środa, 3 września 2014

Moja historia i o motywacji słów kilka :D

Motywacja, mówiąc najprościej, to stan gotowości do podjęcia działań, które z pewnych względów są dla Nas istotne. Jest siłą, która napędza Nas do osiągania celów i pokonywania trudności.



Co mnie zmotywowało do zmiany swojego dotychczasowego stylu życia? Co mnie motywuje nadal?
Hmmm... Ciężko mi dziś powiedzieć co tak naprawdę sprawiło, że ruszyłam się z kanapy.. to był po prostu impuls, chciałam coś w końcu zmienić w swoim życiu, chciałam poczuć się dobrze w swoim ciele, sama ze sobą. Pewnie jak większość kobiet.. Presja otoczenia jest duża, pogoń za idealną sylwetką, dyskryminowanie osób z nadwagą.

Niestety takie mamy czasy.. z każdej strony patrzą na nas szczupłe i wysportowane kobiety, i nie mówię tutaj o rozmiarze 0, bo to już dla mnie nie jest kobiece. Choć kiedyś dążyłam i do tego. Ale w porę zdałam sobie sprawę z tego że a) jest to nie zdrowe i b) nie osiągalne przy moim wzroście (180 cm).
Na początku chciałam po prostu schudnąć, zrzucić parę kilo, poprawić stan swojego zdrowia, odzyskać energię do życia, bo ta gdzieś zanikła prawdopodobnie przez to czym się żywiłam. Ciągłe problemy z koncentracją, skórą, ospałość, bóle głowy i brak energii.
Moją motywacją była wtedy Ewa Chodakowska bo to od niej zaczęła się moja przygoda. Jej codzienne cytaty żeby się nie poddawać i dążyć uparcie do celu dawały rade i motywowały mnie dzień w dzień. Dzień w dzień. Chciałam koniecznie mieć smukłe i wysportowane ciało jak ona.

Nagle z dnia na dzień moje myślenie się zmieniło i zapragnęłam wręcz kulturystycznej sylwetki. Hasła EAT CLEAN, TRAIN HARD.. to były wtedy moje hasła przewodnie.. niski poziom tkanki tłuszczowej, bardzo widoczny sześciopak na brzuchu, tyłek jak skała, nogi z zarysowanym każdym mięśniem, biceps i barki prawie jak u faceta..
Pewnie każda z Was zna ZUZKE, Belle Falconi czi Lisa Marie z BodyRock :D to właśnie ich sylwetki były wtedy dla mnie motywacją :D
 
 

 


Uważałam, że każda kobieta powinna tak wyglądać jak one. I że jest to kobiece. I że MUSZĘ tak wyglądać. Dlatego katowałam się ćwiczeniami które nie sprawiały mi radości, jadłam cały czas kurczaka z ryżem, moja kuchnia była bardzo monotonna, a co najważniejsze ku mojemu wielkiemu zdziwieniu i frustracji przestało mnie to wszystko cieszyć. Zmuszałam się do treningów, byłam nie miła dla mojego otoczenia, szybko wpadałam w złość.
Odkąd zaczęłam ćwiczyć 1 września po około 10 miesiącach ciągłych ćwiczeń bez większego odpoczynku zadałam sobie po raz pierwszy pytania : Po co mi to?? Czy tak ma wyglądać całe moje życie? Czy ma być ono przepełnione frustracją i złością ? Czy całe życie mam porównywać się do innych i zwracać uwagę na to co ktoś powie? Czy muszę stawiać sobie coraz wyżej poprzeczkę bo wszyscy tak robią??
Masa pytań kłębiła mi się w głowie.. Nadszedł czas wakacji.. i wtedy postanowiłam dzięki rozmowie z moim mężem i znajomymi, że muszę coś zmienić. Wyjechałam do Polski, zrobiłam sobie DŁUGIIIII rest (około 1,5 miesiąca), w końcu wyluzowałam, przemyślałam wiele spraw, zastanowiłam się nad swoim życiem. Wróciłam myślami do początku mojej drogi i przypomniałam sobie co wtedy było moim celem.
Po powrocie miałam już wszystko poukładane w głowie i wiedziałam czego chce i co od teraz będzie moją motywacją :D




Teraz wiem, że nie warto porównywać się z innymi i robić tego co robią inni. Należy realizować swoje cele. Ja doceniłam to co osiągnęłam. I to jak wyglądam obecnie. Nie dążę już do kraty na brzuchu, ani atletycznej sylwetki, chcę być zdrowym i szczęśliwym człowiekiem pełnym energii i robiącym to co lubi i co chce. Teraz stawiam sobie osiągalne cele, i chcę je realizować. Mam masę pomysłów i chciałbym je zrealizować. Mogę powiedzieć że moje myślenie wróciło na odpowiednie ( zdrowe) tory. Podoba mi się to ja wyglądam, moje zdrowie uległo poprawie, mam więcej energii, smakuj mi moja kuchnia, ćwiczę wtedy kiedy chcę i co lubię  najbardziej. I dzięki temu kocham sport i sposób życia jaki wybrałam. Nie czuje już presji jak czułam wcześniej. Ważne jest to co ja chcę.
Znajduję czas dla rodziny, i nie spędzam całego dnia na siłowni bo tak trzeba.. Trzeba znaleźć swoją drogę w życiu i się nią kierować, a przed wszystkim nie stawiać sobie za wysoko poprzeczki bo nie na tym to polega.
Jestem na etapie w życiu kiedy mogę powiedzieć że naprawdę dobrze czuję się w swoim ciele i podoba mi się to co widzę w lustrze :D wiadomo wygląd w naszych czasach jest ważny, ale moim zdaniem ważniejsze jest to co ma się w głowie i jakim się jest człowiekiem dla innych ludzi :D

P.S Odnośnie tego jaka sylwetka mi się teraz podoba, zaznaczam PODOBA a nie do jakiej dąże to sylwetka Emily Skye :D uważam że jest bardzo kobieca :D





Ale się rozpisałam.. Słowa same wpadały do mojej głowy.. jeśli choć kilkoro z Was dotrwało do końca tego posta dziękuję za poświęcony na to czas :D
                                

                                              A co was motywuje? Do czego dążycie???

7 komentarzy:

  1. Ada dziękuję Ci że stworzyłaś tego bloga jest ona naprawde najlepszym blogiem jaki do tej pory czytałam. Nie jest "przerysowany", jest PRAWDZIWY !!!!. Mówisz tak jak jest i jak powinno byc przez co nie wpędzasz w opsesje.... Pozdrawiam cieplutko i trzymam za Ciebie kciuki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to słyszeć :) dużo to dla mnien znaczy..zakładając tego bloga miałam nadzieję że bede mieć choć kilku czytelników..i że pokaże wszystkim że można żyć FIT i zdrowo bez obsesji :)

      Usuń
  2. Też już przestałam obsesyjnie myśleć o idealnej sylwetce. Też po 10 mc walki ;) może to jakiś próg wytrzymałości naszej psychiki? Teraz staram się zdrowo jeść i trenować kiedy mam na to ochotę a nie na siłę. Dużo już osoągnęłam. Wiem, ze mogę więcej ale nie na siłę. Małymi kroczkami do celu bez katowania się bez spiny :) Pozdrawiam Fajny blog stworzyłaś :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki raz jeszcze :) gratuluje sukcesu i zmiany sposobu myślenia na zdrowszy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja polecam tą stronę http://jakchlopakapoderwac.pl

    OdpowiedzUsuń