wtorek, 29 listopada 2016

"Obudź w sobie wojownika" Konrad Gaca - recenzja książki.

Ostatnio w moje ręce trafiła książka w rodzaju takich po które szczerze nigdy nie sięgałam. postanowiłam jednak że tym razem spróbuje. Moja motywacja w ostatnim czasie jest dosyć chwiejna więc z książką tą wiązałam pewnego rodzaju nadzieje..


Kim w ogóle jest Pan Konrad?
To specjalista ds. leczenia otyłości i motywator, który na podstawie swoich doświadczeń życiowych i przeżyć swoich pacjentów opisał autorską metodę motywacji i osiągania sukcesów na każdym polu, a także stworzył autorską metodę odchudzania GACA SYSTEM, dzięki której zmienił życie tysięcy Polaków. Poza tą pozycją jest także autorem książek : "Moje odchudzanie", "Kuchnia Fit" i "Kuchnia Fit 2".


Jak już wspominałam na początku książki tego typu jakoś nigdy mnie do siebie nie przekonywały ponieważ zazwyczaj każda z nich powielała wcześniej utarte regułki.. książka ta natomiast jest pisana między innymi przez innych ludzi, którzy borykali się z wagą, zdrowiem i innymi problemami życiowymi o których opowiadają na stronach tej lektury i przez to opowieść ta staje się bardziej wiarygodna. Sam autor na początku opisuje swoją historię i pokazuje że jego życie nie zawsze było kolorowe i niejednokrotnie miał w życiu pod górkę, ale co najważniejsze odnalazł siły aby poradzić sobie z tymi przeciwnościami.
Co przykuło moją uwagę to napewno przepisy które zawsze inspirują mnie do kolejnych eksperymentów w kuchni. A kto jeszcze nie wie uwielbiam jeść i próbować nowych potraw :)


Pan Konrad skupia się w swojej książce na aspekcie psychicznym odchudzania co według mnie w całej tej wędrówce jest najważniejsze a nieraz ludzie o tym zapominają.
Pozycja ta to istny zastrzyk motywacji i siły. Konrad Gaca prowadzi nas do obudzenia w sobie wojownika przez wszystkie konieczne na tej drodze etapy.. nie zapomina o niczym.. to nie jest tak że musimy tylko zdrowo się odżywiać i uprawiać aktywność fizyczną.. Pan Konrad pokazuje że są jeszcze inne bardzo ważne aspekty jak poczucie własnej wartości ,relacje z innymi ludźmi, ograniczanie i umiejętność panowania nas stresem, eliminacja nałogów czy po prostu najzwyklejsze ale pewnie dla wielu z nas najtrudniejsze POZYTYWNE MYŚLENIE :)
Cała książka to przewodnik krok po kroku jak zacząć lubić siebie i po prostu czuć się codziennie szczęśliwym człowiekiem :)


"Obudź w sobie wojownika" posiada na końcu kod który po zeskanowaniu telefonem przenosi nas na stronę internetową gdzie znajdziemy tematy o zdrowym odżywianiu, motywacji, aktywności fizycznej i zdrowym życiu :)


Polecam tą pozycję wszystkim tym którzy potrzebują porządnego kopa do działania. A ja już dziś wiem że chętnie sięgnęłabym po pozycje kulinarne Pana Gacy :)

Pozdrawiam Was gorąco :)

czwartek, 24 listopada 2016

Życie pisze dziwne scenariusze..

