poniedziałek, 6 października 2014

Co z tą kalorycznością moich posiłków? Czy boję się tłuszczu i węglowodanów??

Rozumiem że niektórzy  z Was liczą kaloryczność posiłków bardzo skrupulatnie..sama jeszcze jakiś czas temu tak robiłam.. ale skończyłam z tym.. dlaczego??
Jedzenie to nie matematyka.. zdrowe jedzenie ma być stylem życia i przyjemnością.. Czy byłam szczęśliwa gdy liczyłam każdy gram jedzenia, każdą malinkę czy jagodę? Nie bardzo.. może na początku to było dla mnie dobre, wprowadziło mi jakąś dyscyplinę w tym co jadłam i jak.. nauczyłam się komponować posiłki, dobierać produkty, poznałam zasady jak i kiedy powinno się jeść, w jakich ilościach itd. Z upływem czasu zaczęło to jak wiecie przeradzać się w obsesję.. Był moment w moim odżywianiu że spożywałam około 1500 kcal.. a zaznaczę że mam 179 cm wzrostu i ćwiczyłam wtedy około 5 razy w tygodniu.. także sami widzicie.. wtedy liczyłam także rozkład makro.. i tutaj też nie wyglądało to kolorowo.. W- 120 g, T-40, B- bardzo dużo...
Ale cóż człowiek uczy się na własnych błędach..
Skończyłam z liczeniem czegokolwiek.. bo ani nie jestem zawodowcem, nie planuje startu w zawodach więc po co mi to.. odżywiam się zdrowo i staram się dostarczać swojemu organizmowi wszystkich cennych składników i witamin :D Obserwuję się.. jeśli widzę że np. w ciągu dnia cały czas chodzę głodna to znaczy że może zjadłam za mało węglowodanów lub tłuszczy i po prostu je zwiększam.. w dni gdy mam trening staram się jeść troszkę więcej białka.. ale wszystko robię na wyczucie, nie siedzę w kalkulatorach, tabelkach i programach do układania menu..
Dostałam dużo pytań o to ile moje przykładowe śniadanie lub obiad mogą mieć kalorii, część z Was prosiła mnie czy mogłabym podawać ich kaloryczność i makro.. Co do pierwszego pytania to cóż nie wiem dokładnie ile moje posiłki maja kalorii, ale kiedyś z ciekawości specjalnie dla Was policzyłam sobie i wyszło mi że najwięcej kalorii spożywam na śniadanie a najmniej na kolację czyli według mnie poprawnie.. dziennie spożywam około 2000 kcal.. może więcej.. czasem moje śniadanie ma nawet 700 kcal ale nie przeszkadza mi to.. prowadzę aktywny tryb życia i mój organizm potrzebuje paliwa do działania :D Co do podawania wam makro.. z jednej strony chciałabym to robić a z drugiej nie chce znów się w to bawić..
Wiem jedno.. że nigdy nie chciałabym wrócić do tego co spowodowało że byłam bliska obsesji.. baa.. myślę że miałam obsesję ale udało mi się z tego jakoś wybrnąć.. Jeśli ktoś czuje się lepiej z tym że liczy kalorie bo ma wtedy poczucie że kontroluje ile je.. czy za dużo czy za mało.. ok rozumiem to sama wychodziłam z takiego założenia.. ale trzeba kontrolować to.. kontrolować żeby z niewinnego podliczania nie przerodziło się w chore wyliczanie ziarenka ryżu..
Nie jesteśmy robotami, nie jesteśmy zaprogramowani jak maszyny aby co dzień wykonywać te same czynności z dokładną precyzją.. każdy dzień jest inny.. jednego mamy ochotę zjeść to innego tamto.. jednego jesteśmy bardziej głodni, innego mniej..
Nauczmy się słuchać swojego organizmu a wyjdzie to nam na dobre.. :D
A jak to u mnie jest z tłuszczami? Po pierwsze mówimy tu o tych zdrowych pochodzących z orzechów, nasion, ryb a także jaj i nabiału.. po drugie już się go nie boje.. :D i wiem że to nie od nich wyglądałam jak wyglądałam..moim podstawowym błędem była po prostu niewiedza.. i lenistwo..czyste lenistwo.. wolałam pójść do sklepu kupić gotowe danie pełne tego wszystkiego czego teraz unikam i zjeść niż poświęcić dosłownie 30 minut na przygotowanie pysznego zdrowego obiadu w domu..
Był etap gdy spożywałam skrajnie mało tłuszczów.. czasem było to nawet 30 g.. masakra.. chodziłam zła, i często byłam głodna.. wiadomo że nam kobietom tłuszcz jest potrzebny.. zaczęły pojawiać się problemy z miesiączką i to własnie wtedy postanowiła że koniec z obcinaniem tłuszczy.. w końcu zaczęłam jeść awokado, mojego ukochanego łososia i masełko orzechowe :D Myślę że ograniczałam je dlatego że ubzdurałam sobie że muszę mieć bardzo niski poziom tłuszczu w organizmie żeby wyglądać fajnie.. ale zrozumiałam że to nie 6-pak na brzuchu jest ważny tylko zdrowie :D teraz bez wyrzutów jem moje ulubione zdrowe produkty :D


A co z węglowodanami?
Tutaj historia była bardzo podobna.. ograniczenia, ograniczenia i jeszcze raz ograniczenia.. zdarzało się ze miałam zaledwie dziennie ok. 110-120 g.. liczyłam wszystko.. nawet warzywa.. a węglowodany znajdowały się u mnie wyłącznie w 3 posiłkach na 5. Ale skoro moje ciało się zmieniło twierdziłam że tak powinno być.. dopiero z chwilą zwiększenia i tłuszczy i węglowodanów dotarło do mnie że wyglądam o wiele lepiej gdy jem ich więcej..


Długo zeszło mi nim odnalazłam właściwy dla siebie sposób odżywiania.. ale uważam że było warto.. po drodze było kilka trudności ale jakoś udało mi się wyciągnąć z tego właściwe wnioski.. nie głodzę się , jem to co lubię i jedzenie teraz nie jest już dla mnie przykrym obowiązkiem tylko przyjemnością :D
Wam polecam to samo. Jedzcie to co działa a Was najlepiej i nie wzorujcie się kimś inny bo każdy z nas ma inne cele :D

4 komentarze:

  1. u mnie tez teraz 2000 :) oczywiscie 200g wegli nie liczac warzyw :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wyglądasz super :D oglądam fotki :D laseczka z Ciebie że hoho :D

      Usuń
  2. Ada wygladasz super! Bardzo madre podejscie, sama przechodzilam dokladnie przez to samo... mysle, ze wiekszosc dziewczyn, ktore zaczynaja przygode z treningami maja cos takiego na swoim koncie, taka obsesje. Najwazniejsze, zesmy z tego wyszly obronna reka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :D miło mi to od Ciebie słyszeć :D szkoda trochę że dużo dziewczyn żyję z taką obsesja i nic z tym nie robią.. a ona powoli niszczy ich życie, zdrowie i relacje z ludźmi.. chciałabym bardzo pomóc wszystkim tym dziewczynom ale wiem że nie dam rady..

      Usuń