie czy makrosy... szczegolnie jesli zalezy nam na fit sylwetce a nie startowej :D a ty wygladasz super fit :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci bardzo kochana za tak miłe słowa :) od takiej laski to prawdziwy komplement :)

      Usuń
  7. Co do słodkich napojów to właśnie próbuję sobie przypomnieć kiedy ostatnio jakiś piłam... I pewnie piłam, ale to jest tak rzadkie zjawisko, że na co dzień się nie zdarza. Moimi głównymi napojami są zielona herbata i woda niegazowana :). I naprawdę rzadko kiedy odczuwam potrzebę sięgania po cokolwiek innego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super gratuluję :) bardzo zdrowy nawyk i na pewno wyjdzie Ci na dobre:)

      Usuń
  8. A pilnujesz tego, aby każdy posiłek zawierał białko węgle i tłuszcze? Nawet jeśli chodziłoby o np dogryzienie do owsianki jajka w celu uzupełnienia białka?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej w każdym posiłku mam każdy z makroskładników i w sumie nie muszę tego pilnować jakoś samo tak przychodzi naturalnie :)

      Usuń
  9. Jakbym czytała siebie. Właśnie byłam na redukcji,chciałam ją prowadzić przez wakacje by nie zaprzepaścić efektów,niestety...wyjechałam na 3 m-ce na praktyki i pilnowalam diety.ale coraz częściej zaczęły się kompulsy i te sprawy..napisałam do gościa.który mnie prowadzi z pytaniem ''co mam teraz zrobić?'' odpisał żebym zrobiła tygodniowego cheat'a po czym wróciła do czystej michy. Potem usiadłam i się zastanawiałam.czy do końca życia chce być niewolnica makro i wagi kuchennej.bo kiedyś zaczynałam jak każda.chudłam,zastój,ponowne szukanie informacji aż skończyło się na wyliczaniu makro i kompulsach.,bo to co działało kiedyś-zdrowy styl życia Juz na mnie nie działało jeśli chciałam stracić wagę.boję się,że jeśli wrócę do zdrowego stylu życia to nie zrzucę tych 5-6 kg... Co mam robić? Jeśli możesz napisz na e-mail miklaszewska2605@gmail.com :-)

    OdpowiedzUsuń