Zaskakujący, niezrozumiały, nieprzewidywalny a z drugiej strony w pewnym stopniu hmm oczywisty? Właśnie taki scenariusz był zarezerwowany dla mnie.. Tak chyba musiało być.. musiałam się sama przekonać, zobaczyć, doświadczyć.. wyciągnąć wnioski i przyznać sama przed sobą że się pomyliłam.. a to wbrew pozorom najtrudniejsza rzecz.. życie to ciągła lekcja i sprawdzian.. raz mamy racje, raz się mylimy.. Z każdej sytuacji można wyodrębnić plusy i minusy.. tak też zrobiłam w tym przypadku.
A o czym mowa?
O moim półrocznym (ponad) pobycie w Polsce. I o moim powrocie do kraju fiordów. Tak. To już postanowione.. i to jeszcze w tym roku.. Skąd ta nagła zmiana zdania? Ja która jeszcze pare miesięcy temu tak cieszyłam się z powrotu do kraju.. ja która zarzekałam się że są ważniejsze rzeczy.. i ja która uważałam że nasz kraj jest łatwym miejscem do życia i damy radę...
No cóż.. pewne rzeczy nadal się nie zmieniły.. nadal uważam że są rzeczy ważniejsze jak rodzina czy zdrowie.. ale czasami rzeczywistość zmusza nas do podjęcia innych kroków niż zamierzone.. Kwestia pieniędzy, kwestia życia i codziennych problemów miała znaczący wpływ na decyzję jaką podjęliśmy w ostatnim czasie..
Zbyt wiele lat przebywaliśmy za granicą i różnica tu a tam jest dla nas ciężka do przekroczenia.. może nie niewykonalna ale naprawdę trudna.. Nasz kraj wbrew temu co sobie wyobrażałam jest niestety taki jakim go widziałam w telewizji i jakim opisywali mi go znajomi i rodzina.. ja oczywiście jako uparciuch nie chciałam nikogo słuchać.. chciałam spróbować i już wszystko wiem.. Co innego jest przyjechać do Polski na wakacje a co innego jest w niej żyć na stałe.. Zresztą nie ma się co rozpisywać każdy wie jak jest.. Ciągła pogoń za wszystkim, trudności na każdy kroku.. porównując do Norwegii w której ludzie nigdzie się nie spieszą, są ciągle uśmiechnięci jest to znacząca różnica..
Co najważniejsze.. wracając teraz do Norwegii zmieniłam podejście.. podejście w moim przypadku jest bardzo ważne ponieważ to właśnie dzięki temu jakie miałam kilka miesięcy temu podjęłam decyzje o powrocie do kraju.. nie mogłam się odnaleźć, wiecznie mi coś nie pasowało, ciągle łapałam dołki emocjonalne.. każdy by w końcu nie wytrzymał.. dziś z biegiem czasu wiem już że sama sobie obrzydziłam ten skandynawski kraj.. oddzielałam Polska cacy - Norwegia beee... a tak naprawdę to od nas samych zależy czy będzie się nam dobrze żyło czy nie w danym miejscu.. podejście jest najważniejsze.. teraz to wiem..
Z pobytu w Polsce wyciągnęłam bardzo ważną lekcję i masę nowych doświadczeń.. które znacząco wpłynęły na moje myślenie.
Tak pewnie miało być i tak będzie.
Myślałam o tym aby po powrocie do Norwegii może zacząć nagrywać dla Was jakieś filmiki? Co wy na to?
Pozdrawiam Was bardzo gorąco :)

wtorek, 11 października 2016

Co ja w ogóle jem? jak zwykle garść przemyśleń..

Moja droga żywieniowa była długa i wyboista. Długo eksperymentowałam i szukałam dla siebie najlepszych opcji. Wydaje mi się że w końcu znalazłam tą właściwą. Zadacie pytanie czy jem zdrowo? Odpowiedź brzmi i tak i nie. Znalazłam złoty środek. Coś co dla mnie jest najlepsze. Przede wszystkim coś co działa dobrze na moją psychikę z jak najmniejszą szkodą jeśli chodzi o sylwetkę.
Owszem nie mam 6 czy 8 paka na brzuchu ani widocznych żyłek ale te 3-4 lata pokazały mi skutecznie że to nie dla mnie. W ogóle jeśli o to chodzi żeby była jasność.. jak byłam bardziej żylasta i na brzuchu rysowało się więcej mięśni niż teraz byłam z siebie dumna i  miałam ochotę na więcej.. niestety zazwyczaj bardzo szybko ta euforia się kończyła.. a ja zjadając pszenice lub tłuszcz wpadałam w panikę.. matko aż mi głupio teraz jak sobie przypomnę te czasy..


Całe szczęście ten dziwny okres mam już za sobą i mam nadzieję że więcej nie wpadnę w nic głupiego.. Na dzień dzisiejszy moja dieta w 60-70 % składa się z produktów uznanych za zdrowe a reszta to cóż :) raz mega, raz lajcikowo a raz hipermega niezdrowe rzeczy..
Wychodzę jednak z założenia że życie jest jedno i nie mam zamiaru odmawiać sobie rzeczy na które mam ochotę po prostu, których nie znam i chce poznać lub które mi smakują a za zdrowe nie uchodzą :)
Uwielbiam nabiał pod każdą postacią i dopóki mój organizm nie ma z tym problemu ja też :) serki wiejskie, twaróg zwykły  i moje ostatnie odkrycie twaróg wędzony są pyszne.. czasami pozwalam sobie na lidlowe i biedronkowe przysmaki jak kaszki i ryż na mleku które mogą uzależnić :) Jeśli mam ochotę na ser żółty to najczęściej na pizzy po którą też sięgam :)





W mojej lodówce nie może zabraknąć również jaj :) sięgam po nie codziennie głownie na śniadanie ponieważ to one najbardziej dają mi uczucie sytości rano :) i oczywiście zjadam CAŁE.. nie wyrzucam już żółtek. Nawet bym nie śmiała bo to one są najlepsze..


Nadal nie rezygnuję z płatków owsianych, kasz, ryżu czy pełnoziarnistego pieczywa :) Co nie zmienia faktu że w chwili wejścia do piekarni lub lidla jeśli mam ochotę sięgam po coś pszennego.. przyznaję się jestem wzrokowcem i nie zawsze czytam skład.. ale ciiiiiii :)zazwyczaj jednak na takie przyjemności pozwalam sobie raz lub dwa w tygodniu :)





Podobnie jest ze słodyczami.. kiedyś unikałam jak diabeł święconej wody.. teraz jeśli mam ochotę pozwolę sobie na czekoladę lub batonika.. jednak muszę wam się przyznać że smaki mi się zmieniły i jakoś do słodkiego nie ciągnie mnie tak często i napewno nie jestem czekoladoholiczką :) choć gorzką nie pogardzę.. moje ostatnie odkrycie gorzka z kokosem lub gorzka ze skórką pomarańczową.
Ale jeśli chodzi np. o orzechy i masło orzechowe no to niestety tu już przepadam na starcie.. uwielbiam i uwielbiać będę :) dodatkow nasiona chia, siemię lniane i wszystkie pestki czy nasiona są w mojej kuchni zawsze.






Jeśli chodzi o mięso i ryby tu też zaszła pewna zmiana.. jeszcze 3 lata temu myślałam że przez resztę  życia będę jeść tylko kurę i nic więcej.. teraz na kurczaka spoglądam bardzo rzadko i nie boje się innych rodzajów mięs nawet tych tłustych.. w ogóle jeśli o to chodzi to po mięso sięgam dużo rzadziej niż kiedyś bo po prostu lepiej się czuje.. naprawdę nieporównywalnie lepiej.. znikły wzdęcia i bóle brzucha.. ryby tłuste czy chude nieważne.. po nie sięgam kiedy tylko mogę..
I nie boje się teraz tłuszczy.. masło i nie tylko to orzechowe :), olej kokosowy, orzechy, awokado to najlepsze co może być dla naszego zdrowia..
A czy słodzę? Niczym.. a jeśli już robię wypieki używam nadal niezmiennie ksylitolu lub erytrytolu a także sięgnęłam po nowość ostatnio w postaci melasy karobowej która ma specyficzny smak ale sprawdza się super w wypiekach :)
Owoce. Jem ile chcę i kiedy chcę. Wiem co piszą w Internetach ale ja mam swój rozum i nie chciałabym żeby ktoś inny decydował o tym kiedy zjem banana lub jabłko i czy w ogóle mogę :)
Warzyw jem tyle ile mogę w tym ziemniaki i uwaga gotowaną marchew :)

Na chwilę obecną jest dobrze.. ćwiczę kiedy chce i jem co chcę.. dzięki temu żyje zdrowo a przy okazji potrafię się cieszyć obiadem u rodziców czy pizzą ze znajomymi bez wyrzutów sumienia :)



niedziela, 2 października 2016

Żyje w zgodzie z sobą..


Jesień.
Kolory.
Ciepłe swetry.
Książka
Przyjemnie mroźne poranki i wieczory.
Jabłka.
Mgła
Deszcz
Dynia
Świeczki
Długie wieczory przy herbacie.
Refleksja.
Nostalgia.

Właśnie tak po krótce mogę opisać tą pore roku.. Jesień jest piękna.. skłania do rozmyślań.. zazwyczaj w tym okresie właśnie zastanawiam się nad swoim życiem.. wbrew wszystkim tym razem podsumuje je wcześniej nie 31 grudnia z masą postanowień których potem i tak nie pamiętam i nie zrealizuje.
Już jakiś czas mieszkamy znów na stałe w Polsce.. Czy uważam że podjęliśmy słuszną decyzję? Oczywiście zadawałam sobie to pytanie kilka razy.. Analizowałam za i przeciw.. i mogę stwierdzić jedno. JEST DOBRZE.. nie chodzę głodna, nieszczęśliwa, nieubrana, mam gdzie mieszkać, mam się do kogo odezwać i z kim porozmawiać..
Oczywiście zanim opuściłam Norwegia zdarzyło mi się że usłyszałam wątpliwości innych.. wręcz zapewnienia że to może się nie udać.. że bez kasy norweskiej nie damy rady.. Uwaga wiadomość z ostatniej chwili życie bez masy markowych rzeczy NIE JEST GORSZE.. To nie pieniądze są źródłem radości życia i wierzcie mi na słowo wiem co mówię po tylu latach spędzonych w kraju gdzie kasa jest naprawdę duża.. nie chce tu wyjść na hipokrytkę i tak owszem jak dostanę coś ładnego lub sama sobie coś kupię cieszę się bardzo.. ale wiem co jest ważniejsze w życiu.. między innymi życie w zgodzie z samym sobą.. nie tak jak mówią nam znajomi, rodzice czy media społecznościowe.. najważniejsze to obrać sobie swoją drogę i nią podążać aby to nam było wygodnie i abyśmy mogli każdego dnia wstawać rano i czuć się dobrze z samym sobą..
I chodzi tu o nawet bardzo przyziemne rzeczy.. o codzienne wybory.. i tak mam tu też na myśli sport i odżywianie o którym w ostatnich miesiącach tak dużo się mówi.. i gdzie wymaga się od nas samych abyśmy robili tak ja mówi Instagram i  Facebook.. "zabijasz się bo jesz pszenicę" ," nie jedz tego, to jest złe", " musisz jeść to i to bo tylko dzięki temu będziesz długo i zdrowo żył", " zostań wegetarianinem", "jedz dużo mięsa", " jedz dużo warzyw", "ćwicz to i to", "ćwicz z Chodakowską", "ćwicz z ciężarami" itd. itd.
Obecnie staram się jeść zdrowo.. ale.. nie jestem idealna.. mam zachcianki i są rzeczy z których nie potrafię ale i nie chcę rezygnować.. nie jem co 3 godziny z zegarkiem w ręku 5 posiłków dziennie, mój każdy posiłek nie składa się z pełnowartościowego białka, zdrowych tłuszczy i węglowodanów złożonych, nie piję tyle wody ile zalecają media, nie ćwiczę wbrew sobie, jem pizzę, chipsy i ciastka jak mam na nie ochotę.. jem owsiankę i sałatkę jak mam na nie ochotę.. oto jestem ja.. Ada. Może nie FIT, i może nie z sześciopakiem na brzuchu i widocznymi dwójkami czy czwórkami na nogach.. bez wymiarów modelki, tali osy.. ale Ada zdecydowanie szczęśliwsza.. nie patrzę już na to co mówią inni bo nie warto.. komuś nie pasuje to trudno.. przeżyje.. poza tym nawet jakbyśmy nie wiem jak się starali być idealni i robić coś bo tak wypada zawsze znajdzie się ktoś kto powie nam że robimy to źle.. olać to..
Chciałabym aby na blogu pojawiały się nie tylko tematy FIT i sportu bo to w rzeczywistości nie byłabym ja do końca.. Co myślicie aby na blogu pojawiały się również inne przepisy i tematy lifestylowe? :)



środa, 28 września 2016

Idealny owsiany chlebek bananowy..

W ostatnich latach chlebków bananowych zrobiłam niezliczoną ilość.. wszystkie były bardzo dobre lecz zawsze mi w nich czegoś brakowało.. tym razem nieskromnie muszę przyznać że wyszedł idealnie.. ma wszystko to czego chciałam .. jest w sam raz słodki, miękki i wilgotny.. wręcz rozpływający się w ustach a do tego zdrowy.. Prosty w wykonaniu, nie brudzący masy naczyń (czego pewnie nikt nie lubi) i nie potrzebujący miksera..
Jeśli macie ochotę na coś nowego, zdrowego i pysznego polecam Wam spróbować ten wypiek :)
A więc zaczynamy :)



OWSIANY CHLEBEK BANANOWY
Składniki:
  • 3 dojrzałe banany (rozgniecione widelcem)
  • 3 jajka
  • 150 ml kefiru
  • 50 ml oleju kokosowego (rozpuszczonego), można dodać go nawet więcej
  • 3-4 łyżki mocnej kawy
  • melasa karobowa - 3łyżki lub więcej, można zastąpić innym substytutem cukru który używacie choć muszę przyznać że melasa daje super posmak
  • esencja waniliowa lub olejek waniliowy
  • 2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 i pół szklanki mąki owsianej
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • szczypta soli
WYKONANIE:
Banany rozgnieść w misce, dodać jajka, kefir, olej, kawę, esencje i melasę. Wymieszać do połączenia składników. Następnie dodać resztę składników (mąkę, cynamon, proszek, sodę i sól). Wymieszać dobrze całość. Przełożyć do foremki  - ja użyłam sylikonowej i włożyć do nagrzanego do 200 st. piekarnika. Piec około 30-40 min. Długość pieczenia jest uzależniona od tego jaki sprzęt posiadamy. Należy zaglądać co jakiś czas ale najlepszym sposobem jest wykałaczka. Studzimy lub tak jak ja (łasuch) nakładamy na jeszcze ciepły kawałek masło orzechowe i zajadamy :)







SMACZNEGO!!

wtorek, 16 sierpnia 2016

Zmiany,zmiany, zmiany i gdzie byłam jak mnie nie było?

Wracam.
Jestem i żyje.
Czuje jakby od ostatniego posta minęły lata. Przez ten czas można powiedzieć że moje życie wywróciło się do góry nogami. W tej chwili myślę że na dobre ale czas pokaże czy w ostatnich miesiącach podjęłam słuszne decyzje.
Do rzeczy.. dlaczego znikłam? Gdzie byłam i co robiłam? Czy nadal jestem FIT?
Obecnie jestem w Polsce. I tak już na razie zostanie. Razem z mężem wróciliśmy do kraju. Od ponad dwóch miesięcy przyzwyczajamy się do życia tutaj. Wiele osób nie dowierza.. zadaje pytania : "ale jak to? oszaleliście?".. hmm.. wydaje mi się że stan naszego umysłu nie zmienił się.. po prostu czasami różne sytuacje w życiu wymuszają na nas różnego rodzaju decyzje i tyle.. życie za granicą to nie jest taka sielanka jak każdy myśli.. oczywiście są wyjątki.. ale jak ja to mówię nie każdy nadaje się do życia na obczyźnie i tyle.. koniec kropka.. Czy żałuje powrotu? Są chwilę zwątpienia oczywiście.. czasami nachodzą mnie pytania w głowie czy napewno dobrze zrobiliśmy? Czy damy radę? Ale za chwilę uświadamiam sobie że teraz jestem z rodziną, w swoim kraju a ilość pieniędzy niekoniecznie jest wyznacznikiem szczęścia.. Niektórzy żartują że przypomną mi o tym za rok.. ale ja aż tak daleko w przyszłość nie wybiegam.. a nawet gdy przyjdzie dzień w którym okaże się że jednak nie jest tak jak sobie założyliśmy, poniosę konsekwencje swoich czynów i wypije piwo którego sobie naważyłam. Ludzie nas straszą, zniechęcają i mam wrażenie że robią wszystko abyśmy zaczęli żałować powrotu ale ja już od jakiegoś czasu nie patrzę na to co inni mówią, co powiedzą albo co wypada.. niestety Polacy mają taką dziwną mentalność która pewnie się nie zmieni..
Na początku czerwca ponownie odwiedziliśmy z mężem Zakopane ale tym razem w towarzystwie moich rodziców. Czas spędzony tam zrekompensował mi stres związany z przeprowadzką.. i taki reset był mi potrzebny jak nigdy. Serio aż sama jestem zdziwiona że nie nabawiłam się żadnego siwego włosa w okresie gdy opuszczaliśmy kraj fiordów. Czy poczułam smutek wyjeżdżając? Ciężko to tak ująć w paru zdaniach i opisać wam jak się czułam.. napewno będę tęsknić za krajobrazem i za powietrzem, będzie mi też pewnie brakować niektórych zwyczajów tam panujących ale tego chciałam.. chcieliśmy wrócić, spróbować zobaczyć jak będzie.. zawsze jak już będzie bardzo źle można spróbować gdzie indziej.. na razie jednak jesteśmy tutaj i życie się toczy swoim rytmem.. co ma być to będzie "Que sera sera" i coś w tym jest..
Na dzień dzisiejszy jednak jest fajnie. Naprawdę. Nasza rodzinka powiększyła się o jednego nowego członka. Ci z Was którzy obserwują mnie na Instagramie wiedzą że mam na myśli kotka a nie dzidziusia :) Leo to rosnący w tempie odrzutowca maine coon który skradł nasze serca od razu jak zobaczyliśmy go po urodzeniu. Niezły z niego rozrabiaka.
Czy jestem nadal FIT? Według wytycznych z Internetu to pewnie nie :) Ba napewno nie.. od ostatniego posta jaki tu powstał miałam kilka epizodów.. raz ćwiczyłam, raz nie, raz jadłam super zdrowo a raz super niezdrowo.. wpadał ryż z kurczakiem i wpadała pizza.. wpadały omlety ( od których nawiasem mówiąc miałam już odruch wymiotny) i wpadały lody.. moje żywienie ostatnio było burzliwe.. czy czegoś żałuję? Czy żałuję nie zrobionego treningu, zjedzonego ciasta, kolejnej kiełbaski z grilla?? Nie. Ani trochę. Życie jest za krótkie aby zastanawiać się nad każdym kęsem.. jedzenie powinno być przyjemnością podobnie jak aktywność fizyczna.. od kilku miesięcy rzadziej bywałam na Instagramie, zresztą porobiłam tam gruntowne porządki.. i wiecie co? W głowie się samo poukładało.. i napewno nie wrócę do etapów gdy oglądając zdjęcia dziewczyn na necie żałowałam że tak nie wyglądam, że jak mogę się tak obżerać śmieciowym jedzeniem a inni czysta micha.. co mnie obchodzą inni.. słucham siebie i tyle... może i nie wyglądam teraz tak jak w chwili gdy odliczałam każdy kęs i trening był dla mnie najważniejszy.. ale czuje się lepiej.. i każdemu polecam taką przerwę.. przestańcie patrzeć na innych.. bo ktoś ćwiczy to ja też muszę.. a co jeśli ktoś rzuciłby się w ogień? Jeśli lubicie ćwiczyć - ćwiczcie.. sport w nadmiarze to zdrowie i fajny antydepresant.. a jeśli macie ochotę na coś co według innych jest niezdrowe to wierzcie mi raz na jakiś czas wam nie zaszkodzi :)
Dużo się ostatnio wydarzyło i nie wiem co mogłabym jeszcze napisać.. nawet nie wiem czy ktoś to przeczyta.. nie wiem też czy wracać do regularnego pisania.. zobaczymy czas pokaże.. QUE SERA SERA :)
Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)


Ostatni raz na lotnisku w Norwegii.





















Własnoręcznie robione pazurki :)


Pierwszy dzień w nowej pracy:)



Wierny towarzysz :)


Nowa siłownia :)



Ja też chce plissss :)



Z serii zdrowych słodyczy :)



Fajna i smaczna alternatywa posiłku :)


Nie będę pił z miski.. co to to nie :)



Poczytamy razem?




Z serii.. mam ochotę na pizze i zjem ile dam radę wcisnąć :)


Jestem Twoim kwiatuszkiem :)


Kibicujemy naszym :)


Day no make up :)


Tam gdzie najciaśniej najlepiej :)


Kosmiczne piwo :)


Próbowałyście?



Wiejski rosołek u prababci :)



Nie ma szans że napiszesz dziś tego posta :)



Pyszna grecka chałwa dorwana w Biedrze.



Spotkanie po wielu latach ze wspaniałą osobą :)



Masz zły dzień? Zjedz czekoladę.. zawsze pomaga :)





Aktywnie rowerowo :)




Grażyna zamknij właz - lecę w kosmos :)



O taka forma na lato a co :)



Zabawy we wzorki :)


Pierwszy spacerek Leo :)






Warte grzechu oj warte :)












Zabierzcie mnie od niej :)



Kącik pazurkowania :)










Kocia logika - uwielbiam :)


Pozdrawiam Was gorąco :)